payday loans

ŚWIADECTWA

Na tej stronie chciałbym zamieścić świadectwa ludzi, na życie których miała jakiś wpływ postać Jana Pawła II. Chciałbym przez to ukazać, uwiecznić kim był tak naprawdę dla nas wszystkich i pojedyńczo Ojciec Święty. Śmierć Jana Pawła II w jakimś stopniu odcisnęła się na życiu każdego z nas. Każdy w inny sposób przeżył rozstanie z tak bardzo kochanym i poważanym człowiekiem, człowiekiem, który uczył jak kochać Boga i bliźniego.  Jeśli chcesz więc  podzielić się z nami swoimi osobistymi przeżyciami, swoim osobistym świadectwem i napisać, czego doświadczyłeś dzięki Janowi Pawłowi II lub jaki wpływ miał On na Twoje życie napisz do nas na adres:    Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Świadectwo Nr 1

Aby dać dobry przykład i zachęcić Innych do podzielenia się własnym świadectwem o wpływie Jana Pawła II na swoje życie przytoczę tutaj świadectwo własne na przedmiotowy temat. Treść tego świadectwa została przesłana na ręce Pani Profesor Anny Osławskiej, która jest  niezłomną orędowniczką życia i twórczości Jana Pawła II, co wyraża m.in. swoją pracą w " THEATRUM MUNDI", który dużą część swojego repertuaru scenicznego poświęca właśnie Karolowi Wojtyle/ Janowi Pawłowi II.

 

Kraków, 27.02.2010r.
Szanowna Pani
Profesor
Anna OSŁAWSKA

Temat: Kim dla mnie był/jest - Karol Wojtyła/Jan Paweł II ?

Totus Tuus
Jestem cały Twój i wszystko, co moje, do Ciebie należy. Przyjmuję Ciebie całym sobą. Daj mi Swoje serce, Maryjo.
Dewiza papieża Jana Pawła II, kilkakrotnie powtórzona w jego testamencie. Jest ona cytatem z modlitwy z Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. Te właśnie słowa, oddają chyba najlepiej "ducha" Wielkiego Pontyfikatu - Wielkiego Papieża... Wielkiego Polaka !

