payday loans

Prymas Tysiąclecia

PRYMAS TYSIĄCLECIA

Kardynał Stefan WYSZYŃSKI  /3.08.1901rok - 28.05.1981 rok/

 02

 

03

Słowa Kardynała Stefana Wyszyńskiego skierowane do Jana Pawła II na początku Pontyfikatu:  

"Ty masz wprowadzić Kościół w Trzecie Tysiąclecie".

Słowa Ojca Świętego Jana Pawła II skierowane do Kardynała Stefana Wyszyńskiego:

"Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża-Polaka,
który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy Pontyfikat,
gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem,
Twojej heroicznej nadziei,
Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła,
gdyby nie było Jasnej Góry
i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej,
które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem".

 

 

BIOGRAFIA

Urodził się w dniu 3.08.1901 r. w miejscowości Zuzela nad Bugiem, na pograniczu Podlasia i Mazowsza. Polska była wtedy rozdarta pomiędzy trzech zaborców. Zuzela należała do zaboru rosyjskiego. Stefan poznał smak niewoli i ukochał Polskę.
Jego dzieciństwo nie było łatwe. Kiedy miał 9 lat, zmarła mu matka. Przez całe życie tęsknił za nią. Ta tęsknota skierowała jego serce ku Matce Niebieskiej - ku Tej , "która nie umiera", na Nią będzie też często wskazywał w swojej późniejszej pracy duszpasterskiej. Ukończył gimnazjum w Warszawie i Łomży, wstąpił do Seminarium Duchownego we Włocławku. 3.08.1924 r. został wyświęcony na kapłana. Z powodu choroby święcony był sam, wkrótce po wyjściu ze szpitala. Z Mszą Świętą prymicyjną pojechał na Jasną Górę.
Po trzech latach studiów w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim na Wydziale Prawa Kanonicznego i Nauk Społecznych uzyskał stopień doktora na podstawie pracy :"Prawa Kościoła do szkoły". Po studiach wyjechał w podróż naukową po krajach Europy Zachodniej. Interesował się głównie Akcją Katolicką i działalnością chrześcijańskich związków zawodowych.(...) Po powrocie do kraju został profesorem nauk społecznych w Seminarium we Włocławku, a także zajął się redagowaniem miesięcznika "Ateneum Kapłańskie", jednocześnie prowadził intensywną działalność społeczną wśród robotników Włocławka (...). Podczas wojny jako znany profesor - społecznik był imiennie poszukiwany przez Niemców . Błogosławiony biskup Kozal kazał księdzu Wyszyńskiemu opuścić Włocławek. Ukrywał się między innymi we Wrociszewie i w Laskach pod Warszawą.
W okresie Powstania Warszawskiego ksiądz Wyszyński pełnił obowiązki kapelana grupy "Kampinos" AK działającej w Laskach i okolicy oraz szpitala powstańczego . Oprócz obowiązków duszpasterskich opiekował się rannymi, towarzyszył przy operacjach podtrzymywał na duchu dotkniętych skutkami wojny. Z płonącej Warszawy pewnego dnia wiatr przyniósł mu karteczkę, na której były słowa: "Będziesz miłował". Po zakończeniu działań wojennych ks. prof. Wyszyński wrócił do Włocławka i zaczął organizować Seminarium Duchowne zniszczone w czasie wojny. W 1945 r. został rektorem Seminarium, podjął też obowiązki redaktora tygodnika diecezjalnego "Ład Boży", czynił starania o wznowienie swojego starego pisma.
W 1946 roku Ojciec Święty Pius XII mianował księdza profesora Wyszyńskiego biskupem, ordynariuszem diecezji lubelskiej. Sakry biskupiej udzielił nominatowi na Jasnej Górze Prymas Polski August kardynał Hlond dnia 12 maja 1946 roku (...). Po jego śmierci 22.10.1948 ks. Biskup Wyszyński został wybrany Arcybiskupem Gniezna i Warszawy i Prymasem Polski. W swoim liście duszpasterskim pisał wtedy: "Nie jestem ci ja ani politykiem, ani dyplomatą , nie jestem działaczem, ani reformatorem. Natomiast jestem ojcem waszym duchownym, pasterzem i biskupem dusz waszych, jestem apostołem Jezusa Chrystusa...".
W okresie nasilenia komunistycznych represji wobec Kościoła i społeczeństwa stanął w obronie chrześcijańskiej tożsamości narodu, inicjując zarazem politykę rozważnego układania stosunków z władzami państwowymi. W tej sytuacji, aby uchronić Kościół i Naród od napięć i rozlewu krwi, Prymas Wyszyński podjął decyzję zawarcia "Porozumienia". Podpisali je przedstawiciele Episkopatu i władz Państwowych 14.04.1950r. Wobec braku Konstytucji była to jedyna deklaracja prawna określająca sytuację Kościoła w Polsce. Władze komunistyczne nie zamierzały jednak dotrzymać zobowiązań. Ciągle były łamane punkty "Porozumienia". Prymas Wyszyński z wielką roztropnością, a jednocześnie wielka odwaga bronił praw wierzącego Narodu.
12.01. 1953 ks. Wyszyński został Kardynałem, nie mógł jednak pojechać do Rzymu po kapelusz kardynalski, ponieważ nie otrzymał paszportu. Osiem miesięcy później (25.09. 1953) Stefan kardynał Wyszyński został aresztowany i wywieziony z Warszawy. Przebywał kolejno w Rywałdzie Królewkim koło Grudziądza, w Stoczku Warmińskim, w Prudniu koło Opola, w Komańczy w Bieszczadach. Dopiero tam zostały złagodzone rygory. Tam właśnie w dniu 16 maja 1956 roku napisał tekst odnowionych Ślubów Narodu. Zostały one złożone uroczyście na Jasnej Górze 26 sierpnia 1956 r. jako Jasnogórskie Śluby Narodu przez milionową rzeszę pielgrzymów z Episkopatem Polski na czele. Dnia 26.10.1956r. Wyszyński został uwolniony; wrócił do Warszawy wśród wielkiej radości i nadziei kościoła w Polsce.
W latach 1957 - 1065 prowadził wielką Nowennę przed Jubileuszem Tysiąclecia Chrztu Polski. Były to niezwykłe, narodowe rekolekcje prowadzone pod opieką Matki Najświętszej. Prymasowe zawierzenie: "Wszystko postawiłem na Maryje" stało się udziałem całego Kościoła w Polsce. W 1957 roku zaczęło się Nawiedzanie kopii Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej.
Na głównej uroczystości milenijne pragnął przybyć Ojciec Święty Paweł VI , jednak władze polskie pod wpływem decyzji Moskwy, nie zgodziły się na to. Pomimo przeciwności u stóp Jasnej Góry stanęła ponad milionowa rzesza pielgrzymów. Prymas polski wraz z arcybiskupem Krakowa - Karolem Wojtyłą i całym episkopatem oddali Polskę i " wszystko, co ją stanowi " Matce Bożej na wieczystą własność, w Jej macierzyńską niewolę miłości. Uroczystości milenijne, symbol wielkiego duchowego zwycięstwa Kościoła, przełamały w społeczeństwie polskim "barierę strachu". Ludzie poczuli się wewnętrznie wolni, zjednoczeni, odnaleźli swoją tożsamość.
W latach 60 - tych Prymas czynnie uczestniczył w pracach Soboru Watykańskiego II wnosząc cenne doświadczenie Kościoła w Polsce. Wyszyński uczestniczył we wszystkich sesjach Soboru Watykańskiego II, odegrał wielką rolę w organizacji polskich struktur kościelnych na Ziemiach Zachodnich i Północnych, doprowadzając 1972 do ustanowienia nowych diecezji. Cieszył się on wielkim uznaniem. Na ręce Ojca Świętego Pawła VI złożył memoriał o ustanowienie Maryi Matką Kościoła. 21.11.1964 r. Ojciec Święty ogłosił Maryje Matką Kościoła. Uwieńczeniem dzieła życia Wyszyńskiego, zwanego Prymasem Tysiąclecia, stał się wybór 16.10.1978 r. jego bliskiego współpracownika kardynała Karola Wojtyły na papieża. To wydarzenie było największą radością Prymasa Tysiąclecia i Kościoła w Polsce.
W czerwcu 1979 roku przyjął w Ojczyźnie po raz pierwszy od tysiąca lat widzianą głowę Kościoła - Ojca Świętego Jana Pawła II - Papieża rodu Polaków. W 1980?81 odegrał rolę mediatora między Solidarnością a władzami państwowymi, zwłaszcza przy rejestracji NSZZ ?Solidarność" Rolników Indywidualnych. Wyszyński zdecydowanie przeciwstawiał się marksistowskiej koncepcji życia społecznego, bronił godności i praw człowieka, w tym prawa do wolności religii, prawa Kościoła do swobodnej działalności duszpasterskiej, jednocześnie dążył do moralnego odrodzenia społeczeństwa. W warunkach totalitarnego zniewolenia przyczynił się do tworzenia klimatu duchowej wolności, w którym mogły dojrzewać demokratyczne inicjatywy społeczne.

Stefan kardynał Wyszyński odszedł 28.05.1981 r. w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Na pogrzeb Stefana kardynała Wyszyńskiego w Warszawie 31 maja przybyło tysiące ludzi. Przyszli wierzący i niewierzący. Był to prawdziwie królewski pogrzeb, wyrażający szacunek i cześć dla Prymasa Tysiąclecia, którego nazywano ojcem Narodu.
W 1989 roku rozpoczął się proces kanonizacyjny Sługi Bożego Stefana kardynała Wyszyńskiego.

 

UWIĘZIENIE

Prześladowania kościoła w Polsce zaostrzały się i Kardynał Stefan Wyszyński był świadom grożącego mu niebezpieczeństwa. Dzień przed aresztowaniem 25.09.1953 r., gdy po wieczornym nabożeństwie został zatrzymany przez studentów i kobiety zaniepokojone o Jego los, powiedział krótko:

"Mówcie różaniec. Znacie obraz Michała Anioła - Sąd Ostateczny. Anioł Boży wyciąga człowieka z przepaści na różańcu. Mówcie za mnie różaniec".

O aresztowaniu Kardynała Stefana Wyszyńskiego zadecydowali przebywający w ZSRR Bolesław Bierut i Franciszek Mazur wraz z kierowniczymi czynnikami radzieckimi. 26.09.1953 r. do bramy pałacu Prymasowskiego przy ulicy Miodowej zaczęła dobijać się uzbrojoa grupa UB pod dowództwem płk. Więckowskiego - dyrektora IX departamentu MBP. Zdumionemu ks. Gożdziewiczowi oświadczyli, że przynieśli list do biskupa Baraniaka. Obudzony Ksiądz Prymas, domyślający się podstępu polecił zapalić wszystkie światła, tak aby Warszawa wiedziała co się dzieje. Wpuszczeni na dziedziniec z polecenia ks. kardynała UB'owcy wyjaśnili, że przyszli w sprawie urzędowej i dziwili się że tak długo nikt im nie otwierał.

"Godziny urzędowe u nas są za dnia i wtedy bramy i drzwi są otwarte. Teraz nikt u nas nie urzęduje" - wyjaśnił Ksiądz Prymas i udał się na poszukiwanie dozorcy. W tym czasie pies "Baca" rzucił się na jednego z tajniaków i zranił go. W tej sytuacji Kardynał Stefan Wyszyński zawrócił i osobiście opatrzył rany jednego ze swoich prześladowców.
Wreszcie UB'owcy skończyli komedię i odczytali decyzję rządu mocą której Kardynał Stefan Wyszyński miał być natychmiast usunięty z miasta z zakazem wykonywania jakichkolwiek czynności związanych z zajmowanymi dotąd stanowiskami. Prymas Polski odmówił podpisania tego dokumentu, uzasadniając, że decyzja jest nie tylko bezprawna ale i szkodliwa dla Polski, dlatego jej nie uznaje i dobrowolnie domu nie opuści. Odmówił również spakowania rzeczy osobistych, a nalegającej na to zakonnicy powiedział:

"Siostro, nic nie zabieram. Ubogi przyszedłem do tego domu i ubogi stąd wyjdę."

W obecności ks. biskupa Baraniaka złożył następnie oświadczenie, że całą tą sytuację uznaje za gwałt i że w razie procesu nie chce żadnego adwokata, ponieważ będzie bronił się sam, po czym ubrał się w mocne, przygotowane od 2 lat na wypadek aresztowania buty, zabrał podane palto, które wcześniej należało do biskupa Michała Kozala, kapelusz, brewiarz i różaniec. Opuszczający siedzibę Arcybiskupów warszawskich Prymas Wyszyński jeszcze raz zaprotestował przeciwko gwałtowi, po czym został wsadzony do samochodu z zamazanymi błotem szybami i wywieziony w eskorcie 6 innych samochodów do klasztoru ojców kamedułów w Rywałdzie. Tak rozpoczęło się trwające ponad 3 lata więzienie Prymasa Tysiąclecia Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Wiadomość o uwięzieniu Prymasa Polski wywołała ogromne poruszenie wśród milionów polskich Katolików, w pełni solidaryzujących się z męczeństwem swojego pasterza, oraz wśród opinii publicznej na całym świece. Komuniści jeszcze raz ukazali światu swoje prawdziwe oblicze...

25 września Ksiądz Prymas wrócił do swojej siedziby przy ul. Miodowej około 22. Pół godziny później oznajmiono mu, że przyszli jacyś ludzie z listem od ministra Antoniego Bidy. Dziwna była ta pora na składanie urzędowej wizyty. Niebawem okazało się, że rzekomy ?list" był tylko pretekstem dla funkcjonariuszy UB do wtargnięcia na teren rezydencji. Prymasowi przedstawiono decyzje rządu nakazującą usuniecie go z Warszawy i pozbawienie zajmowanych stanowisk.

