payday loans

2.11.2007 - Co czynię ze swoim życiem?

Co czynię ze swoim życiem?
Więcławice - 2.11.2007 Co czynię ze swoim życiem?
Więcławice - 2.11.2007

   Zaczęło się typowo czyli jak kto woli niewinnie: od pojedynczych prób, ciekawości, zafascynowania. Potem jednak z roku na rok nałóg się pogłębiał. Rysiek jedna k starał się ukrywać to przed wszystkim: przed żoną, rodzicami, muzykami z zespołu. Jasne się stało dla wszystkich, że popadł w narkomanię w połowie lat osiemdziesiątych. Potem przechodził jedną kurację po drugiej, ale niestety szybko wracał do nałogu. Opowiadał, że chce się ustabilizować, ale nie miał sił, aby walczyć. Z roku na rok było gorzej. Po raz pierwszy nie dotarł na koncert w maju 1986 roku w Toruniu, potem był Głogów, Jelenia Góra, Ciechanów - a w 6 lat później prawdziwa narkotykowa droga w dół. Jeden z biografów zapisał: "Już wtedy, jeśli kto nastawił ucha, mógł usłyszeć szelest skrzydeł, od którego przechodziło mrowie, a może to była syrena alarmowa, a może nawet nic nie było słychać, tylko brzęczała przeraźliwa pustka". Znikał przed koncertami, aby kupić "towar", spóźniał się, bywał nawet tak nieobliczalny jak podczas pobytu w poznańskim hotelu, gdy rozpalił w pokoju ognisko. Jego życiem rządziła straszna biała dama: heroina. Nikt i nic nie było ważne. Czuł, że jego dni są policzone. Podczas jednego z koncertów trzeba było go wnosić i wynosić z estrady; z czasem zaczął się jąkać, nie pamiętał tekstów piosenek, popadał w długie godziny odrętwienia. Na ostatnie dni trafił do szpitala w Chorzowie. Ale i tam "życzliwi", nie patrząc na jego stan, po cichu podrzucali mu narkotyki. I nadszedł ostatni dzień życia: nie zaczął się źle, chory poprosił o dokładkę zupy mlecznej na śniadanie, poszedł do sąsiedniej sali opowiedzieć dowcip. Był w dobrym, niezłym nastroju. Po południu zwierzył się pielęgniarce, że nie dożyje do końca dnia. Pielęgniarka obróciła w żart jego słowa. A po jakiś dwóch godzinach do Ryśka przyszedł lekarz. Kończył dyżur, więc chciał uzgodnić leki na niedzielę. Zeszła im dobra godzina, bo rozmawiali nie tylko o chorobie. Potem lekarz poszedł do dyżurki, a jeszcze później usłyszał krzyk pielęgniarki, która zajrzała do sali. Była piętnasta z minutami. Pożegnał się z tą ziemią mając zaledwie 38 lat. Kim był Rysiek? To Ryszard Riedel, wokalista zespołu Dżem, nazywany również "bluesowym Chrystusem z Polski", charyzmatyczny i niezwykły wykonawca.
   Dziś wspominamy naszych zmarłych. Myślę, że prawie każdy z nas biegnie myślą ku osobie bliskiej sercu, bliskiej wspomnieniom, i tym smutnym i tym radosnym; może ku tym, którym winien jestem wdzięczność.
   Przyszło mi to wspomnienie o Ryszardzie Riedlu w kontekście, zarówno dzisiejszego dnia, jak i w kontekście naszych zamyśleń nad Encykliką Jana Pawła Evenglium vitae.
   W kolejnym fragmencie czytamy, że życie człowieka pochodzi od Boga, że jest Jego darem, że człowiekowi nie wolno niszczyć życia. W czasach, których przyszło nam żyć wydaje się jakby ludzkie życie miało coraz mniejszą wartość. Z jednej strony tyle czyni się zabiegów, aby ratować życie, a z drugiej strony tak łatwo pozwala się, aby pozbyć się człowieka, gdy stanie się problemem. Myślę, że Jan Paweł wyczuł to napięcie pomiędzy tymi dwoma sprzecznymi sprawami. Dlatego napisał ten dokument..
   "Cóżeś uczynił?" - takie pytanie zadał Bóg Kainowi, gdy zabił swego brat Abla. Cóżeś uczynił ze swoim życiem? - to pytanie usłyszał już Ryszard Riedel. Cóżeś uczynił? - to pytanie i nam postawi nam Bóg, gdy staniemy przed Jego obliczem w dniu sądu. Pytanie skierowane do Kaina winno nam nieustannie dźwięczeć w uszach i uświadamiać, że nasze życie jest nienaruszalne. Że nie wolno nam dopuścić do jego zniszczenia; nie tylko w taki sposób, jak to stało się w życiu wspomnianego artysty. Bo różne są sposoby niszczenia życia... bo życie jest zabijane nie tylko narkotykiem. Bo życie nasze nie ogranicza się tylko do ciała. To coś więcej.