Kim był, kim jest dla mnie osobiście - Jan Paweł II ?
To w moim przypadku jednocześnie i łatwe i trudne pytanie. Pierwszy raz usłyszałem o Nim, jak chyba większość rodaków w pamiętnym dniu Jego wyboru na stolicę Piotrową tj. 17 października 1978r. Miałem wtedy 13 lat ... mieszkałem w Kowarach gdzie z okna mojego domu miałem cudowny widok na najwyższy szczyt Karkonoszy - Śnieżkę. Pamiętam jak przez mgłę, krótkie migawki w telewizji z tego wydarzenia ...Byłem w tym czasie dość przeciętnie nastawiony do religii jako takiej, choć nie była mi ona obojętna. Do tej pory utkwiła mi w pamięci, z tamtego okresu pewna wewnętrzna refleksja, która wtedy przeleciała przez mój młody umysł ? a mianowicie, że to wydarzenie nie będzie obojętne dla dalszych losów naszego kraju i Europy ... a może i Świata... Ale, wtedy jeszcze nic z tego tak naprawdę nie rozumiałem ... Biegły powoli następne lata mojego życia, w czasie których ukończyłem szkołę średnią, gdzie będąc w trzeciej klasie udałem się na swoje pierwsze spotkanie z Janem Pawłem II, które miało miejsce w Częstochowie w trakcie Jego drugiej Pielgrzymki do Polski w roku 1983. Udałem się tam z kolegą, który później został księdzem - franciszkaninem ...Nie widziałem wtedy papieża zbyt blisko, jednak chyba już wtedy po raz pierwszy drgnęło moje serce ... . W roku 1984 zdałem egzamin maturalny i stanąłem przed powszechnym wyborem pt. ?co dalej maturzysto ?". Różne myśli przychodziły mi do głowy, nie ukrywam, że także poważnie zastanawiałem się nad wstąpieniem do Wyższego Seminarium Duchownego Ojców Franciszkanów w Krakowie / w trakcie nauki w średniej szkole brałem udział w tzw. "powołaniówkach" , które organizowali w/w ojcowie franciszkanie; w Kowarach mają oni zresztą swój Kościół do którego uczęszczałem i w którym przez długie lata byłem ministrantem/. Jednak moje dalsze drogi potoczyły się inaczej ...aby nie przedłużać powiem tylko, że przez rok uczyłem w Szkole Podstawowej fizyki oraz chemii, jednocześnie uczęszczałem na wykłady do Rocznego Studium Nauczycielskiego o profilu fizyka.
Nadszedł pamiętny dla mnie rok 1985. W roku tym podjąłem decyzję swojego życia, a mianowicie postanowiłem spróbować swoich sił i podjąłem starania w kierunku dostania się na elitarną wówczas uczelnię wojskową tj. Wojkową Akademię Techniczną w Warszawie. Mogę teraz z perspektywy czasu powiedzieć, że był to dość śmiały krok z mojej strony, bowiem chłopakowi z tzw. prowincji rzadko udawało się tam dostać. Po pozytywnym zdaniu egzaminów wstępnych rozpocząłem dość ciężkie 5-letnie studia na tej uczelni, które ukończyłem obroną pracy magisterskiej i promocją na pierwszy stopień oficerski - podporucznika WP. Wszystko to co tu opisuję, /być może zbyt obszernie/ nie jest jednak bez znaczenia dla podstawowego tematu. Jak powiedziałem wcześniej, religia dla mnie nie była nigdy obojętną. I tak też było w trakcie studiów na wojskowej uczelni , gdzie tak naprawdę nie było łatwo o systematyczne i ?bezpieczne" kultywowanie swoich przekonań religijnych. Nie wchodząc w szczegóły, powiem tylko, że np. na niedzielną mszę świętą wychodziliśmy jak za konspiracji ? przebieraliśmy się ukradkiem gdzieś w budynkach nieużytkowanych w cywilne ciuchy i pod osłoną mroku udawaliśmy się ?na Warszawę" ? najczęściej do Akademickiego Kościoła św. Anny na Starym Mieście. Jednak już w tamtych czasach, jak sięgam pamięcią - w tym ?moim" zmilitaryzowanym środowisku - dało się zauważyć delikatną odwilż w religijnych tematach, które były dotychczas najczęściej tematami ?tabu". Zaczęliśmy w większości zdawać sobie powoli sprawę, że przyszło nam studiować na uczelni wojskowej - już w nieco innej bardziej znormalizowanej atmosferze niż nasi poprzednicy... i co najważniejsze, że delikatny powiew ?tej wiosny" będzie nieodwracalny !!!! A wszystko to odbywało się właśnie powoli ale konsekwentnie, owiane jakby jakąś tajemnicą , a to dzięki jednemu Człowiekowi, jak później zrozumiałem - Polakowi - Karolowi Wojtyle - Janowi Pawłowi II. Przykładem tego może być choćby fakt, iż tzw. wtedy oficerowie polityczni ? ?politruki" jak ich wtedy nazywaliśmy, /którzy niejednokrotnie dawali się nam we znaki/ - prowadzący zajęcia ze