Miejsca uwięzienia Kardynała Stefana Wyszyńskiego:

1. Rywałd

Jaszcze tej samej nocy Prymasa przewieziono w tajemnicy do klasztoru ojców kapucynów w Rywałdzie. Pilnowany przez 20 strażników nie miał prawa wyglądać przez okno, które dla pewności zaklejono papierem. Pomieszczenie, w którym przetrzymywano Prymasa było równocześnie jadalnią, sypialnią i kaplicą. Ołtarzem, przy którym odprawiał Mszę św. było stare chwiejące się biurko. Jedyną książkę, która posiadał to brewiarz.

2. Stoczek Warmiński

Po kilkunastu dnach Prymasa przeniesiono do następnego miejsca odosobnienia w Stoczku Warmińskim koło Lidzbarka. Tu strzegło go już 30 ludzi, a warunki bytowe w zawilgoconym budynku przywodziły na myśl loch więzienny, co rychło odbiło się na zdrowiu Prymasa. Jeśli jednak sprawcy liczyli na złamanie ducha Kardynała Wyszyńkisego, to srodze się zawiedli. Właśnie w tych niezwykle trudnych warunkach dokonał on 8 grudnia 1953 r. (w święto Niepokalanego Poczęcia) aktu duchownego oddania się Matce Bożej. O okolicznościach tego doniosłego wydarzenia napisał:

?Dom był oświetlony nocą (...). Na korytarzach na parterze i na piętrze czuwali ?panowie", urzędnicy tajnej policji. Izolacja od światła zupełna. Otwarta była tylko droga do Matki Bożej".

3. Prudnik Śląski

W październiku 1954 r. Prymas przewieziono do nowego miejsca odosobnienia w Prudniku Śląskim, panowały tam lepsze warunki. Dzięki temu Prymas mógł więcej i intensywniej pracować nad tekstami, ważnymi dla dalszej pracy duszpasterskiej.

4. Komańcza

W 1955 r., po kolejnej przymusowej przeprowadzce, Prymas trafił do Klasztoru Nazaretanek w Komańczy. Tu już nie otaczały go bezpośrednio zastępy strażników. Mógł korespondować i spotykać się z dawnymi współpracownikami, otrzymywał prasę. Miał jednak zakaz opuszczania miejscowości. W Komańczy przygotował Śluby Jasnogórskie, których tekst w maju 1956 r. przekazał poufną drogą na Jasną Górę.

Tymczasem nadszedł w 1956 r. kres terroru stalinowskiego. Sytuacja Prymasa uległa poprawieniu. Nowe kierownictwo partii komunistycznej szukało porozumienia. Do Komańczy przyjechali na rozmowy wysłannicy Władysława Gomułki, usilnie prosząc o szybki powrót do Warszawy. Prymas nie odmówił wobec obawy, że niepokoje społeczne mogą doprowadzić do rozlewu krwi. Żądał jednak stanowczo naprawienia wyrządzonych krzywd Kościołowi.
On, który trzy lata wcześniej został po kryjomu uprowadzony z ul. Miodowe, teraz wraca gorąco witany przez tłumy wiernych. Ludzie długo czekali, żeby ujrzeć go na balkonie Domu Prymasowskiego. Jego obecność nosiła pokrzepienie.

 

"Non possumus".

9 lutego 1953 r. władze komunistyczne wydały dekret o obsadzaniu wszystkich stanowisk duchownych, włącznie z biskupami. Te bezprecedensowa decyzja miała doprowadzić do całkowitego podporządkowania kościoła państwu. Kardynał Stefan Wyszyński uznał, że czas kompromisu minął i trzeba uzurpacji władzy powiedzieć nie.
8 maja 1953 r. podczas Konferencji Episkopatu Polski w Krakowie został przyjęty list napisany przez Kardynała Stefana Wyszyńskiego do I Sekretarza KC PZPR Bolesława Bieruta. W liście tym biskupi przypominali wszystkie szykany jakie dotknęły kościół w powojennej Polsce: aresztowanie i przesiedlenia biskupów, księży zakonnic i zakonników, niszczenie polskiej administracji kościelnej na ziemiach zachodnich, rozbijanie kościoła od wewnątrz przez PAX i tzw. "księży patriotów", konfiskatę szpitali, szkół i innych placówek kościelnych, likwidowanie i szykanowanie katolickich wydawnictw i prasy. Jednocześnie episkopat podkreślał gotowość do rozmów pod warunkiem jednak poszanowania niezbywalnych praw kościoła. List kończył się słowami:
"A gdyby się zdarzyć miało, że czynniki zewnętrzne będą nam uniemożliwiały powoływanie na stanowiska duchowne ludzi właściwych i kompetentnych, jesteśmy zdecydowani nie obsadzać ich raczej wcale, niż oddawać religijne rządy dusz w ręce niegodne. Kto by zaś odważył się przyjąć jakiekolwiek stanowisko kościelne skądinąd, wiedzieć powinien, że popada tym samym w ciężką karę kościelnej klątwy. Podobnie, gdyby postawiono nas wobec alternatywy: albo poddanie jurysdykcji kościelnej, albo osobista ofiara - wahać się nie będziemy. Pójdziemy za głosem apostolskiego naszego powołania i kapłańskiego sumienia, idąc z wewnętrznym spokojem i świadomością, że do prześladowania nie daliśmy najmniejszego powodu, że cierpienie staje się naszym udziałem nie za co innego, lecz za sprawę Chrystusa i Chrystusowego Kościoła. Rzeczy Bożych na ołtarzach cesarza składać nam nie wolno. Non possumus!".

Słowa te okazały się prorocze i 25 września 1953 r. Prymas Polski Kardynał Stefan Wyszyński zastał aresztowany, a list do Rządu przeszedł do historii pod nazwą "Non possumus".

 

Prymas i Papież Jan Paweł II

Prymas Tysiąclecia, "Teraz mogę umierać" (1978-1981)
 

Wielką radością i życiowym spełnieniem zarazem był dla kardynała Wyszyńskiego wybór Papieża Polaka. Ale równocześnie czuł, że jego misja dobiegła końca. Po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Ojczyzny wyraźnie już powiedział: ?Teraz naprawdę mogę umierać!".

Z Wojtylą do Niemiec

We wrześniu 1978 roku, razem z kardynałem Wojtyłą, Prymas Wyszyński udał się w podróż do Niemiec. Jak się okazało, historyczną.
Długo zwlekał z wyjazdem, gdyż był rozczarowany postawą biskupów niemieckich, którzy nie odpowiedzieli zgodnie z oczekiwaniami na list z 1965 roku. Dla niego ważne jednak było wzajemne pojednanie zwaśnionych wskutek II wojny światowej narodów, podjęcie dialogu, a także uznanie granic na Odrze i Nysie. Doświadczenia obu wojen światowych, jak i śmierć jego najbliższych kolegów, także biskupa Michała Kozala w Dachau, nakazywały mu ostrożność. Pewne obawy wynikały także z licznych wystąpień takich czy innych grup politycznych, które wielokrotnie deklarowały, że nigdy nie zaakceptują nowych granic na Odrze i Nysie.
Wizyta w Niemczech pozwoliła jednak Prymasowi przełamać te niepewności. Razem z polskimi biskupami Wyszyński odwiedził Kolonię, Fuldę, Monachium, Dachau, Moguncję i Frankfurt. Na uroczystościach w katedrze kolońskiej mówił po niemiecku o jedności duchowej Europy. To przemówienie przyjęto zresztą z ogromną życzliwością i, co więcej, z uznaniem dla wielkiego - jak się wyrażono - Europejczyka.
Nikt nie przypuszczał, że za niespełna miesiąc Prymas Wyszyński uda się z kardynałem Wojtyłą do Rzymu na kolejne konklawe. I że Polak zostanie papieżem.
Jaka tajemnica ich łączyła...

28 września 1978 roku świat obiegła smutna wiadomość o nagłej śmierci papieża Jana Pawła I. Dla Prymasa Wyszyńskiego było oczywiste, że jako kardynał musi teraz udać się do Rzymu na kolejne, czwarte w swoim życiu konklawe. Pojechał tam z drugim polskim kardynałem Karolem Wojtyłą.
Dzień przed rozpoczęciem konklawe obaj kardynałowie razem z grupą księży jedli obiad w Instytucie Polskim w Rzymie. Obecny wtedy na posiłku ks. Waldemar Chrostowski wspomina takie zdarzenie:
- Księża poprosili, aby obaj kardynałowie powiedzieli, jaki będzie następny papież. Nie kto nim będzie, ale jaki będzie. Ksiądz Prymas mówił dosyć długo, minimum pół godziny. To się rzadko zdarzało przy stole. Powiedział, że ten papież, którego kardynałowie wybiorą, musi być Janem Pawłem II, bo Jan Paweł I nie dokończył podjętego dzieła, które zapoczątkował Jan XXIII i Paweł VI. Skoro Jan Paweł I poprzez wybór imienia dał wyraz temu, że chce kontynuować ich dzieło, a nie
zostało ono dokończone, potrzeba więc nam Jana Pawła II - opowiada ks. Chrostowski. W jego odczuciu Wyszyński był wtedy bardzo zamyślony, zatroskany. - Kiedy patrzyłem na niego, a to wrażenie mieli i inni księża obecni w Instytucie, wydawało mi się, że Ksiądz Prymas był z nami obecny tylko ciałem - sercem był gdzie indziej.
Potem księża poprosili, aby wypowiedział się kardynał Wojtyłą. A on jakby się ocknął i odparł: ?Kiedy zostanie wybrany Jan Paweł II, to się módlcie".
- Nie wiem, jaka tajemnica łączyła tych dwóch ludzi... - przyznaje ks. Chrostowski.

Popłakaliśmy się obydwaj

Jak podaje Peter Raina, podczas trzeciego głosowania na konklawe, 15 października, kilka głosów padło na Prymasa Wyszyńskiego. W czwartym natomiast przeszły one na kardynała Wojtyłę. Najprawdopodobniej już wtedy zdobył on jedną trzecią głosów. Wówczas Prymas miał powiedzieć do kardynała Wojtyły: ?Jak wybiorą, proszę nie odmawiać". Podczas liczenia głosów na ostatnim głosowaniu natomiast Wyszyński po cichu powiedział Wojtyle: ?Proszę pomyśleć, czy nie przyjąć imienia Jana Pawła II...".
Kiedy 16 października 1978 roku zdecydowaną większością głosów wybór padł na kardynała Wojtyłę, Wyszyński podszedł do niego jako pierwszy. ?Popłakaliśmy się obydwaj" - wspominał później.
Dopiero wieczorem nadarzyła się okazja, aby mogli porozmawiać. ?Jesteśmy obydwaj zażenowani - pisał Prymas - tym tytułem (Wasza Świątobliwość), który nagle w ciągu dwóch godzin stanął między nami. Ja straciłem wielkiego Przyjaciela i bliskiego współpracownika. Ale zarazem zyskałem, bo nie będę musiał długo tłumaczyć sytuacji Kościoła w Polsce, gdyż tak dobrze zna ją nowy Papież".

Wraz z wyborem nowego papieża Prymas był głęboko przekonany, iż jego misja dobiegła końca. W swoim dzienniku napisał po łacinie wyznanie starca Symeona z Nowego Testamentu: ?Teraz puszczasz swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów".
Wyszyński zresztą otwarcie o tym mówił. Ks. Waldemar Chrostowski wspomina:
- Kiedy konklawe wybrało Jana Pawła II i wszyscy byli zajęci, Ksiądz Prymas miał jakby trochę więcej czasu. Przyszedłem do jego mieszkania i zapytałem, czy jego życie jest spełnione. Odpowiedział pytaniem: ?A skąd ty to wiesz?". I dodał:
?Tak jest! Na mnie już czas. Ja już jestem niepotrzebny, teraz trzeba się wycofać, spokojnie odejść...". Mówił jeszcze dłużej, z niesłychaną pokorą, z jakąś radością, wewnętrznym szczęściem, którego nie jestem w stanie opowiedzieć. Zrozumiałem wtedy sens całego życia i całej posługi Księdza Prymasa. Nasunęła mi się najbardziej narzucająca się analogia: do Jana Chrzciciela, którego wszyscy szanowali, do którego przychodzili, i w pewnym momencie pojawiło się wśród uczniów rozdwojenie: za kim mamy iść? Jan Chrzciciel odpowiedział, że trzeba, aby On wzrastał, a ja - bym się umniejszał. Tego dnia zrozumiałem wyraźnie słowa Wyszyńskiego: ?Trzeba, aby On wzrastał...".

Milcz, serce!

Dwa dni po wyborze na papieża na swojej pierwszej audiencji Jan Paweł II przyjął jako pierwszego spośród kardynałów Prymasa Wyszyńskiego. Pozostałych 44 musiało zaczekać w kolejce...
Papież ukląkł wtedy przed Prymasem i poprosił go o błogosławieństwo. ?Zrobi?łem mały krzyżyk - wyznał. - Popłakaliśmy się wszyscy. To było wstrząsające. Milcz, serce! - niechaj Boży rozum i kościelna racja stanu bierze górę nad wszystkimi uczuciami przyjaźni, współpracy i wzajemnej pomocy".
Potem kardynał Wyszyński długo rozmawiał z Ojcem Świętym w jego prywatnym mieszkaniu. ?Rozmowa była tak serdeczna, że ja przeszedłem do sąsiedniej sali, aby nie poddać się wzruszeniu" - opowiadał Prymas.
Niezwykłe zdarzenie miało miejsce 22 października, podczas uroczystej inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II w Watykanie. Otóż podczas Mszy świętej kardynałowie składali Papieżowi hołd, tzw. homagium. Z bliska obserwował to wtedy Ryszard Rzepecki, fotoreporter ?Słowa Powszechnego". Tak wspominał:
- Stałem 200 metrów od tronu papieskiego. Ponieważ mogłem przesłać do Warszawy tylko jedno zdjęcie z tej uroczystości, zdecydowałem, że będzie to moment homagium, a więc oddanie czci Głowie Kościoła Powszechnego Papieżowi przez kardynała Stefana Wyszyńskiego Prymasa Polski. Zdjęcie zrobiłem dokładnie w tym momencie, kiedy Prymas Tysiąclecia całował w rękę Papieża. Z wrażenia nie zdjąłem palca ze spustu migawki. Po wywołaniu okazało się, że mam zdjęcie, ale zupełnie inne, z wydarzenia, jakie rozegrało się w sekundę potem: gdy Papież całuje w rękę kardynała Wyszyńskiego! Nigdy w historii taka sytuacja się nie zdarzyła.
Rzeczywiście, ku zdumieniu całego świata, Papież ukląkł wtedy przed Wyszyńskim i pocałował go w rękę. To wydarzenie niespotykane.