   Dlaczego trzeba nam chronić życie? Jan Paweł II pisze w swojej encyklice, że życie, które "Syn Boży przyniósł ludziom, nie można sprowadzić wyłącznie do istnienia w czasie" (EV 37). Dlaczego nie tylko "w czasie"? Czyżby nasze życie było ponad czasem? Tak, bo z punktu widzenia Boga nasze życie jest wieczne. Ma swój początek, ale nie ma końca. Otrzymaliśmy wieczne życie, które jest uczestnictwem w życiu "Wiekuistego". Papież dodaje, że "godność życia nie wynika jedynie z jego źródeł, czyli z faktu, że pochodzi ono od Boga, ale także z jego celu, z jego przeznaczenia do komunii z Bogiem przez poznanie Go i umiłowanie". (EV 38). A zatem już tu na ziemi kiełkuje i wzrasta życie wieczne. Ono nie rozpocznie się po naszej ziemskiej śmierci. Ono już się zaczęło. I jest Boże.
   Jakie są wobec tego faktu dalsze konsekwencje? Ponieważ Bóg jest panem życia, to człowiek nie może nim rozporządzać, jak mu się podoba. Tylko Bóg może powiedzieć - przypomina Jan Paweł: "Ja zabijam i Ja sam ożywiam" (Pwt 32,39). Zapomniał o tym wokalista zespołu Dżem; a może pamiętał, tylko był zbyt słaby? Ręce Boga są rękami miłującymi, podobnymi do rąk matki, która tuli, karmi i pielęgnuje. Ale jeśli jednak szuka się "utulenia" w narkotyku, seksie, pogoni za pieniądzem, w karierze, sławie czy w byle jakim życiu - to nie można się dziwić, że to, co miało utulić zaczyna niszczyć. U początków zaś bywa przeważnie pycha, która kryje się za ciekawością czy pewnością siebie.
   Zanim Bóg mnie zapyta: cóżeś uczynił ze swoim życiem - myślę, że warto, abyśmy już dziś, odpowiedzieli sobie na pytanie: co ja teraz robię ze swoim życie? Co robię z życiem bliźniego? Jan Paweł przez słowa encykliki przypomina nam najpierw, że "przykazanie o nienaruszalności ludzkiego życia rozbrzmiewa pośród dziesięciu słów przymierza synajskiego" (Wj 34,28). Potem dodaje, że na pytanie bogatego młodzieńca, co trzeba nam czynić, aby otrzymać życie wieczne? - Jezus odpowiada, by zachować przykazania - a jako pierwsze wymienia: nie zabijaj. Idąc dalej nasz Rodak dochodzi do stwierdzenia, że "najgłębszym wymiarem Bożego przykazania, chroniącego życie człowieka, jest wymóg okazywania czci i miłości każdej osobie i jej życiu". (EV 41).
   Kiedy więc pytamy się, co czynimy ze swoim życiem, odpowiedzi watro poszukać w tym, jacy my jesteśmy dla bliźnich? To w naszych relacjach z bliźnimi widzimy swoją twarz, swoje myśli, uczucia. Warto pamiętać, że najczęściej to nie podoba się nam w bliźnich, co jest w nas samych. A zatem bliźni jest jakby lustrem naszego życia.
   Stary mędrzec spotkał któregoś dnia człowieka, który swojej dobroci chciał wystawić najlepsze świadectwo. Opowiadał więc, że biednym rozdaje część dochodów, że troszczy się o więźniów, że dwa razy w tygodniu odwiedza chorych. Rozmówca wysłuchał tych wynurzeń, a potem powiedział: - tak? Jesteś dobrym człowiekiem? Idź przeto i zapytaj się twojej żony, co o tobie myśli; twoich dzieci, jak cię widzą; twoich krewnych, czego od ciebie oczekują; twoich sąsiadów, co o tobie opowiadają i twoich kolegów, jak o tobie mówią! A potem przyjdź i powiedz mi, jak dobrym jesteś człowiekiem.
   Drugi człowiek to najlepsze lustro... a zatem często "przeglądajmy się" w tym lustrze i poznajmy siebie. To dobry sposób na poznanie siebie. Warto z niego skorzystać.
   I dziękujmy Bogu za dar życia, które jest bezcenne, bo wieczne.