słuchaczami np. z filozofii marksistowskiej ? zaczęli jakby tonować swoje stanowiska w tym przedmiocie i starali się jakby usprawiedliwiać swoje dotychczasowe dość ?pewniackie" zachowanie. Często wyglądało to dość śmiesznie i żałośnie, ale ?nadchodząca wiosna" w postępie tsunami zaczęła czynić spustoszenia w wielu utartych i skostniałych od lat dziedzinach uczelnianego wojskowego życia. Z biegiem czasu, na końcowych latach studiów dało się już wyraźnie zauważyć bardzo wiele zmian ... słuchacze mogli wreszcie bez strachu i niepewności brać udział w obrzędach religijnych a nawet gdy byłem już na 5-tym roku, na uczelni reaktywowano stanowisko kapelana Wojkowej Akademii Technicznej , który swoją posługę mógł wykonywać na terenie Akademii. Te i inne zmiany, jak już powiedziałem - postępowały w dość szybkim tempie i reasumując zmierzały do najważniejszego: do normalizacji i humanizacji życia w tak dość w końcu specyficznym środowisku. Nie omieszkam dodać, że w tym czasie, korzystając z w/w odwilży ?pielgrzymowałem" sukcesywnie do chyba prawie wszystkich warszawskich świątyń a także odwiedziłem m.in. Sanktuaria w Licheniu i Niepokalanowie. Przebiegało to wszystko jakby w tle - prowadzonych przez Jana Pawła II w tym okresie licznych pielgrzymek i spotkań w tym oczywiście do Polski. Znamiennym w tym miejscu jest dla mnie fakt, co oceniam teraz z pespektywy minionych lat, że odwiedzając w Warszawie kościół w którym pochowany jest Prymas Tysiąclecia ? kard. Stefan Wyszyński, w jakiś dziwny sposób wyczuwałem Jego ścisły związek z Janem Pawłem II. Zaznaczyć tutaj wypada, że w tym czasie nie miałem większej wiedzy na temat tych wielkich, historycznych już postaci.
Po ukończeniu studiów, odbyłem normalną żołnierską drogę tzn. służyłem w różnych jednostkach , obejmując różne stanowiska służbowe związane najczęściej z racji swojej specjalizacji z szeroko pojętym budownictwem wojskowym. Swój ?szlak bojowy" zakończyłem w Garnizonie Kraków w 2006r. W trakcie swojej służby poznałem bardzo wielu przesympatycznych ludzi w tym kapelanów wojskowych oraz księży diecezjalnych, z którymi ?przegadaliśmy" wiele nocnych godzin na tematy religijne i typowo życiowe. W tym czasie w bardziej lub mniej wnikliwy sposób śledziłem poczynania naszego Papieża, choć przyznam się szczerze fakt, że na stolicy Piotrowej zasiada już od dłuższego czasu Jan Paweł II stało się wtedy dla mnie w jakiś oczywisty sposób normalne i poniekąd mniemałem, że już tak będzie wiecznie ...Pierwszym poważnym sygnałem dla mnie, który skłonił mnie do baczniejszego pochylenia się nad tą świętą postacią był w sumie prozaiczny fakt z dnia codziennego. Mianowicie, pewnego dnia / było to jeszcze gdy pracowałem w wojsku/, byłem świadkiem bardzo poważnej i stanowczej rozmowy mojego najlepszego kolegi, wtedy jeszcze w stopniu majora z naszym wspólnym przełożonym dość wysoko postawionym w hierarchii wojskowej. Problem o który toczyli słowny ?bój" był proszę mi wierzyć naprawdę ciężkiego kalibru ? używając w tym momencie żargonu wojskowego. Nie wnikając jednak w sedno i treść tej rozmowy, w mojej pamięci pozostały końcowe słowa mojego kolegi wypowiedziane odważnie i bez zająknięcia, a brzmiały one następująco: ? Panie Generale, powiem Panu szczerze, dla mnie jedynym wiarygodnym i jednocześnie największym autorytetem na tej ziemi jest tylko jedna osoba i Pan ją dobrze zna ? jest nią Papież Jan Paweł II, a w związku z tym proszę nie straszyć mnie żadnymi innymi osobistościami, bowiem do pięt mu nie dorastają i nie robią na mnie większego wrażenia!". Były to bardzo odważne jak na tamte czasy słowa, zwłaszcza gdy się zna stosunki panujące wtedy w wojsku na linii podwładny ? przełożony, i to na dość wysokich szczeblach. Tak więc te właśnie proste, żołnierskie słowa zwróciły moją uwagę na postać naszego Papieża i były niejako zaczynem do przeorientowania moich dotychczasowych fascynacji i zainteresowań.