Dzień później, 23 października, na audiencji dla Polaków Papież znów wyraził publicznie uznanie dla Prymasa Wyszyńskiego. Powiedział wtedy: ?Czcigodny i Umiłowany Księże Prymasie! Pozwól, że powiem po prostu, co myślę. Nie byłoby na Stolicy Piętrowej tego Papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, twojej heroicznej nadziei, Twojego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry - i tego okresu dziejów Kościoła w naszej Ojczyźnie, które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem".
Kiedy Wyszyński wrócił z Rzymu, najbliższym współpracownikom na Miodowej powiedział tylko jedno zdanie: ?O nic nie pytajcie, bo będę łkał... Wiecie, jak się teraz czuję? Jakby mi ktoś prawą rękę odciął".

Teraz już mogę umierać

Ukoronowaniem życia i pragnień kardynała Wyszyńskiego była pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny w czerwcu 1979 roku. Prymas Polski witał na ojczystej ziemi Następcę św. Piotra, mówiąc na warszawskim lotnisku Okęcie: ?Gaude Mater Polonia...} (?Ciesz się, Matko Polsko!") W radosnym hołdzie serc kładziemy na Twej drodze przez stolicę, miasto nieujarzmione, i przez Polskę wszystkie nasze braterskie uczucia i miłość chrześcijańską, całą milenijną wiarę Kościoła i narodu".
Papież w czasie tej pielgrzymki dziękował Wyszyńskiemu za jego posługiwanie i za to, że wprowadził ?do programu swojego prymasowskiego pasterzowaniawiedziny Papieża Polaka". Natomiast w przemówieniu do biskupów podkreślał, że on sam wiele mógł się nauczyć od wielkiego Prymasa.
Wyszyński razem z Papieżem przemierzył szlak całej pielgrzymki, obecny był w każdym miejscu, niemal nie odstępował Jana Pawia II na krok. Jego wizytę traktował jak wielkie święto dla całej Polski i swoiste dopełnienie jego misji.
- Teraz j"uż naprawdę mogę umierać - oznajmił po wyjeździe Papieża swym ws półp racownikom.

Mediator

Na ostatnie dwa lata życia Wyszyńskiego przypadły kolejne trudne wydarzenia narodowe. Doszło do napięć politycznych, a potem zaognii się spór między władzami i tworzącą się .Solidarnością". Kardynał Wyszyński pełnił rolę mediatora. Pragnął uspokoić nastroje i obawiając się rozwiązań siłowych, apelował do Polaków, by nie wymuszali strajkami gwałtownych zmian.
25 sierpnia 1980 roku Prymas spotkał się z l sekretarzem PZPR Edwardem Gierkiem, który potrzebował pomocy Wyszyńskiego, aby zażegnać powstałe na Wybrzeżu konflikty.
Spotkanie miato się odbyć w rządowym pałacyku na warszawskim Natolinie. Kiedy Prymas tam przyjechał. Gierek wyszedł zdenerwowany do samochodu.
- Przepraszam, ale w środku jest remont, nie możemy tam rozmawiać - powiedział.
- To usiądźmy sobie tu, na kamieniu - odparł Wyszyński.
?Musi to być już koniec Gierka, skoro nawet nie wie, że jego siedzibę remontują" - pomyślał wtedy Prymas, jak potem opowiadał.
Prymas radził wtedy Gierkowi, aby zgodził się na powstanie niezależnych związków zawodowych, czego m.in. domagali się strajkujący robotnicy na Wybrzeżu. Sugerował mu też wyjazd do Gdańska, prosił, by władze zniosły cenzurę, zwracał uwagę na ruinę gospodarczą i konieczność ratowania kraju.
Gierek jednak nie posłuchał Prymasa. Strajki na Wybrzeżu szybko wymknęły się spod kontroli i opanowały całą Polskę.

Ideały i kontrowersje. Słowa jak testament
26 sierpnia 1980 roku Prymas wygłosił na Jasnej Górze pamiętną homilię. Apelował do strajkujących: ?Praca, a nie bezczynność jest sprzymierzeńcem człowieka w jego życiu osobistym, w dobrobycie rodzinnym i domowym oraz w dobrobycie narodowym. Im sumienniej będziemy pracowali, tym mniej będziemy pożyczali". I przekonywał: ?Abyśmy jednak mogli wypełniać swoje zadania, niezbędna jest suwerenność narodowa, moralna, społeczna, kulturalna i ekonomiczna (...). Choć dzisiaj tak jest, że pełnej suwerenności między narodami powiązanymi różnymi układami i blokami nie ma, to jednak są granice dla tych układów, granice odpowiedzialności za własny naród, za jego prawa, a więc i prawo do suwerenności".
Kazanie było wyjątkowo długie i - jak się potem okazało - stanowiło ostatnie orędzie Prymasa do narodu. Wyszyński nie poparł jednoznacznie strajkujących robotników na Wybrzeżu. Prawdopodobnie wpływ na to mogły mieć rozmowy z Gierkiem i Kanią, którzy sugerowali możliwość sowieckiej interwencji.
Polacy czuli się rozczarowani. Słowa Prymasa, że wszystkie żądania i racje robotnicze powinny iść w parze z odpowiedzialnością za naród, Polacy zinterpretowali jako poparcie dla władz. Nie rozumieli, dlaczego Prymas nakłania robotników do rozmów z władzą.

Homilia Prymasa wpisywała się w jego koncepcję obrony biologicznej substancji narodu niszczonego okrutnie przez systemy totalitarne w czasie II wojny światowej, a potem w czasach stalinowskich. Prymas Wyszyński, który przeżył dwie wojny światowe, Powstanie Warszawskie, czasy stalinowskie i więzienie, czul się zobowiązany chronić życie każdego Polaka. I dla tej najważniejszej idei - nie dopuścić do rozlewu krwi - gotów był położyć cały autorytet osobisty i oklaski świata. Dziś, po 30 latach, jakie upłynęły od tamtych wydarzeń, widać, jak bardzo boleśnie racjonalna była linia Prymasa, tak jak później jego następcy, kardynała Józefa Glempa w czasie stanu wojennego. Obaj stali na stanowisku, że zadaniem Kościoła jest szukanie maksymalnego dobra w takich warunkach, które w danej chwili istnieją.

Zgadza się z tą koncepcją kardynał Stanisław Dziwisz:
- Myślę, że Prymas Wyszyński 13 grudnia 1981 roku postąpiłby tak samo jak prymas Glemp. Z pewnością dążyłby do opanowania sytuacji argumentami, nie siłą i walką zbrojną.
Kardynał Dziwisz dodaje też, że tę linię obraną przez kardynała Wyszyńskiego, a potem przez prymasa Glempa wyraźnie popierał Jan Paweł II.
Sierpniowa homilia kardynała Wyszyńskiego była na rękę rządzącym, więc błyskawicznie pojawiła się w prasie, radiu i telewizji. Jej tekst został po orwellowsku zmanipulowany, niektóre fragmenty usunięto, a poszczególne zdania zostały wyrwane z kontekstu. Całość - jak na zamówienie systemu.
Było już wiadomo, co się święci. Aby więc uspokoić nastroje społeczne, następnego dnia Rada Główna Episkopatu Polski wydała oświadczenie. Biskupi położyli w nim mocny akcent na prawa robotników: do wolności, chleba, zrzeszania się, do prawdy i własnych przekonań religijnych. Dopiero to uspokoiło wzburzenie robotników na Wybrzeżu. Zobaczyli, że Kościół jest z nimi.
Prymas również szybko się zorientował, że jego kazanie nie trafiło do Polaków. Było to dla niego bolesne doświadczenie. Dążył do jak najszybszego zakończenia strajków, bowiem, znając komunizm od podszewki, po trzykrotnej lekturze ?Kapitału" Marksa, obawiał się najgorszego: interwencji zbrojnej. Lektura jego ?Zapisków" wyraźnie wskazuje, jak intensywnie szukał zrozumienia sytuacji, jak się radził swoich rozmówców i jak w swojej intuicji usiłował znaleźć odpowiedź na pytanie: Co zrobi Moskwa?

Wraz z upływem czasu Wyszyński angażował się we wsparcie ?Solidarności", spotykał się z Lechem Wałęsą i innymi przedstawicielami opozycji. Sens rozmów z tamtego czasu sprowadzał się do swoistego testamentu: ?Każdy z nas jest odpowiedzialny indywidualnie. Gdyby w wyniku jakichkolwiek zaniedbań z mojej strony albo też nieodpowiednich posunięć zginął chociaż jeden Polak, chociaż jeden młody chłopiec, nie darowałbym sobie tego nigdy".
Wyszyński starał się uspokoić nastroje społeczne, dlatego też osobiście przyczynił się do zarejestrowania statutów ?Solidarności", które wcześniej na prośbę Wałęsy przeglądał. A kiedy doszło do kolejnych napięć i protestów, w marcu 1981 roku, Prymas spotykał się z premierem, gen. Wojciechem Jaruzelskim. Pragnął ustabilizowania sytuacji i żądał od władz, aby zaprzestano stosowania siły. Gdy wskutek pobicia związkowców w Bydgoszczy na l kwietnia zaplanowano strajk generalny w Polsce, tylko dzięki misji mediacyjnej Kościoła i autorytetowi Prymasa udało się go odwołać. Powstała wtedy specjalna komisja wspólna rządu i Episkopatu do wypracowania dróg pokojowego rozwiązania konfliktu.

Wiosną 1981 roku Wyszyński zabiegał o rejestrację ?Solidarności" rolniczej. Władze komunistyczne początkowo nie chciały się zgodzić. Ostatecznie, dzięki Prymasowi, rolniczą ?Solidarność" zarejestrowano 17 kwietnia 1981 roku.

Początek końca

W tym czasie Wyszyński poważnie zachorował. Okazało się, że w jamie brzusznej rozprzestrzenia się nowotwór. Złośliwy. Gdy w kwietniu 1981 roku potwornie wyczerpany Prymas wrócił z badań lekarskich, w jego zapiskach ?Pro memoria" znalazło się łacińskie zdanie: ?Jest to początek końca".
Ten okres w życiu Prymasa dobrze zapamiętał jeden z jego lekarzy, prof. Zdzisław Łapiński: - Kiedyś byłem w gabinecie Księdza Prymasa. Położył się do badania na swoim tapczanie. Ja podszedłem, usiadłem przy nim. O czymś zaczęliśmy mówić. Ksiądz Prymas mi przerwał: ?Bracie, jak ja ci się odwdzięczę za to, co dla mnie robisz?". Chwycił mnie za rękę i pocałował!
W kwietniu zaczął brać chemię. ?Nie ma dnia bez cierpienia" - zapisał w dzienniku. Najbardziej uciążliwa była dla niego w tym czasie konieczność leżenia w łóżku, bo akurat przypadał Wielki Tydzień. Pragnął uczestniczyć w katedrze w Triduum Paschalnym. Niestety, nie mógł. ?W Wielkim Tygodniu, gdy biskup jest tak bardzo potrzebny wśród ludzi - jestem sam ze swoimi cierpieniami duchowymi, które są gorsze niż fizyczne... Twój niewolnik, Matko, czuje głęboko swą nieużyteczność" - mówił.
W Wielką Sobotę 18 kwietnia zapisał: ?Wszystko już nabiera barw świątecznych, drzewa przyozdabiają się w zieleń, magnolia rozwija swe pączki. A pasterz Miasta w łóżku".
Do współpracowników zaś, jak zapamiętał ks. Bronisław Piasecki, kapelan Prymasa, Wyszyński mówił:
?Miałem czas przez te dwa tygodnie pobytu w łóżku zastanowić się nad tym, jak wielki to dar Boży - czas, którego Bóg dał mi tyle - blisko 80 lat. Nie mogę prosić o nic Boga ani Jego Syna. Nie mogę prosić o powrót do zdrowia, do sił, dlatego że na stolicy biskupów warszawskich i gnieźnieńskich przebywam blisko 33 lata. To jest duży szmat czasu. Z wielu względów zasługuje on na jakąś decyzję ze strony Chrystusa, który ustanawia pasterzy i ich odwołuje. I w tej dziedzinie jestem również całkowicie spokojny".

W Wielkanoc natomiast, jak się okazało, ostatnią w swoim życiu, Prymas zapisał: ?Moja Wielkanoc jest daleka od radości alleluja. Największym bólem moim było to, że w Wielki Czwartek nie mogłem być ze świętym prezbiterium. Podobnie nie mogłem ucałować nóg Kościoła świętego warszawskiego w liturgii wielkoczwartkowej. To ból równy temu, jaki przeżyłem w 1954, 5 i 6 roku, siedząc w więzieniu w czasie Wielkiego Tygodnia".
Kolejne dni upływały na intensywnym leczeniu, punkcjach, przyjmowaniu kroplówek, na badaniach lekarskich. Prymas był wyraźnie osłabiony. Niekiedy nie miał siły odprawić Mszy świętej.

