payday loans

19.08.2007 - Homilia - Więcławice - 20 niedziela zwykła rok C

Jezus przyszedł ogień rzucić na ziemię
Homilia - Więcławice - 20 niedziela zwykła rok C - 19.08.2007
Jezus przyszedł ogień rzucić na ziemię

Homilia - Więcławice - 20 niedziela zwykła rok C - 19.08.2007

    "Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął" - takie słowa usłyszeliśmy przed chwilą. Mocne słowa! Trochę chyba za bardzo przyzwyczailiśmy się do łagodności Jezusa, że jakbyśmy może nie słyszeli tych słów. Ale Jezus mówi wyraźnie: przyszedłem ogień rzucić na ziemię! Jaki to ogień Jezus rzucił za ziemię? Czy chodzi tu o ogień błyskawic, ogień pożarów czy kataklizmów? Z pewnością nie, bo one był zanim na ziemi pojawił się Jezus. O jaki ogień zatem chodzi? Oto dwa przykłady.
    Pierwszy to testament ojca Christiana, trapisty, zakonnika z Algierii. Został on zamordowany wraz sześcioma współbraćmi w 1995 r przez terrorystów. Odcięte głowy zakonników znaleziono zawieszone w worku na drzewie. Ojciec Christian przeczuwał, a właściwie wiedział, że do tego dojdzie. Terroryści odwiedzali go już wcześniej i grozili. Mino to zapisał w swoim testamencie takie słowa: "Gdybym pewnego dnia stał się ofiarą terroryzmu, chciałbym, aby moja wspólnota, mój Kościół, moja rodzina pamiętali, że moje życie było dane Bogu i temu krajowi. Chciałbym, aby zrozumieli, że jedyny władca wszelkiego życia miał udział w tym odejściu, nawet brutalnym (...) Oczywiście po mojej śmierci zatriumfują ci, którzy mnie uważali za naiwnego idealistę. Teraz niech powie, kto miał rację. (...) Dziękuję Bogu, że zechciał przeznaczyć całe moje życie... w tym dziękuję zamykam i ciebie także, przyjacielu z ostatniej minuty, który nie będziesz wiedział, co czynisz... dziękuję i do zobaczenia..." Ów zakonnik modli się, aby zobaczył swego mordercę oczyma Boga.
I drugi obraz. Dwóch braci pokłóciło się ze sobą, gdy jeden z nich dowiedział się, że jego brat w czasie PRL-u doniósł na niego odpowiednim służbą, przez co nie dostał paszportu. Sprawa była stara, ale wywołała takie emocje, że bracia zerwali ze sobą wszelki kontakt. Brat pokrzywdzony poszedł do notariusza i na piśmie zagwarantował sobie, że nigdy nie zostanie pochowany razem z bratem w rodzinnym grobowcu. Nosi tę karteczkę zawsze przy sobie, w portfelu.
Dwa pisma: testament ojca Christiana i zapis notarialny pokrzywdzonego brata - można powiedzieć: dwa jakże różne bilety na tamten świat.
    Przyszedłem ogień rzucić na ziemię... odtąd pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu.. ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu...
    Tym ogniem jest Ewangelia. To słowa Ewangelii dzielą domowników, rodziny, przyjaciół. Są jak ogień. Ojciec Christian żył słowem Ewangelii i przebaczył swemu zabójcy. I choć umarł, to jednak zwyciężył. Pokrzywdzony brat nie przebaczył swemu bratu. I choć żyje, to na tym etapie jest umarły. Zakonnik - jak słyszeliśmy w liście do Hebrajczyków - "wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie", ale nie został złamany na duchu. Pokrzywdzony brat nie zgodził się, aby jego serce opanował ogień Ewangelii.
Trzeci obraz dopowiada minionej nocy ten (albo ci), kto minionej nocy zniszczył gablotkę przy naszym kościele. Poświęcona była m.in. Janowi Pawłowi II... Ów człowiek zniszczył, bo mu przeszkadzała? Bo serce ogarnięte było przez ogień nienawiści? Złości? Głupoty?
    Ewangelia stawia wobec każdego ucznia Jezusa duże wymagania. O chrztu świętego bierzemy udział - jak pisze autor listu do Hebrajczyków - w wyznaczonych nam zawodach. Te zawody będą trwały przez całe nasze życie. Autor przypominam, że powinniśmy w tych zawodach mamy "biec wytrwale". Wytrwale, czyli każdego dnia, bez względu na okoliczności, bez względu na panującą wokół nas pogodę. Ten bieg odbywa się przez całe nasze życie. W tym biegu mamy zapewnione wsparcie od Boga. On - podobnie jak na prorokiem Jeremiaszem - czuwa nad nami; spieszy nam z pomocą, pochyla się nad nami, słucha naszego wołania, umacnia nasze kroki, stawia nasze stopy na skale... Ale ten bieg nie jest relaksem, tu nie chodzi o zachowanie dobrej linii ciała - tu chodzi o dobrą formę duszy. Dlatego konieczne jest doświadczenia ognia: wszelkiego rodzaju przeszkód, chwil trudnych, niekiedy bolesnych, chwil porażek, niepowodzeń. W tym ogniu przeciwności poznajemy stopień naszego umiłowania Ewangelii, czyli nauki Jezusa.
    Ten bieg ku mecie w królestwie Bożym to ciągła walka. To nie błogi spokój - ale walka ma śmierć i życie. Bóg o tym wie, dlatego nieustannie zachęca nas do walki z naszymi grzechami, które nas zwodzą.
    17 maja 1981 roku, na placu św. Piotra, rozległy się pierwsze słowa Jan Pawła II po niedawnym zamachu na niego. Skierował je do pielgrzymów pośrednictwem wiernych za pośrednictwem Radia Watykańskiego: "Jestem szczególnie blisko dwóch osób, zranionych wraz ze mną, oraz modlę się za brata, który mnie zranił, a któremu szczerze przebaczyłem" . Papież przebaczył bezwarunkowo, nie czekając na słowa skruchy zamachowca. Jakby tego było za mało, w grudniu 1983 roku odwiedził go w więzieniu. Ali Agca bał się - jak wyznał - "bogini z Fatimy". Jan Paweł II pocieszał i uspakajał swego niedoszłego zabójcę mówiąc, że Maryja jest Matką Boga, który kocha wszystkich ludzi i nie powinien się obawiać.
 Człowiek, który dał się ogarnąć ogniu Ewangelii, przebacza bezwarunkowo. Okazuje miłosierdzie, które jest owocem działania Bożego ognia w sercu człowieka.
 Bracie, siostro, blisko czy daleko jest ci do takiej postawy wobec twoich winowajców?
 Niech płomień słowa Bożego spala w nas to, co przeszkadza w naszym biegu do Boga. Niech spalają się nasze grzechy, nasze pragnienia budowania życia według własnego pomysłu. Dopiero wtedy w naszym sercu zagości pokój, którego źródłem nie jest świat, nie jest człowiek - ale tylko Bóg. Tak niech się stanie.