Punktem zwrotnym w tym przeorientowaniu, był ów smutny 2 kwietnia 2005r. godzina 21.37. Zastał on mnie w Zakopanym na zjeździe mojego rocznika ? absolwentów WAT. Odszedł wtedy do Domu Ojca nasz kochany Jan Paweł II. Wracałem z tego spotkania z kolegami jakiś dziwnie przybity i roztargniony, bez specjalnego entuzjazmu, że ich po tylu latach znów zobaczyłem. Moje myśli mimo wszystko biegły gdzie indziej ... Jakiś wewnętrzny niepokój dziwnie drążył moje wnętrzności ....Było mi nawet jakoś nie w smak, że w te ostatnie chwile życia naszego Papieża spędziłem chyba w niezbyt odpowiedniej atmosferze ...Długo wewnętrznie nie mogłem się z tym wszystkim uporać ...usprawiedliwieniem mógłby być tylko fakt, że to spotkanie koleżeńskie planowaliśmy wiele miesięcy wcześniej i trudno było w ostatniej chwili się z niego wycofywać ...???.
Te wszystkie fakty, które wyżej w telegraficznym skrócie opisałem oraz inne, które teraz nie chcę przytaczać aby nie przedłużać mojego wywodu skierowały mnie na tajemniczą a zarazem fascynującą ścieżkę poszukiwań i odkrywania postaci Jana Pawła II. Właśnie w moim przypadku potwierdziło się znane powiedzenie, iż Wielkiego Człowieka poznaje się często dopiero po Jego śmierci. Stopniowo, ale systematycznie zacząłem dogłębnie studiować wszystkie dostępne opracowania, książki, artykuły opisujące życie, twórczość, czasy przed Pontyfikatem oraz dzieje Wielkiego Pontyfikatu naszego Papieża. Równoległe rozpocząłem także analizę, /to może za dużo powiedziane/, lekturę napisanych przez niego encyklik, adhortacji , konstytucji czy tez listów apostolskich. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że to Wszystko po prostu, po ludzku w pewnym stopniu ? mnie przerasta. Nie tyle w sferze intelektualnej tzn. bogactwa treści i misternych nici je łączących ile w ich przeogromnej ilości! Nie rozwodząc się tutaj zanadto zrozumiałem, że w nauczaniu tego Papieża nie chodziło o ? propagandę doktryny", ale o ponowne odkrywanie pierwotnej niepodważalnej treści ? Dobrej Nowiny, która właśnie dotyczy człowieka jako takiego, w konkrecie jego życia, uwarunkowaniach kultury ,obyczajów i kondycji społecznej. Prawdziwe chrześcijaństwo, chrześcijaństwo jakie ukazywał Jan Paweł II nie było nigdy przez niego ukazywane jako ideologia, lecz jako nowy powiew ducha, jakże niezbędny współczesnemu światu. Zrozumiałem, że przełomowość tego pontyfikatu polegała m in. na konsekwentnym demaskowaniu licznych błędnych ideologii /totalitaryzm, komunizm, nazizm itp./ a sam Kościół także został poddany oczyszczeniu z tzw. ?ideologicznej otoczki" i z wszelkich prób instrumentalizacji wiary w programach politycznych i działaniach różnych grup powołujących się na chrześcijaństwo a w rzeczywistości mających w tym wszystkim swoje partykularne interesy. Zrozumiałem wreszcie również fakt, iż pontyfikat Jana Pawła II to faktyczne odsłanianie samego Chrystusa w człowieku, ? Człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa...", ? Otwórzcie drzwi Chrystusowi! Granice państw, systemy ekonomiczne, szerokie dziedziny kultury. Nie lękajcie się ...". Pojąłem, iż to dzięki niemu dokonała się również reforma samego Kościoła ! Stał się on bardziej wrażliwy na palące potrzeby i wyzwania współczesnego świata. Kościół można powiedzieć przeorientował swoje myślenie z tzw. ?watykanocentrycznego" na ?Kościół dla całego świata". A sprawa rozbicia muru berlińskiego i wszystkie z tym faktem związane konsekwencje - przecież to był niepodważalny przełom w dotychczasowym porządku Europy ... zupełnie bezkrwawa rewolucja sumień - integracja tzw. dwóch płuc Europy ? wschodu i zachodu, dwóch płuc Kościoła ! Powiem szczerze, nigdy przed rokiem 1989 nie przyszło mi nawet na myśl ( chyba nie tylko mnie ), że będę żył w innej - zintegrowanej Europie ...a to wszystko dzięki i za przyczyną niestrudzonego, pokojowego działania naszego Papieża. Nie do przecenienia jest również za pontyfikatu Jana Pawła II dialog międzyreligijny, pełne otwarcie się na niewierzących, pokora posługi i odwaga wyznania win Kościoła ! Żaden jego poprzednik tego w takim wymiarze nie czynił ! Najbardziej jednak chyba moją uwagę przykuł fakt otwarcia się tego papieża na współpracę i zawierzenie przyszłości Kościoła ? Młodzieży. Papież bardzo często mówił o nowej ?wiośnie Kościoła". Z Młodymi ? właśnie wiązał największe nadzieje, umiał jak nikt z nimi rozmawiać , a ten ich wspólny dialog był, jednym z najbardziej spektakularnych przełomów