Czarne chmury

Nadszedł maj 1981 roku - najtrudniejszy czas dla Kościoła w Polsce od czasów aresztowania kardynała Wyszyńskiego.
13 maja cały świat zamarł w przerażeniu, gdy dowiedział się o zamachu na Papieża. W Polsce otwarto na noc kościoły, w których ludzie nieustannie modlili się o pomyślną operację Ojca Świętego. Tak było również w Warszawie.
Prymas Wyszynski nie mógł w tych modlitwach uczestniczyć osobiście. Złożony ciężką chorobą, leżał w swoim domu przy Miodowej. Dopiero dzień później dowiedział się o zamachu na Papieża.
- Mieliśmy wielkie obawy, czy mu o tym powiedzieć - opowiada Barbara Dembińska. - Baliśmy się, że takiej wiadomości nie będzie po prostu w stanie znieść. Jaka była reakcja Ojca? Otworzył szeroko oczy i wydobył z siebie tylko jedno zdanie: ?Zawsze się tego bałem". Później zamilkł na kilka godzin.
Tego samego dnia wieczorem Prymas poprosił swoich współpracowników o magnetofon, by nagrać przesłanie do narodu:
?Wszystkie modlitwy, które zanosiliście w mojej intencji, proszę skierować w tej chwili w intencji Ojca Świętego. Niech Pan go nam zachowa, niech sprawi, aby długie jeszcze lata mógł służyć Kościołowi Powszechnemu i kulturze światowej w duchu Ewangelii". Tych słów Prymasa Polacy wysłuchali z taśmy magnetofonowej 14 maja w warszawskiej katedrze, a później drugi raz na placu Zamkowym.

Do nikogo - najmniejszego żalu

- Osłabienie wyraźnie narastało, pojawiły się zaburzenia oddychania - wspomina ks. Bronisław Piasecki.
Jak twierdzą ci, którzy byli przy Prymasie do końca, po zamachu na Papieża nie miał on już żadnych wątpliwości, że umiera. Ale nie bał się śmierci. Jak wszystko w życiu, tak i chorobę, a potem nadchodzącą śmierć, przyjmował ze spokojem. Nigdy też się nie skarżył, nie narzekał, że cierpi.
- A gdy ktoś z nas pytał Ojca, jak się czuje, odpowiadał, że jego choroba nic nie znaczy w porównaniu z cierpieniami Ojca Świętego, który leży po zamachu w szpitalu - wspomina Barbara Dembińska.
15 maja złożył przed swoim spowiednikiem wyznanie wiary.
16 maja przyjął sakrament namaszczenia chorych. Do domowników mówił prawie szeptem: ?Jestem całkowicie uległy woli Ojca, który i tak mi dał dużo lat Wam... Moja droga była zawsze drogą Wielkiego Piątku. Jestem za nią Bogu bardzo wdzięczny".

Potem pożegnał się z najbliższymi współpracownikami. ?Przyjąwszy sakrament chorych - odnotował ks. Kazimierz Romaniuk, późniejszy biskup - Ksiądz Prymas wygłosił przemówienie, które trwało dobre ponad pół godziny. Dość szczegółowo przedstawił zarówno przeszłość, jak i przyszłość Kościoła w Polsce, poświęcając niemało czasu naszym relacjom z Rosją. Mało kto zdołał się powstrzymać od łez. Ja nie. Ciężki dzień. Trwa przedziwna agonia Prymasa Tysiąclecia. Niezwykle przytomny, ciągle pełen tego samego patriotyczno-duszpasterskiego zatroskania o Polskę".
18 maja, w dzień urodzin Papieża, Prymas Wyszyński i wszyscy Polacy usłyszeli pierwsze błogosławieństwo Ojca Świętego ?Urbi et Orbi". Papież powoli wracał do zdrowia, tymczasem Prymas z dnia na dzień słabł.
19 maja do pokoju chorego Prymasa zostaje przyniesiony wędrujący po parafiach obraz Matki Bożej Częstochowskiej. ?Dziękuję Ci, Matko, że jeszcze raz przyszłaś do mnie" - mówił Wyszyński.
22 maja Prymas pożegnał się z biskupami. Mówił ledwie słyszalnym głosem: ?Każdemu z was mam wiele do zawdzięczenia. Same uczucia wdzięczności. Do nikogo - najmniejszego żalu. Padam z pokorą Prymasa Polski do waszych biskupich stóp i je całuję. Służyłem Kościołowi 35 lat, na tym stanowisku 35. To jest dość. Bóg wam zapłać. Bóg wam zapłać, żeście chcieli przyjść i żeście chcieli być świadkami mojej nieudolności".

Kardynał poruszał się już wtedy na wózku inwalidzkim. Kiedy na niego siadał, mówił ze śmiechem do siostry Józefy Kozieł, szarytki, która służyła Prymasowi jako pielęgniarka: ?Proszę, nie mówicie panu kierowcy, że mam taki nowy pojazd, bo będzie mu przykro!". Jeszcze poprosił zakonnicę, by zawiozła go do ogrodu, a tam zerwał konwalię i długo delektował się jej zapachem. To był ostatni jego spacer.
- Wkrótce Ksiądz Prymas nie wstawał już z łóżka. Ale umysł zachował jasny - wspominał lekarz pełniący przy Wyszyńskim dyżury, dr Marek Kośmicki.
Gdy zobaczył, jak do jego pokoju wjeżdża aparatura medyczna i jakiś sprzęt - stolik przyłóżkowy czy drabinka do podtrzymywania poduszek, komentował to ze śmiechem: ?Niedługo będę miał tak zagracony dom, że przejść nie będę mógł!".

Chwalcie łąki umajone...

23 maja ogłoszono kolejny komunikat o stanie zdrowia Prymasa. Komisja lekarska stwierdzała w nim, iż stan zdrowia uległ poważnemu pogorszeniu. Arcybiskup Krakowa kardynał Franciszek Macharski wołał wówczas, iż ?Polska jest rozdarta między Warszawą a Rzymem".
- Ksiądz Prymas wyraźnie przygotowywał się już do odejścia. Porządkował dokumenty, wydawał dyspozycje - wspomina ks. Piasecki.
25 maja Prymas odbył rozmowę telefoniczną z Papieżem. Kiedy Papież zadzwonił z Polikliniki Gemelli po raz pierwszy, rozmowa nie doszła do skutku, gdyż przewód telefoniczny w pokoju Prymasa na Miodowej był za krótki, nie sięgał do łóżka Księdza Prymasa. Dopiero gdy telefonista przedłużył przewód, kardynał Wyszyński mógł wziąć do ręki słuchawkę i odebrać telefon od Papieża.
Była to bardzo trudna rozmowa - zresztą dla nich obu. Ksiądz Prymas prosił wtedy cichutko: ?Ojcze, jestem bardzo słaby, bardzo... całuję twoje stopy, pobłogosław mi...".
26 maja z pałacu przy Miodowej poszedł w świat komunikat o krytycznym stanie zdrowia Prymasa. Przy jego łóżku zebrali się najbliżsi współpracownicy. Zapalili świece i odmawiali różaniec oraz modlitwy za konających. Prymas w pewnym momencie przerwał je i prosił zebranych, żeby się posilili, bo jest pora obiadu.
- Sam cierpiący, był ogromnie wrażliwy na innych - mówi ks. Piasecki.
Do ostatnich chwil życia towarzyszył Księdzu Prymasowi obraz Matki Bożej, który stał na szafce przy łóżku. Wpatrując się w oczy Maryi, przyjmował ostatni raz Komunię świętą, do Niej też kierował swe ostatnie na ziemi słowa. Jak one brzmiały? Przed samą śmiercią chciał zaśpiewać znaną polską pieśń Maryjną, ale powiedział tylko słabym, łamiącym się głosem: ?Chwalcie łąki umajone...".
Potem w ogóle nie miał już siły mówić, w końcu stracił przytomność. Do świadomości już nie powrócił.
Zmarł nad ranem, 28 maja 1981 roku, w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, w miesiącu poświęconym Maryi.
W oknie Domu Arcybiskupów Warszawskich zawisła biało-czerwona flaga przepasana kirem.

Pogrzeb iście królewski

Jeszcze tego samego dnia Polacy tłumnie zaczęli ściągać na Miodową, by oddać hołd wielkiemu Prymasowi. W ulewnym deszczu ludzie nawet kilka godzin stali w kolejce, by przejść koło trumny z ciałem kardynała Wyszyńskiego.
Wieczorem trumna została przeniesiona do kościoła seminaryjnego przy Krakowskim Przedmieściu. Przez kilka dni przeszło koło niej wiele tysięcy ludzi. Na trumnie widniał portret Prymasa oraz biało-czerwona szarfa z napisem: ?Niekoronowanemu królowi Polski".
Dla Polaków było oczywiste, że umarł król. Toteż Prymas Wyszyński miał iście królewski pogrzeb. Takiego pogrzebu, który był wielką manifestacją polskości, patriotyzmu i wiary, stolica nie pamiętała od czasów pożegnania Marszałka Piłsudskiego, którego trumna na żałobnej lawecie jechała z Belwederu do katedry. Później taki pogrzeb miał tylko prezydent Lech Kaczyński. który zginął tragicznie w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku, w drodze na obchody 60. rocznicy zamordowania polskich oficerów w Katyniu.

- Polacy zgromadzili się przy trumnie Prymasa Wyszyńskiego, jakby zawieszonej pomiędzy niebem a ziemią na ówczesnym placu Zwycięstwa i dalej w pochodzie niezliczonych uczestników tej uroczystości żałobnej. To stanowiło dowód jedności całego narodu - mówi kardynał Józef Glemp.
Msza święta żałobna została odprawiona w niedzielę 31 maja na placu Zwycięstwa w Warszawie (obecnie plac Piłsudskiego).

Na pogrzeb przybyli Polacy z całego kraju, przedstawiciele zakładów pracy, środowisk sztuki i kultury, robotnicy, młodzież - w sumie ponad pól miliona ludzi. W kondukcie żałobnym wzięli udział politycy i ludzie Kościoła, wszyscy polscy biskupi. Uroczystościom przewodniczył specjalny wysłannik Stolicy Apostolskiej kardynał Agostino Casaroli.
Tylko Jana Pawia II nie było. Po zamachu na placu św. Piotra wciąż jeszcze przebywał w Poliklinice Gemelli, Homilię Papieża odczytał w jego imieniu kardynał Macharski. Papież łączył się z Polakami w bólu i żałobie: ?Pragnę, abyście wiedzieli, że w tej godzinie żałoby, w godzinie smutku i bólu. ale także jeszcze większej nadziei i ufności, pragnąłem być z wami, by osobiście oddać Księdzu Prymasowi ostatnią posługę...".
Kardynał Macharski mówił głośno i dobitnie: ?Bolesną jest rzeczą - odczuwają to wszyscy - że nadeszła chwila, kiedy niektóre słowa trzeba by wypowiedzieć w czasie przeszłym. Tym bardziej że zawołał Go Bóg do siebie w momencie, w którym, po ludzku sądząc, tak bardzo był potrzebny Kościołowi, kiedy tak bardzo był potrzebny Ojczyźnie i Narodowi. Kościół w Polsce, i ja z nim, przyjmuję niezgłębione wyroki Opatrzności z wiarą, która rodzi pokój, wszelaki pokój, pewność i pogodę ducha".
Po odczytaniu homilii Ojca świętego kardynał Macharski przemówił także i we własnym imieniu. Glos mu się załamywał, miał łzy w oczach.
Prymas Polski został pochowany w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela w swojej ukochanej Warszawie.

Wyszyński nie wyznaczył następcy

Nowym Prymasem Polski został młody biskup warmiński Józef Glemp. Ale nie była to decyzja samego Wyszyńskiego, który nie wskazał jednoznacznie żadnego kandydata.
- Wybór biskupa Glempa na Prymasa z całą pewnością stanowił decyzję samego Papieża - podkreśla arcybiskup Kazimierz Nycz. - Nie jest tak, chociaż takie przekonanie jeszcze czasem pokutuje, że Papież uległ Wyszyńskiemu, który na łożu śmierci prosił o nominację dla swego wieloletniego sekretarza. Była to suwerenna, dojrzała i myślę, że optymalna dla Kościoła w Polsce, decyzja Jana Pawła II.
Potwierdza to dzisiaj kardynał Stanisław Dziwisz, ówczesny sekretarz Ojca Świętego: - Ta nominacja była osobistą decyzją Jana Pawła II. Papież znał osobiście biskupa Józefa Glempa jeszcze jako sekretarza Prymasa Wyszyńskiego. Pamiętam, kiedy Ojciec Święty powiedział: ?Tyle lat Glemp pracował z kardynałem Wyszyń-skim, będzie to więc ten sam duch".
Papież uważał ponadto, jak ujawnia kardynał Dziwisz, że biskup Glemp ma ogromne doświadczenie.
- Miał do niego duże zaufanie. Ufał, że po śmierci kardynała Wyszyńskiego poprowadzi dalej Kościół w Polsce, doskonale zdając sobie oczywiście sprawę, że nie będzie to replika Wyszyńskiego - podsumowuje metropolita krakowski.
Kardynał Kazimierz Nycz porównuje obu hierarchów - Wyszyńskiego i Glempa - do Mojżesza i Jozuego.
- Prymas Wyszyński to Mojżesz, który wszystko przygotował, doczekał się powstania ?Solidarności" i Papieża Polaka, ale nie dożył już wolnej Polski. To dopiero Jozue, czyli kardynał Józef Glemp, mógł wejść do Ziemi Obiecanej - mówi kardynał Nycz.

Po śmierci kardynała Wyszyńskiego, w latach 1981-2009 prymasem Polski był kardynał Józef Glemp. Za jego czasów diametralnie zmieniły się rola i uprawnienia prymasa. Przede wszystkim w roku 1989 nastał nuncjusz apostolski, który przejął obowiązki nominacji biskupów i kontaktów z Watykanem. Prymas nie był też automatycznie przewodniczącym Episkopatu Polski. Prymasostwo nie wiąże się już z Warszawą, w 2009 zostało przeniesione do Gniezna i dziś stanowi funkcję głównie honorową, bez jurysdykcji i specjalnych uprawnień.
Gdy 18 grudnia 2009 roku prymas Glemp przeszedł na emeryturę, prymasem został arcybiskup gnieźnieński Henryk Muszyński. Po nim zaś od 2010 roku urząd ten sprawuje arcybiskup Józef Kowalczyk.
- Nastał inny świat... Nigdy bym nie przypuszczał, że nadejdą czasy, w których będzie trzech prymasów naraz: jeden urzędujący i dwóch seniorów! - mówi kardynał Józef Glemp. I dodaje: - A kardynałowi Wyszyńskiemu nigdy by to nawet przez myśl nie przeszło...

 

TESTAMENT

W Imię Trójcy Przenajświętszej, Pana mojego Jezusa Chrystusa przez przyczynę Bogurodzicy, Dziewicy, Królowej Polski i Zwycięskiej Wspomożycielki Jasnogórskiej.
Świadom, że przyszła godzina moja, gdy mam wracać do Ojca, od którego otrzymałem życie na ziemi, składam to wyznanie pełnej gotowości i uległości dziecka Bożego, W formie mojego testamentu. [...]
Obdarowany łaską żywej wiary, nigdy nie ulegałem wątpliwościom, nigdy nie podnosiłem głosu przeciwko Kościołowi, Ojcu Świętemu i Biskupom. Chociaż miałem żywy przykład ducha modlitwy w moim rodzonym Ojcu, nie zawsze Go naśladowałem. Źródłem mojego spokoju wewnętrznego w walce z mocami ciemności była zawsze gorąca miłość i uległość wobec Matki Chrystusowej, Pani Jasnogórskiej, której uważam się za niewolnika miłości.
Pracując dla Kościoła Chrystusowego, musze wyznać, że zawsze doznawałem pełnego zrozumienia w trudnych sytuacjach Kościoła w Polsce od Ojca Świętego Piusa XII, Jana XXIII i Pawła VI. Nigdy nie usłyszałem od nich najmniejszej przygany ani też krytycznej oceny naszej pracy. Natomiast zawsze budowały mnie przedziwny szacunek i miłość, z jaką odnosili Papieże do Kościoła w Polsce, do biskupów, kapłanów i do mnie. Wiem, że zawsze ufali Kościołowi Polskiemu, chociaż nie mogli niektórych naszych postulatów spełnić. Piszę to dlatego, bo wiem, że w Polsce istnieje cała biblioteka politycznych publikacji, które zniekształcają właściwy obraz rzeczywistości.
Kościołowi w Polsce służyłem według najlepszego mojego zrozumienia Jego sytuacji i potrzeb. Chciałem obronić Kościół przed zaprogramowaną ateizacją i przed "fałszywymi braćmi", którzy na własną rękę uprawiali nieuczciwą politykę kościelną w dziedzinie państwowej, przed nienawiścią społeczną doktrynalnie zachwalaną, przed rozwiązłością, której odgórnie patronowano. Uważam sobie za łaskę, że mogłem z pomocą Episkopatu Polski - przygotować Naród przez Wielką Nowennę, Śluby Jasnogórskie, Akt Oddania Narodu Bogurodzicy w macierzysta niewolę Miłości i Społeczną Krucjatę Miłości - na nowe Milenium. Gorąco pragnę, by Naród Polski pozostał wierny tym zobowiązaniom.
W stosunku do mojej Ojczyzny zachowuję pełną cześć i miłość. Uważałem sobie za obowiązek bronić jej kultury chrześcijańskiej przed złudzeniami internacjonalizmu, jej zdrowia moralnego i całości granic, na ile to leżało w mojej mocy.
Przekonany o doniosłości przemian społecznych służyłem bezinteresownie przez wiele lat warstwom robotniczym, zwłaszcza przez pracę kulturowo - oświatową, w duchu społecznych encyklik Papieży. Uważam, że pomimo przemian ustrojowo - politycznych dzieło to nie zostało jeszcze dokonane. Po przezwyciężenie niewoli kapitalistycznej warstwy robotnicze znalazły się w niewoli totalnokolektywistycznej i grozi im - jak całej ludzkości - niewola technokracji. Ufam jednak, że zdrowy duch osobowości ludzkiej zwycięży w tej walce o godność o wolność człowieczeństwa. [...]
Uważam sobie za łaskę, że mogłem dać świadectwo Prawdzie jako więzień polityczny przez trzyletnie więzienie, i że uchroniłem się prze nienawiścią do moich Rodaków sprawujących władzę w Państwie. Świadom wyrządzonych mi krzywd przebaczam im z serca wszystkie oszczerstwa, którymi mnie zaszczycili.
Powierzonym mi przez Stolicę Apostolską diecezjom lubelskiej, gnieźnieńskiej i warszawskiej, jak również diecezjom na Ziemiach Zachodnich - służyłem cała duszą - chociaż wiem, że nie zawsze skutecznie i owocnie. Uważam sobie za słabość to, że opierałem się powołaniu mnie na Stolicę Biskupią lubelską, a później kierowany małodusznością - starałem się uniknąć powołania mnie na Stolicę prymasowską Gnieźnieńską i metropolitarną Warszawską. Te dwa fakty były bodaj jedynym moim oporem przeciwko Stolicy Apostolskiej.
Praca ostatnich lat w dwóch archidiecezjach była trudna do pogodzenia z obowiązkami Legata papieskiego i Prymasa Polski oraz Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Brak czasu dla wnikliwego zajęcia się sprawami tych Archidiecezji mógł wywołać niezadowolenie Duchowieństwa i Wiernych - za co najpokorniej ich przepraszam. Wiem jedno, że czasu nie traciłem.
Łaską w tej pracy było dla mnie to, że wyrozumiały Bóg, obarczając obowiązkami, przydzielał też i należytą pomoc. Ze szczególną wdzięcznością wspominam najbliższych moich Współpracowników - Arcybiskupa Antoniego Baraniaka, współwięźnia w Chrystusie, Biskupa Zygmunta Choromańskiego, Biskupa Jana Czerniaka, Biskupa Jerzego Modzelewskiego i Biskupa Bronisława Dąbrowskiego, którzy mnie wspierali sercem oddanym, oraz moich Domowników w Gnieźnie i Warszawie. Do najbliższych moich współpracowników, oprócz licznych kapłanów w obydwu archidiecezjach zaliczam OO. Paulinów na Jasnej Górze, z Ojcem Generałem Alojzym Wrzalikiem, a później z Ojcem Generałem Jerzym Tomźińskim, z Ojcem Teofilem, przeorem Jasnej Góry, w czasie Sacrum Poloniae Millennium - oraz Instytut Prymasowski Ślubów Jasnogórskich Narodu, z mgr Marią Okońską i dr Wandą Wantowską na czele. Wśród kapłanów, którzy wspierali mnie bardzo blisko w początkach mej pracy biskupiej, muszę z wdzięcznością wymienić ks. infułata P. Stopniaka, ks. dr W. Olecha z Lublina, ks. prałata Władysława Padacza, ks. prałata Franciszka Borowca, ks. infułata Stanisława Wystkowskiego, ks. prałata Stefana Ugniewskiego, ks. Jerzego Baszkiewicza i wielu innych...
Wszystkie inne sprawy zarówno dotyczące Archidiecezji, jak Sekretariatu Prymasa Polski i związanych z nim instytucji pomocniczych - tu nie wymienionych, lub możliwe wątpliwości - pozostaną do rozstrzygnięcia Biskupów Jerzego Modzelewskiego i Bronisława Dąbrowskiego, których ustanawiam wykonawcami tego testamentu.
Oświadczam niniejszym, że dla mojej Rodziny, Sióstr i Brata - zachowuję pełny szacunek i wdzięczność za rodzinną pomoc i modlitwy, którymi mnie wspierali. Ponieważ z rodziny nie wyniosłem żadnego majątku, nie mogę niczym rozporządzać na dobro Rodziny. Mojego Ojca, jeżeli Dobry Bóg zachowa go przy życiu, powierzam opiece moich Sióstr, którą sprawować będą we własnym domu Ojca w Zalesiu Dolnym. Stwierdzam. że nikt z mej najbliższej i dalszej Rodziny nie może wnosić żadnych praw do pozostałych po mnie rzeczy i archiwaliów. Wszystkie one stanowią własność instytucji Kościoła Rzymskokatolickiego.
Jestem przekonany, że Rodzina moja w pełni doceni taka decyzję, jako rodzina głęboko religijna i oddana całym życiem i służba Kościołowi Świętemu. Wszystkim z serca za taką postawę dziękuję.
Korząc się u stóp Świętej Bożej Wspomożycielki mojej, Bogurodzicy, Dziewicy, Pani Jasnogórskiej, której służyłem jako Niewolnik oddany Jej w więzieniu w Stoczku Warmińskim, dnia 8 grudnia 1953 roku, najpokorniej proszę, Ucieczkę Grzeszników, aby była mi Orędowniczką przed Tronem Trójcy Świętej. Amen. Alleluja.

Jasna Góra, 15 VIII 1969 roku.

ROK KARDYNAŁA

Stefana Kardynała Wyszyńskiego nazwano Prymasem Tysiąclecia, duszpasterzem narodu w czasach próby, bohaterem Kościoła naszych czasów, gwarantem i "zwornikiem" jedności Kościoła w Polsce, symbolem polskiej odwagi, najwspanialszym człowiekiem naszego pokolenia, Prymasem na miarę historycznych przemian. Ostatnio doszedł tytuł: Sługa Boży. Niezależnie od tego, ile podobnych tytułów jeszcze przybędzie, dla mnie i dla wielu Prymas Tysiąclecia był tym człowiekiem, wodzem, Ojcem, czy - jak czasem mówimy - interreksem, który Kościół w Ojczyźnie naszej prowadził drogą, która przez Jasną Górę wiodła do Matki Bożej.
Gdy po śmierci Prymasa instynktownie na Jasną Górę przyjeżdżali gromadnie dziennikarze, filmowcy, przedstawiciele radia i telewizji polskiej i zagranicznej, gdy jeszcze w czasie pogrzebu myślano, że będzie od razu ogłoszony jego następca - Papież w homilii odczytanej przez sekretarza Stanu - kard. Agostino Casarolego wezwał nas wszystkich do wierności dziedzictwu Prymasa. "Będziemy wierni maryjnemu dziedzictwu Prymasa" - pisali później nasi biskupi w liście do katolickiego narodu.
Pytam więc, jakie Prymas Tysiąclecia zostawił dziedzictwo? Odpowiadamy: maryjne. Nie rodziło się ono w zachwytach i radosnych uniesieniach, ale rosło powoli, w bólu i w męce więzienia, w przeciwnościach i w walce z ateizmem. Było owocem własnych przemyśleń, rozważań, doświadczeń, żywej wiary, niekłamanego patriotyzmu i wielkiej nadziei oraz dziecięcej miłości Boga i Jego Matki. Maryjne dziedzictwo Prymasa to nie podręcznik ani naukowy system, to nie idea zapożyczona z zewnątrz, ale przykład całego jego życia.
Patrzyliśmy na człowieka, który powiedział sobie i nam: "Postawiłem wszystko na Maryję". Potwierdzał to całym swoim życiem, Przykładem poświęcenia i bohaterską odwagą wtedy, gdy trzeba było bronić polskiej, maryjnej drogi przed wrogami Kościoła i Polski, wobec tzw. postępowych teologów; kiedy - idąc polską, maryjną drogą - trzeba było nosić upokarzające miano najpierw czerwonego, a później zacofanego, dewocyjnego i konserwatywnego kardynała.
Na Maryję postawił w latach więzienia. Na Maryję postawił, pisząc w 1956 r. Wielki Śluby Narodu. Na Maryję postawił w czasie naszego Milenium, oddając Polskę w Jej macierzyńską niewolę miłości. Na Maryję postawił, inicjując peregrynację kopii Cudownego Obrazu Jasnogórskiej Pani we wszystkich parafiach. Po tej maryjnej drodze toczyły się sprawy Kościoła w naszej Ojczyźnie w ciągu 33 lat jego prymasowania.
Sługa Boży nie pisał traktatów o odnowie kultu maryjnego, ale w tysiącach głoszonych kazań i przemówień pouczał naród, jak iść do Maryi i jak z Nią budować Polskę "dziejowych przeznaczeń". Była to wspólna droga Prymasa i Episkopatu Polski, a także duchowieństwa i ludu Bożego. Ze wzruszającą szczerością mówił o niej sam Prymas: "Wiele rzeczy w moim życiu pragnął bym uczynić inaczej, lepiej, aby uniknąć niejednego błędu i ustrzec się niejednej słabości. Ale wydaje mi się, że cokolwiek bym powiedział o moim życiu, jakkolwiek bym zestawiał moje pomyłki, na tym jednym jedynym odcinku nie pomyliłem się, na drodze duchowej na Jasną Górę".
Nie pomylił się Sługa Boży w rozeznaniu polskiej, tysiącletniej maryjności. Nie burzył jej, ale przeciwnie, tę starą, polską drogę - czasami "wąską", czasami pełną wybojów i krzywizn - uczynił (pozwólmy sobie na takie nieudane porównanie) nowoczesną autostradą, która połączyła jeszcze bardziej Maryję z cała Polską, Kościołem powszechnym i światem. To nie była rewolucja, lecz charyzmatycznie prowadzona ewolucja. To była - można powiedzieć - maryjna historiozofia dziejów ojczystych. Z tego głębokiego przekonania rodziły się duszpasterskie plany i czyny konsekwentnie realizowane. Wystarczy przypomnieć choćby niektóre:
Polska maryjność została złączona z programem duszpasterskim Kościoła. Wiekopomnym dokumentem są Jasnogórskie Śluby Narodu z 26 sierpnia 1956 r. Dzięki Prymasowi nie stały się one tylko wielkimi słowami wypisanymi na pergaminowym dokumencie, ale były przez dziewięć lat realizowany programem duszpasterstwa, który w największym skrócie brzmiał kolejno na każdy krok: Wierność Bogu, Krzyżowi, Ewangelii, Kościołowi i jego pasterzom; naród wierny Łasce; ochrona życia, zwłaszcza nienarodzonych; rok poświęcony zagadnieniom wierności małżeńskiej; rok rodziny katolickiej pod hasłem: Rodzina Bogiem silna; młodzież wierna Chrystusowi; rok miłości i sprawiedliwości społecznej; walka z wadami narodowymi; pogłębienie czci do Matki Najświętszej.