dokonanych w czasie jego pontyfikatu, co było najbardziej uwidocznione podczas trwania Światowych Dni Młodzieży. To wszystko opisuję ? w telegraficznym skrócie ... być może dość chaotycznie, tak aby nie przedłużać zbytnio, czuję wewnętrznie, że to jest tylko namiastka tego co powinienem tutaj napisać, wiem, że jest to tylko czubek góry lodowej ...Pogłębiając sukcesywnie wiedzę na temat naszego Papieża, analizując Jego życie i kolejne dokonania dogłębnie zrozumiałem, iż był to Człowiek wybrany przez Opatrzność do wyższych celów, a kierowała i czuwała nad nim przede wszystkim Jego ukochana Maryja ? Matka Boska Fatimska. Fatima ? orędzie tragedii czy nadziei ? To pytanie stawia sobie wielu znawców przedmiotu. Nie wchodząc w szczegóły powiem tylko tyle, że po wnikliwej lekturze treści tego orędzia oraz wszystkich wydarzeń /przed i po/ z tym faktem związanych doszedłem do niepodważalnego (dla mnie ) wniosku, że Jan Paweł II był z tym wszystkim nierozerwalnie związany jakąś mistyczną nicią, którą utkała właśnie Matka Boska, on był Jej niejako narzędziem w wykonaniu Jej przepowiedni... To właśnie Ona przepowiedziała w swym orędziu w Fatimie w 1917r. upadek i nawrócenie Rosji, a przecież to głównie dzięki właśnie Janowi Pawłowi II runą słoń na glinianych nogach pod nazwą ZSRR, a tym samym największy bastion komunizmu w Europie ! A data zamachu na jego życie ? 13.05.1981r. ? to przecież rocznica pierwszych objawień w Fatimie ..., jeszcze będąc w szpitalu Ojciec Święty prosi o kopertę z treścią trzeciej tajemnicy fatimskiej. Przeczyta tam o cierpiącym człowieku w bieli ... Zamach to bodaj jedno z najważniejszych wydarzeń pontyfikatu, pełne zdumiewających okoliczności. Począwszy od faktu, że Jan Paweł II przeżył ! Papież odebrał doświadczenie zamachu jako wezwanie do ponownego odczytania orędzia powierzonego trójce pastuszków przed sześćdziesięciu pięciu laty. W konsekwencji zawierza Maryi losy świata.
Analizując w kontekście czasowym i historycznym wszystkie pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, dopiero teraz zaczęły do mnie przemawiać treści tych licznych przemówień, homilii, jakby ukryte, ale jakże trafne na tamte trudne czasy ? wskazówki i ojcowskie rady dla Rodaków m.in. jak pokojowo wywalczyć wolność i jak z niej mądrze korzystać ! ?Poza prawdą wolność nie jest wolnością ? powiedział dobitnie w Olsztynie. ? jest pozorem. Jest nawet zniewoleniem". Genialne !!! ....i te prorocze słowa, wtedy na Placu Zwycięstwa ..."Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, Tej ziemi!".
Reasumując, jestem w pełni przekonany, iż Jan Paweł II wykonał w swoim życiu dokładnie to, co zaplanował dla niego sam Pan Bóg za pośrednictwem Matki Boskiej Fatimskiej. Był on przez Nią prowadzony i w pewnym sensie niejako strzeżony. Powiem więcej i święcie w to wierzę, że był Mistykiem w pełnym tego słowa znaczeniu !!!
Czy zostanie wyniesiony na ołtarze ??? Prędzej czy później - NA PEWNO TAK
Ale dla mnie nie ma to już w sumie większego znaczenia. Moim zdaniem jest święty i świętym był już za swojego ziemskiego życia !
Jak zmienił moje życie Jan Paweł II ?
W sposób diametralny i fundamentalny. To dzięki wnikliwemu poznaniu historii jego świętego życia, jego pasterskiej posługi, jego miłości do człowieka, zwłaszcza chorego, cierpiącego, trędowatego poniżanego często w jego godności - zrozumiałem jak na prawdę i za prawdę powinienem żyć. Co jest w życiu faktycznie ważne a co przemijające i ulotne. Na co powinienem zwracać baczniejszą uwagę, a co sobie mogę podarować ....
Jan Paweł II był dla mnie wiarygodnym świadkiem naszego Pana i dawał o Nim wiarygodne świadectwo. Było, to najpierw świadectwo życia, świadectwo zwykłej ludzkiej codzienności, w której urzeczywistniała się praca pasterska, wierność obowiązkom a zwłaszcza głoszenie słowa Bożego wszystkim ludziom ? nowa ewangelizacja. Było to również świadectwo cierpienia, o którym Ojciec Święty tyle pisał ...ale oprócz słów pojawiło się doświadczenie cierpienia, doświadczenie trudne i bolesne, w którym Ojciec Święty odnalazł sens. I wreszcie u schyłku życia doszło jeszcze jedno świadectwo, które na koniec dał nam Ojciec Święty. Było to świadectwo umierania.