W listopadzie 1956 r. powstała Maryjna Komisja Episkopatu, dzięki której maryjne przepowiadanie w Polsce nabrało charakteru duszpasterstwa oficjalnego. Z ramienia tej Komisji wydano apel oraz informacje dla diecezji, zakonów i zgromadzeń; organizowano zjazdy misjonarzy, rekolekcjonistów, referentek maryjnych zakonów żeńskich i referentów diecezjalnych; organizowano zjazdy mariologów, a KUL erygował katedrę mariologii; ustalono stałe dni modlitwy różnych stanów i zawodów na Jasnej Górze. Również nauczanie katechetyczne dzieci i młodzieży podejmowało ten temat. Z perspektywy czasu nie ulega wątpliwości, że właśnie ten program - realizowany przez cały Kościół w Polsce - ratował wiarę narodu, a ruch maryjny Polaków ucieleśniał się w czynach.

Wydarzeniem maryjnym była i jest trwająca peregrynacja kopii Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. Dotychczas w historii żadne misje, nawet najwybitniejszych kaznodziejów i świętych, nie przynosiły tyle duchowych owoców, co właśnie nawiedzenie Obrazu w parafiach i tzw. małe nawiedzenie Obrazu w rodzinach.

Jako kolejny punkt można wymienić tzw. czuwania soborowe z Maryja Jasnogórską (1962-65). Dzięki czuwaniom Sobór niejako przeniósł się przez Jasna Górę do każdej parafii, łącznie z osobistym zaangażowaniem, przezywaniem Soboru i poprawą życia na lepsze. Wiązało się to z ofiarą, samozaparciem, poświęceniem oraz otwarciem serca i dłoni dla drugiego człowieka (dowodem biblioteka na Jasnej Górze - Księgi Czynów Dobroci).

Akt Oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi za wolność Kościoła w Ojczyźnie i na całym świecie (Jasna Góra, 3 maja 1966 r.).

Idea Pomocników Maryi Matki Kościoła. Zainicjował ja prymas Wyszyński jako konsekwencję prawdziwego kultu maryjnego.

Niektórzy autorzy uważali, że rewolucją na Soborze było odrzucenie przez Ojców Soboru schematu o Maryi jako odrębnego dokumentu soborowego. Trzeba jednak pamiętać, czego ci autorzy nie zauważyli, że właśnie kard. Wyszyński z polskimi Ojcami soborowymi wbrew naleganiom, prośbą i namową ojców Balicza (rektora Papieskiej Akademii Maryjnej) i Roschiniego - autorów wspomnianego schematu, swoimi głosami zadecydowali, że o Matce Bożej Sobór mówi w VIII rozdziale Konstytucji dogmatycznej o Kościele.
Niektórzy mają też pretensje do Sługo Bożego, że za jego czasów nie napisano podręcznika polskiej mariologii. Trzeba jednak pamiętać i stwierdzić, że prymas Wyszyński zamiast pisać traktat, prowadził Kościół w Polsce po maryjnej drodze, która nie zawiodła ani Kościoła, ani ludu Bożego, ani Polski. Przeciwnie, stała się sprawdzony doświadczeniem. Papież Jan Paweł II mówił wobec całego świata: "My mamy doświadczenie". My nie pisaliśmy nowych i sensacyjnych teorii, jednej więcej tezy teologicznej, ale my mamy doświadczenie wypróbowane i skuteczne na ratowanie świata i narodu przed ateizmem. Taka jest prawda, taka jest rzeczywistość historyczna.
Znaleźli się też reformatorzy, którzy radzili, abyśmy nasz maryjny model "poważnie wzorowali na bratnich Kościołach". Tymczasem te właśnie inne, bratnie Kościoły widza dzisiaj fiasko swojej rewolucyjnej mariologii. Przychodzą do nas, podpatrują, pytają i pragną naśladować nasze piesze pielgrzymki, nasze nocne czuwania, nasze duszpasterskie programy maryjne, naszą nowennę, naszą peregrynację Obrazu. Proszą ze wszystkich stron świata o polskich, maryjnie wychowanych kapłanów i misjonarzy.
Nie wstydzimy się więc tego, że u nas nie było rewolucji maryjnej, ale dziękujemy Bogu, że była i jest zbawienna ewolucja maryjna. Nie musimy szukać wzorów obcych nam duchem, gdyż mamy nasz rodzimy, polski, maryjny, wypróbowany i najskuteczniejszy sposób, jak trwać w wierności Krzyżowi, Ewangelii, i Kościołowi. Takie jest dziedzictwo sługi Bożego Stefana Wyszyńskiego, któremu chcemy być wierni.
31 maja 1981 r. miliony ludzi w kraju i za granicą za pośrednictwem telewizji ujrzały na placu Zwycięstwa w Warszawie wielki, prosty krzyż, Obraz Nawiedzenia Matki Bożej i trumnę z napisem: Prymas Polski. Maryjna droga Prymasa Tysiąclecia na polskiej ziemi doprowadziła go do placu Zwycięstwa, bo zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Maryi - tak nam stale, ze swoim poprzednikiem prymasem Hlondem, powtarzał niewolnik Maryi - wielki prymas Wyszyński.

"Maryjne dziedzictwo Prymasa Tysiąclecia"

Ojciec Jerzy Tomziński - paulin

 

O KARDYNALE... 

Wypowiedzi znanych i szanowanych polskich osobistości dotyczące osoby Prymasa Tysiąclecia:

"Po głębokich przeżyciach Roku Jubileuszowego, który kończy drugie tysiąclecie chrześcijaństwa, rozpoczynamy nowy etap historii. Radujemy się, że naszym pierwszym krokom na tej przełęczy czasu towarzyszy duchowa obecność mojego Wielkiego Poprzednika. Rok 2001 został ogłoszony przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Rokiem Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ufam, że oręduje On za nami przed Bogiem. Zachęceni przez Ojca Świętego Jana Pawia II, pragniemy podjąć wielkie dziedzictwo wiary Prymasa Tysiąclecia. Chcemy kroczyć drogą, którą Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński wyznaczył swoim życiem i nauczaniem. Jest to droga całkowitego zaufania Bogu. W najtrudniejszych sytuacjach wierzył w Bożą Opatrzność. Zawierzał własny los i sprawy Ojczyzny Maryi Bogurodzicy. Szukał Jej pomocy w zmaganiu o wolność Kościoła i Narodu. Kiedy władza komunistyczna w sposób bezwzględny zmierzała do zniszczenia Kościoła w Polsce wypowiedział pełne heroicznej wiary słowa: "Wszystko postawiłem na Maryję". A później, kiedy został uwięziony, oddał się Jej całkowicie w niewolę miłości. Wierzył, że Maryja nie zawiedzie, bo jest Matką Chrystusa, Królową Polski, "daną od Boga jako pomoc ku obronie narodu polskiego". W Jej imię bronił wiary Chrystusowej jednocząc cały naród z Jasną Górą, skąd zawsze dla Polski przychodzi pomoc i zwycięstwo. Jakiej Polski pragnął Stefan kardynał Wyszyński? Pragnął Polski mocnej wiarą, przenikniętej i zjednoczonej łaską, oddanej Chrystusowi i Jego Matce. Pragnął Polski trzeźwej, silnej moralnie, opartej na fundamencie zdrowych rodzin, szanującej życie. Pragnął Polski sprawiedliwej, kierującej się ładem społecznym, zbudowanym na fundamencie praw osoby ludzkiej, pragnął Polski, w której nie byłoby głodnych, bezdomnych i płaczących. Pragnął Polski świadomej swojej tożsamości historycznej, kulturowej i ekonomicznej, czuwającej nad ziemią ojczystą, a jednocześnie zdolnej do tolerancji, pewnej swojego miejsca w rodzinie narodów. Najważniejszy na ziemi jest człowiek Z bogactwa nauczania Prymasa Tysiąclecia pragnąłbym wydobyć jedno ze wskazań. Z całą mocą wypowiedział je Ksiądz Prymas Wyszyński w czasie uroczystych obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski w stolicy: "Oto naród ochrzczony na przestrzeni swoich dziejów, dziś patrzący w jutro (...). Jako wyposażenie na przyszłość bierze naukę o wysokiej godności każdego człowieka: wspaniałego czy sponiewieranego, potężnego czy nieudolnego, wraz ze wskazaniem: "będziesz miłował bliźniego swego. I to każdego". Głoszenie tej prawdy podejmował w swoim nauczaniu kardynał Stefan Wyszyński jako zmaganie z bolesnym systemem "zorganizowanego poniewierania człowieka", w który uwikłane są całe narody, nie tylko naród polski. Jan Paweł II nazwał Prymasa Tysiąclecia nieustraszonym rzecznikiem człowieka oraz jego nienaruszalnych praw w życiu osobistym, rodzinnym, społecznym i narodowym. "Stał się zmarły Prymas szczególnym przykładem żywej miłości Ojczyzny i musi być policzony jako jeden z największych mężów w jej dziejach" - napisał Ojciec Święty w liście do Narodu polskiego. Szacunek dla człowieka - owoc żywej wiary i chrześcijańskiej kultury staje i dzisiaj przed nami jako wielkie zadanie. Gdyby uszanowany był człowiek, nie dochodziłaby do głosu kultura śmierci, przemocy i bezlitosnej konkurencji. Nie byłoby plagi seksualizmu, który niszczy miłość. Nie byłoby tylu zagubionych młodych ludzi sięgających po alkohol i narkotyki. Nie byłoby eutanazji i odrzucenia osób starszych, chorych, niepełnosprawnych. Dlatego spośród wszystkich wartości, jakie ukazywał nam Stefan kardynał Wyszyński tę wydobywam jako pierwszą. Jeżeli człowiek będzie uszanowany, jeżeli będzie kierował się sumieniem w rodzinie, w pracy, w życiu społecznym i państwowym - poprawi się nasz byt, wyjdziemy z zamętu, będziemy jednością. Aby to osiągnąć potrzeba wiary w bezwarunkową godność każdego człowieka. Największym gwarantem tej godności jest Jezus Chrystus nasz Zbawiciel żyjący w Kościele. Potrzeba nowego stylu myślenia, potrzeba nowego wychowania, kształtowania świadomości młodych Polaków idących w nowe tysiąclecie. Stanąć na straży godności człowieka - to jedno z podstawowych zadań Roku Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Na trud zgłębiania wielkiego dziedzictwa Prymasa Tysiąclecia i wprowadzania go w codzienne życie osobiste i społeczne z serca błogosławię."

Słowo Prymasa Polski - Kardynała Józefa Glempa
na rozpoczęcie Roku Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Warszawa, dnia l stycznia roku Pańskiego 2001

"Stefan Kardynał Wyszyński jest wybitną postacią nie tylko polskiego Kościoła rzymsko-katolickiego i Kościoła powszechnego, wybitnym kapłanem, ale także wielkim Polakiem, którego życie, działalność i twórczość miały wielki wpływ na polską historię, kulturę, duchowość i myśl społeczno-polityczną XX wieku."

Grażyna Sołtyk - poseł sprawozdawca Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu

"Przeżywamy obecnie Rok Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego, obchodząc 100-lecie urodzin tego wielkiego Polaka, dobrego Pasterza i troskliwego Ojca Narodu.
Sługa Boży całe swoje życie związał z Matką Bożą, razem z Nią prowadził Kościół w Polsce w trudnych latach zmagań o wolność Kościoła i o uszanowanie godności każdego człowieka. Jego posługiwanie związane było z Jasną Górą, gdzie Maryja jest obecna przez pośrednictwo Cudownego Obrazu.
Chcemy pochylić się nad dziedzictwem Kardynała Stefana Wyszyńskiego, aby lepiej zrozumieć błogosławioną jego obecność w polskich dziejach."

O. Izydor Matuszewski - Przeor Jasnej Góry

"Czcigodny i umiłowany Księże Prymasie! Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża - Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem. Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem."

Jan Paweł II(23.X.1979)

"Rozważając wkład, jaki Prymas Tysiąclecia wniósł w życie Kościoła i Narodu Polskiego, należy mieć na uwadze przede wszystkim niewyobrażalną miłość, jaką obejmował ów wielki człowiek zarówno całą wspólnotę kościelną, jak też całą naszą wspólnotę narodową - człowiek wielki duchem i mocą oddziaływania, a zarazem ogromnej pokory i skromności, świadom swej służby Bogu i ludziom. Pojęcie Ojczyzny było dla niego nieodłącznie związane z pojęciem Kościoła. Stanowiły one nierozerwalną jedność, której chciał pokornie służyć. Jako głowa Kościoła w Polsce wyznawał: "Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię dla niej". Kardynał Stefan Wyszyński doskonale rozumiał, jakie miejsce w budowaniu naszej polskiej tożsamości zajmowała wiara. Niestrudzenie przypominał, że "my, ludzie ochrzczeni, weszliśmy całą siłą naszego chrześcijańskiego ducha w życie narodu i temu narodowi ani krzywdy, ani ujmy nie przyniesiemy". Tworzenie tożsamości narodowej rozpoczęliśmy przecież od odważnej deklaracji wiary przez przyjęcie chrztu. Powstała silna wspólnota narodowa o określonej pozycji wobec świata. To właśnie wartości duchowe miały odtąd stanowić źródła siły do walki o wolność, o którą przez kolejne wieki musieliśmy zabiegać. Historia wielokrotnie ukazywała, że dla Polaków, silnych Bogiem i wiarą, cenniejsza nad życie jest wolność. Umiłowawszy ją raz, gotowi są własną krwią o niej świadczyć. Bóg w swoim zamyśle uczynił narody wolnymi, wlał w serca ludzi pragnienie i potrzebę wolności: wolności słowa, myślenia, działania, podejmowania decyzji. Dlatego też Prymas Tysiąclecia całym swoim życiem podkreślał znaczenie wolności dla każdego człowieka, dla każdego narodu. Piękne karty dziejów naszej Ojczyzny utrwalały w Polakach szacunek dla przeszłości i wyznaczały kierunek dla teraźniejszości i przyszłości: "Wiedza historyczna stanowi nadzwyczajną więź społeczną, wzmacnia poczucie prawa do miejsca w przestrzeni i czasie, jest argumentem historycznym w obronie przeciw wszelkim zakusom na całość i wolność Ojczyzny" - mówił kardynał Wyszyński, przypominając o znaczeniu historii państwa dla jego obywateli. Liczne odwołania do histori naszego narodu służyły pobudzaniu odpowiedzialności społeczeństwa za chrześcijańską Ojczyznę. Prymas Tysiąclecia doskonale wyczuwał nastroje Polaków, którzy właśnie w Bogu dostrzegali nadzieję na wolność: "Polska jest zespolona sercem wiary. Jej siłą jest wiara Chrystusa". Wielokrotnie odwoływał się do wartości duchowych, aby wskrzeszać wiarę Narodu Polskiego w odzyskanie prawdziwej wolności. Dzięki Prymasowi marzenia o odmienionym kraju wkraczały w wymiar realności. "Uważałem sobie za obowiązek bronić jej (Ojczyzny) kultury chrześcijańskiej przed złudzeniami internacjonalizmu, jej zdrowia moralnego i całości granic, na ile to leżało w mojej mocy" - mówił. Byt wierny temu wyznaniu właśnie wtedy, gdy Kościół dotknęły represje ze strony władz PRL. Z roztropnością i troską o całą wspólnotę kościelną, o naród, zdecydował o zawarciu tzw. porozumienia między Episkopatem a rządem PRL -jak się później okazało - ignorowanego przez komunistów. W sposób doskonały łączył ducha służby, do jakiej został powołany, z darem sprawowania władzy jako Prymas Kościoła w Polsce. Czyniąc posługę ojca duchowego narodu, odważnie i konsekwentnie stawał w obronie wiary, będącej dla Polaków gwarantem wolności i suwerenności - tej wiary, która "wszczepiona w życie narodu przez Kościół, budziła ambicję, iż nie można się poddać niszczycielskiemu działaniu nienawiści i owocom śmierci". Nie można się było wówczas godzić z tym, co niósł system komunistyczny. Istniała konieczność, aby wykorzystywać wszelkie sposoby dla budowania systemu opartego na poszanowaniu godności i życia człowieka. Stąd wołanie: "Niech będzie błogosławiona każda kołyska, w której rośnie młode życie, każda chata, w której miłość kwitnie i rozdzielane są najcenniejsze dary, niezbędne dla miłości społecznej", ponieważ "dla narodu najważniejszą siłą i bastionem jest rodzina". Takie same wartości przyświecają zmianom, jakie dokonują się dzisiaj w naszym kraju. Poczucie więzi narodowej, troska o suwerenność i bezpieczeństwo państwa, poszanowanie osobistej wolności człowieka, jego prawo do współdecydowania o losach kraju - wszystko to stało się realne w Polsce demokratycznej, której nie są obce wartości duchowe. Jak mówił Prymas Tysiąclecia: "Naród wołał, ufał, wierzył w wyższą sprawiedliwość Bożą, a swą religijną wiarę interpretował nie kiedy wiarą w odrodzenie polityczne". Był zatem Kościół w wiekach ciężkich doświadczeń narodu polskiego "zaczynem" przemiany świata Bożą mocą. Stanowczy i jednocześnie w duchu pokojowego rozwiązania problemów sprzeciw wobec laicyzacji i ateizacji społeczeństwa sprawił, że Polacy stopniowo odnajdowali swoją tożsamość narodową, siłę i solidarność, poczuli się wewnętrznie wolni. Takie właśnie skutki przyniosła Wielka Nowenna przed Jubileuszem Tysiąclecia Chrztu Polski, określana jako narodowe rekolekcje. Prymas Tysiąclecia uosabiał zatem zwycięstwo zarówno w wymiarze duchowym, jak i politycznym. Dziś także aktualna jest myśl Stefana kardynała Wyszyńskiego: "Nie wszystko jedno, jaka Polska będzie dziś i jutro.""

Jerzy Buzek

"Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński był szlachetnym człowiekiem, który umiał pochylić się nad każdym. Okazał się gorliwym kapłanem i biskupem, a także mężem stanu. Potrafił patrzeć na historię narodu polskiego z głębokiej perspektywy 1000-lecia wiary chrześcijańskiej w Polsce. Dzięki jego pasterzowaniu Kościół w Polsce stał się silny i w zwycięski sposób przeszedł próby i doświadczenia systemu totalitarnego po II wojnie światowej. Takich syntetycznych ocen można podać jeszcze więcej. W tym momencie nie o to mi chodzi. Skłonny jestem raczej szukać odpowiedzi na pytanie, gdzie leży tajemnica jego owocnej pracy i osobistej wielkości? W moim przekonaniu, odpowiedź na to pytanie dał Ojciec Święty Jan Paweł II w przemówieniu do Polaków wygłoszonym podczas audiencji następnego dnia po inauguracji swego pontyfikatu. W takich słowach zwrócił się wówczas do Prymasa Wyszyńskiego: "Czcigodny i umiłowany Księże Prymasie! Pozwól, że powiem po prostu, co myślę. Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża-Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem" (Insegnamenti, I 1978). Słowa te, których osobiście wysłuchałem jako uczestnik audiencji, głęboko utkwiły mi w pamięci. Papież podkreślił teologalne cnoty: wiarę i nadzieję. Są one kluczem do zrozumienia duchowości Prymasa Tysiąclecia i roli, jaką odegrał w Polsce. W jednym z kazań sam to wyznał: "Pragnąłem, aby wszystko było naprawdę Soli Deo. Słowa te nie są ozdobą mojej pieczęci biskupiej! To jest mój program. Nie do siebie was prowadzę, tylko do Boga w Trójcy Świętej Jedynego ( ...). 'Samemu i jedynemu Bogu wszelka cześć, chwała, miłość i pełne oddanie' - Per Mariam - Soli Deo". (Wszystko postawiłem na Maryję, Paryż 1980). Stefan Kardynał Wyszyński to człowiek wiary. W jej perspektywie widział i przeżywał całą swoją posługę duszpasterską. W świetle wiary oceniał również wydarzenia zewnętrzne, jak choćby przemiany po II wojnie światowej wraz z postępującym ateizmem i prześladowaniem Kościoła. Głęboko wierzył, że to Bóg prowadzi każdego człowieka, całe społeczności i narody. Głęboko zakorzeniony w wierze i znajomości dziejów Polski, ufał, że trudny okres realnego socjalizmu i związane z tym cierpienia, jakich doznał Kościół, mogą mieć oczyszczającą rolę i znaczenie. Zarówno jako biskup lubelski, a potem jako arcybiskup gnieźnieński i warszawski, Prymas Polski zdawał sobie sprawę, że Kościół stanowi jedność i nie może pozwolić, by dać się podzielić. Gromadził wokół siebie biskupów, kapłanów, osoby życia konsekrowanego i wiernych świeckich. Już w latach pięćdziesiątych naszego wieku tworzył struktury, aczkolwiek jeszcze nieformalne, jak Konferencja Episkopatu, Konferencje Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich i Zgromadzeń Żeńskich, by wspólnie pracować dla królestwa Bożego i jednocześnie, by łatwiej stawić czoło zagrożeniom zewnętrznym. Przekonany był, że w jedności leży siła i owocność działania. Wiara i nadzieja podsuwały mu godne podziwu decyzje, niekiedy trudne, czasem nie od razu zrozumiałe, a nawet ostro krytykowane, jak choćby podpisane porozumienie między Episkopatem a Rządem PRL z 14 kwietnia 1950 r. Był to wyraz dobrej woli i otwartości Kościoła na każdą rzeczywistość, a jednocześnie próba uregulowania wzajemnych odniesień, sformułowana na piśmie umową. Był człowiekiem otwartym na dialog, na drugiego człowieka, niezależnie od jego światopoglądu i nastawienia. Jednocześnie wiara dyktowała mu rozsądek i poczucie odpowiedzialności za Kościół i ludzi wierzących. Gdy władze komunistyczne, lekceważąc podpisane porozumienie, w swych poczynaniach posuwały się zbyt daleko, miał odwagę, by wraz z biskupami jasno powiedzieć: Non possumus. Nie możemy ustępować, gdy Kościół: "W ciągu lat niewielu pozbawiony został rzeczy bardzo wielu, większości rzeczy do normalnego życia i rozwoju potrzebnych lub zgoła niezbędnych, które w Polsce posiada i które posiada jeszcze gdzie indziej. Wystarczy tutaj wspomnieć zabrane majątki, domy, zakłady dobroczynne Caritas, fundacje, bractwa, stowarzyszenia, szpitale, szkoły, ochronki, żłobki, drukarnie, wydawnictwa, prasę (...). A gdyby zdarzyć się miało, że czynniki zewnętrzne będą nam uniemożliwiać powoływanie na stanowiska duchowne ludzi właściwych i kompetentnych, jesteśmy zdecydowani nie obsadzać ich raczej wcale, niż oddawać religijne rząd dusz w ręce niegodne (...). Pójdźmy za głosem naszego apostolskiego powołania i kapłańskiego sumienia, idąc z wewnętrznym spokojem i świadomością, że do prześladowania nie daliśmy najmniejszego powodu, że cierpienie staje się naszym udziałem nie za co innego, lecz tylko za sprawę Chrystusa i Chrystusowego Kościoła. Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nam nie wolno. Non possumus" (List pasterski do Prezesa Rady Ministrów Bolesława Bieruta z dnia 8 maja 1953 r., w: Kościół w PRL. Dokumenty 1945-59, Poznań 1994). To zdecydowane stanowisko przypłacił trzyletnim uwięzieniem. Jednak jako człowiek głębokiej wiary i nadziei, ten czas odosobnienia wykorzystał dla pogłębienia osobistego życia wewnętrznego, na przygotowanie programu Wielkiej Nowenny i Ślubów Narodu, które zostały odnowione 26 sierpnia 1956 r. oraz obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski. Przykrości, szykany i prześladowania doznane w tym czasie nie pozbawiły go duchowej wolności i otwartości na dialog. Wyznacznikiem tej postawy są słowa zapisane w czasie uwięzienia w Stoczku Warmińskim 1 stycznia 1954 r.: "Odnawiam najlepsze moje uczucia dla wszystkich ludzi. Dla tych, co mnie teraz otaczają najbliżej. I dla tych dalekich, którym się wydaje, że decydują o moich losach, które są całkowicie w rękach mojego Ojca Niebieskiego. Do nikogo nie mam w sercu niechęci, nienawiści czy ducha odwetu" (Zapiski więzienne). Ideologia komunistyczna, oparta na rewolucji i walce klas, robiła wszystko, by w narodzie polskim, a zwłaszcza wśród młodego pokolenia, podciąć korzenie tradycji historycznej. Prymas Tysiąclecia, który doskonale znał i doceniał historię, nawet najwyższym przywódcom rządzącej partii czy rządu wyjaśniał i uświadamiał, że naród nie może utracić swej tożsamości. Między innymi i z tego powodu przykładał wielką wagę do obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski. Nie stracił ducha, gdy władze komunistyczne dopuściły się profanacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, czy też gdy przy różnych okazjach wołano na niego " zdrajca". Również dla tych funkcjonariuszy wysyłanych w tłum z wrogimi okrzykami miał przyjazne słowo. Kierując Kościołem w Polsce i wytyczając mu duszpasterskie szlaki, nie zamykał siebie i innych na Kościół powszechny. W każdej sytuacji pozostał wierny Ojcu Świętemu i Stolicy Apostolskiej. Oto charakterystyczne słowa jego modlitwy za papieża Piusa XII: "Błagam Cię, Ojcze Życia, o długie lata dla Sługi Twego Piusa i o wielką świętość (...). Wysłuchaj Twego więźnia, który jest Tobie uległy, gdy żebrze za Sługą Twoim Piusem. Daj mu wszystkie dary Ducha Świętego, daj mu wielką świętość, aby ten, który ogłosił światu chwałę Wniebowzięcia Matki Twojego Syna, sam doznał wielkiej chwały świętości" (tamże) . Gdy od 1966 r. do Polski zaczęli przyjeżdżać dyplomaci watykańscy, by podejmować próbę dialogu z władzami komunistycznymi, z całym szacunkiem ułatwiał im kontakty. Gdy w dialogu napotykano trudności czy też powstawał impas, proponował wytrwałość i podejmowanie dalszych wysiłków. Jednocześnie stale powtarzał to, co powiedział podczas jednej z sesji Soboru Watykańskiego II, że w warunkach bloku wschodniego pojęcia prawa, państwa i wolności są instrumentalizowane dla celów politycznych i zatracają swoje właściwe znaczenie terminologiczne. Zwłaszcza w tej materii kierował się ewangeliczną zasadą: "Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębice" (Mt 10, 16) . Od tego czasu dialog, aczkolwiek trudny i w wielu wypadkach bezskuteczny, nie został zerwany. Trwał on przez wiele lat i już za jego życia doprowadził do pewnych, chociaż minimalnych rezultatów, by w dalszej przyszłości, po jego śmierci, dojść w 1989 r. do nawiązania stałych stosunków dyplomatycznych pomiędzy Stolicą Apostolską a Rządem Polski Ludowej. Obecnie jako nuncjusz apostolski uczestniczę w tym dziedzictwie Prymasa Tysiąclecia. "Gdyby nie było (...) Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry..." - powiedział Jan Paweł II. Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński wszedł w myśli i ducha swego poprzednika - sługi Bożego kard. Augusta Hlonda, który przed śmiercią powiedział: " Odwagi! Nie rozpaczajcie, nie upadajcie na duchu! Walczcie pod opieką Matki Najświętszej. Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny (Wszystko postawiłem na Maryję) . Do tego przesłania Prymas Tysiąclecia się odwoływał, żył nim, rozwijał je, pomnażał i wypełniał. Pozostawił Kościołowi w Polsce trwałe i niezniszczalne dziedzictwo. Podkreślił to Ojciec Święty Jan Paweł II w liście do kardynała prymasa Stefana Wyszyńskiego z 30 października 1979 r.: "Zawsze byłem przekonany o tym, że Duch Święty powołał Waszą Eminencję w wyjątkowym momencie dziejów Ojczyzny i Kościoła - i to nie tylko Kościoła w Polsce, ale także w całym świecie (...). Dziękowałem za to, że 'taką moc dał Człowiekowi' - i zawsze za to dziękuję" (tamże). Uczestnicząc w życiu Kościoła w Polsce jako nuncjusz apostolski, ciągle doświadczam i przeżywam to bogate dziedzictwo, dane Kościołowi w Polsce w osobie Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. Razem z Ojcem Świętym Janem Pawłem II dziękuję Dobremu Bogu, Ojcu Miłosierdzia, i Maryi Niepokalanej - Królowej Polski."