Uwielbiam cię, siano wonne, któreś tuliło w sobie
Dziecinę bosą (...)
Uwielbiam cię, drzewo surowe, boś kryło Jego barki
W krwawych okiściach.
Uwielbiam cię, blade światło pszennego chleba,
w którym wieczność na chwilę zamieszkała,
podpływając do naszego brzegu
tajemną ścieżką.
Karol Wojtyła ?Tamże" s. 83

Reasumując mogę bez cienia wątpliwości powiedzieć, że Jan Paweł II był i jest dla mnie wzorem Chrystusa tu na ziemi, jest dla mnie ?Drogą-Prawdą i Życiem". To dzięki niemu w końcu zrozumiałem słowa oazowej pieśni kołatającej często w mojej głowie, : ? Ciągle zaczynam od nowa i ciągle w grzechu upadam, wciąż jednak słyszę Twe słowa, że Kochać to znaczy Powstawać".
Chciałbym tu jeszcze więcej napisać i dać świadectwo prawdzie ...prawdzie o Janie Pawle II, prawdzie o Człowieku, prawdzie o Wielkim Polaku, prawdzie o Proroku naszych czasów, prawdzie o Mistyku naszych czasów, prawdzie o Apostole Miłosierdzia, prawdzie o Siewcy Pokoju, prawdzie, którą wciąż codziennie poznaję i noszę ją w swoim sercu, prawdzie, która zmieniła moje życie ... chciałbym jeszcze tak wiele napisać ...może kiedyś ... tylko czy potrafię oddać choć w części to co czuję ...????
Janie Pawle II ? Módl się za nami !

Z żołnierskim pozdrowieniem:
Bóg-Honor-Ojczyzna
mgr inż. Jarosław BORUCZKOWSKI
Rodzina Kolpinga z Luborzycy
Tel: 697 546 530
e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.