Arcybiskup Józef Kowalczyk

"Kultura polska jest chrześcijańska. Jeśli my o tym będziemy milczeć, "kamienie wołać będą" - powtarzał Prymas Tysiąclecia. Trwałe dokumenty polskiej kultury - kamienie - szczególnie mocno przypominają, że kultura polska jest chrześcijańska. Z chrześcijańskiej Europy wzięła swój początek. Polska korzeniami tkwi w "Rodzinnej Europie" . Kamienie świątyń, kamienie epitafiów, kamienie krzyży przydrożnych i kamienie sławiące tych, którzy kładli fundamenty pod budowę chrześcijańskiej Ojczyzny. Kamienie przypominają męstwo tych, którzy życie dawali z myślą o przetrwaniu wszystkiego, co polskie. W naszej kulturze istnieje ścisłe powiązanie walorów estetycznych i treści religijnych. Cała wielka twórczość jest tego niezaprzeczalnym dowodem. W polskiej kulturze i mentalności istnieje też pragmatyzm życiowy i bytowy. Jednak aby naród nie zniszczał w swoim bytowaniu, winien być inspirowany natchnieniami kultury religijno-narodowej. W swoim nauczaniu Prymas Stefan Wyszyński szczególnie akcentuje prawo Polaków do dziejów, kultury i dziedzictwa rodzimego. Uczy nas mądrości i piękna naszej kultury. Przypomina historię. Stwierdza, że w dziejach kultury polskiej "wiek złoty" nie został należycie uwydatniony. Ale mówi też o "złotym wieku męki", który miał miejsce po upadku Powstań Listopadowego i Styczniowego. Jakiś paradoks ewangeliczny tkwi w tym stwierdzeniu, że śmierć jest początkiem zmartwychwstania, dotykamy tego także i w kulturze. Po upadku Powstania Listopadowego powstają największe dzieła polskiego ducha. Tworzą: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński, Cyprian Kamil Norwid. A po nich przyszli inni, którzy czerpali z ich natchnienia. Tak przecież było z tymi, którzy budzili świadomość historyczną Narodu - Józef Ignacy Kraszewski czy Henryk Sienkiewicz. Kardynał Wyszyński ukazuje tę ciągłość historycznego " budzenia". Wychowanie "Legionów" widzi w oparciu o Sienkiewiczowską Trylogię, a ruchy chłopskie, chłopscy myśliciele i działacze mają swoje korzenie w Reymontowskich Chłopach. I Prus, który wszczepił to przedziwne umiłowanie Warszawy - stolicy Polski. Kultura powstaje przez miłość ludzi do tego, co rodzime, najbliższe, co stanowi o tożsamości człowieka i narodu. Naród polski przetrwał rozbiory i okupację i powstał w oparciu o własną kulturę, choć potężne siły zmobilizowały się, aby Polskę zniszczyć. Obronę kultury polskiej, narodowej i chrześcijańskiej Prymas uważał za sprawę najważniejszą: "Może na polskiej ziemi nie powstać wiele rzeczy, ta lub inna fabryka - to jeszcze nie będzie najważniejsza strata. Najważniejsza strata będzie wówczas, gdy naród stanie się niemy, zalękniony, oderwany od twórczości kulturalnej" ( 3 kwietnia 1977 r.). Twórczość jest sprawą talentu i powołania. Natomiast obrona kultury jest zadaniem wszystkich. Wszyscy bowiem zawdzięczamy wiele kulturze i wszyscy rozwijamy się tylko w oparciu o kulturę. Do wszystkich należy więc stać na straży wspólnych wartości wypracowanych przez pokolenia i poprzez wieki. Wielkość narodu powstaje na bazie ludzkiego ducha. "Naród, który nie wierzy w wielkość i nie chce wielkich ludzi, kończy się". W obronie polskiej kultury Prymas Polski wysyłał memoriały i listy do władz państwowych. Protestował przeciwko zniekształconej historii i literaturze, zaplanowanych jako programy wychowania młodzieży. Pod koniec swego życia powiedział: "Dziś wiemy, że dokonano straszliwej wiwisekcji i alienacji narodowej i historycznej młodego pokolenia, pozbawiając go wiedzy historycznej o narodzie i polskiej twórczości literackiej, a przez to pozbawiając kultury narodowej" (1 marca 1981 r.). Nie jest rzeczą możliwą - mówił - tłumaczenie faktów politycznych, ekonomicznych czy społeczno-moralnych, które miały miejsce przed wiekami, metodą dramatu, przez szkło współczesności. Wnioski będą na pewno błędne. "Szkoła musi być narodowa! Szkoła musi dać dzieciom i młodzieży miłość do Ojczyzny, do kultury domowej, rodzinnej i narodowej. I musi wychowywać w tym duchu... Wyrasta z potrzeby Narodu, z jego ducha. I musi liczyć się z Narodem, z jego wymogami, z jego kulturą i obyczajowością" (15 lipca 1977 r.). W systemie komunistycznym wobec zasadniczych braków dotyczących właściwej edukacji Polaków powstały tzw. latające uniwersytety. Zarzucano autorom tych przedsięwzięć wrogą postawę wobec socjalistycznego państwa. Prymas zdecydowanie bronił tych inicjatyw, uważając i pisząc, że użycie energii państwowej przeciwko prelegentom i słuchaczom przypomina wyprawę Goliata na Dawida. Prymas Polski był także jednym z inicjatorów i wielkich obrońców Tygodni Kultury Chrześcijańskiej. Wobec braku przestrzeni wolności dla twórców zostały otwarte drzwi świątyń. Mówił Prymas podczas jednego z Tygodni Kultury: "Wystarczy, najmilsi, miejsca i chleba w świątyniach Bożych dla Ewangelii i dla Waszej twórczości, którą ubogacacie życie Narodu" (30 kwietnia 1977 r.). W trosce o prawość i rzetelność kulturowego przekazu apelował Prymas do ludzi o "zniewolonym umyśle": "Ci, którzy pisali, niech przejrzą starannie swoje publikacje, aby rozeznali, na ile są zobowiązani do restytucji. Ale wymaga to trudu, pokory, a może i cierpienia" (28 marca 1981 r.). Uważał, że zadośćuczynienie i społeczna restytucja są konieczne do odzyskania prawdy, prawdziwej kultury i zaufania dla piszących. Podejmował Prymas szereg działań, które uważał za niezbędne, aby wspomóc wyższe uczelnie - "twórczą siłę kultury narodowej". Ukazywał służebną rolę wyższych uczelni wobec Narodu. Uczelnie widział jako wolne i niezależne. Podporządkowanie uczelni administracji państwowej uważał za szkodliwe. Nie można bowiem sposobem administracyjnym i urzędniczym oceniać dorobku naukowego uczelni. Prymas Wyszyński był wielkim miłośnikiem i obrońcą języka polskiego. Przemawiał piękną polszczyzną. Jego kazania zaliczyć można do dzieł klasyki literackiej. Często mówił o "prawie Narodu do własnego języka, nie zniekształconego i nie pobrudzonego przez naloty śmieci..." ( 30 kwietnia 1977 r.). Przypominają się tutaj słowa Karola Libelta: " Naród żyje, dopóki język jego żyje, bez języka narodowego nie ma narodu". Bez języka nie może istnieć zbiorowa świadomość narodu i jego podmiotowość. Bóg przemawia do człowieka również jego własnym językiem (por. Dz 26, 14). Należy przypomnieć także o zasługach Prymasa w budowaniu i odbudowie kościołów (m.in.: katedry warszawskiej i gnieźnieńskiej), o wspieraniu badań naukowych z zakresu archeologii, historii sztuki i konserwacji zabytków. Wspierał swoim autorytetem odbudowę wszelkich pomników kultury narodowej. W 1972 r. powiedział: "Decyzję odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie musimy uznać za decyzję godną synów Narodu, bo Naród nie mógł uznać niszczycielskiego 'policzka', którym usiłowano go znieważyć. Dotknięto murów Zamku, ale nie dotknięto bastionu ducha Narodu". W 1993 r. nadano Galerii Sztuki Średniowiecznej Muzeum Narodowego w Warszawie imię Prymasa Wyszyńskiego. W najtrudniejszych czasach powtarzał: "Nie samym chlebem żyje człowiek" (Mt 4, 4). Dziś szczególnie zdajemy sobie sprawę, jak ważny jest chleb codzienny dla wielu ludzi. Mimo to słowa Chrystusa: " Nie samym chlebem żyje człowiek" nic nie tracą ze swej aktualności. Bo człowiek jest w pełni człowiekiem dzięki kulturze. Narodowe rachunki sumienia, lekcje ojczystej kultury - jakże dziś wydają się być aktualne."

Krystyna Czuba

"W niezgłębionym skarbcu
mądrości i piękna,
wśród arcydzieł kunsztu
i zamiarów Bożych,
lśnią klejnoty miłości
oprawione w serca.
To święci.
Pełnia obfitości
w Bożym wywierzysku.
Złoty potok czasu
życiodajnie płynie.
Spragnieni zaś czerpią
w swej pielgrzymce ziemskiej.

Jedni w pątniczych sakiewkach
niosą kromki nadziei.
Inni drogą utrudzeni
wiarą siły podpierają.
Pan przed podróżą
wszystkim swoim sługom
rozdaje talenty
i cierpliwie czeka.
Czas pomyka.
Bóg każdego o miłość zapyta.
Tylko sługa wierny
odda Panu więcej."

Edward Franciszek Cimek

"Jako dąb mocny wyrósł nad stulecia
Wielki Kardynał, Prymas Tysiąclecia
(tak był nazwany przez Ojca Świętego)
jako dąb mocny wyrósł nad stulecia
na cześć i chwałę plemienia polskiego!
Niech Mu oddadzą cześć i podziwienie,
bo ponad ludzkie wznosi się stworzenie.

On był czcicielem wiernym Matki Bożej,
Jej się w niewolę chętnie ofiarował
i zawsze obraz Matki Częstochowskiej
serce i oczy Prymasa radował.
Sługą Maryi był przez życie całe
I Jej w kazaniach zawsze głosił chwałę.

On był przykładem męstwa w każdej chwili,
szedł śmiało naprzód wbrew czerwonej fali,
ani na chwilę głowy swej nie schylił,
choć inni jak trzcina na wietrze się chwiali.
Mówiono o Nim: "Kardynał z żelaza",
co się bardzo rzadko w całym świecie zdarza.

Trzy lata cierpiał samotnie w więzieniu
(nawet adresu nie podali Jego).
Znosił udręki w Chrystusa Imieniu
i dla Kościoła rzymskiego - świętego.
Był jak męczennik z pierwszych lat Kościoła,
choć inni drżeli ze strachu dokoła.

Piękne kazania głosił na ambonie,
był Chryzostomem dwudziestego wieku.
Poprzez zdradzieckie świata tego tonie
pewnie prowadził ciebie, wierny człeku.
Tysiące kazań po sobie zostawił
i tym Ojczyznę naszą, Polskę, wsławił.

Odszedł do Pana po pewną nagrodę
i dzisiaj w niebie wstawia się za nami.
Jego modlitwa daje nam ochłodę, -
wśród skwaru życia, gdy jesteśmy sami.
O Sługo Boży, Czcigodny Stefanie,
przyjmij, prosimy, pokorne błaganie!"

Biskup Zbigniew Kraszewski

Opracowano na podstawie: 1. "Kardynał Stefan Wyszyński. Prymas Tysiąclecia" Polwen, Radom 2006,  2. "Ostatnie Dni Prymasa Tysiąclecia" Wydawnictwo M, Kraków 2011,