payday loans

Na tej stronie przedstawiono związki
Ojca Św. Jana Pawła II
ze św. Ojcem Pio.
/przytoczyć fakty i obalić mity .../
 

O029
 
"Ojcze Pio, ja nie wierzę w Boga !
Cóż, mój synu, za to On wierzy w ciebie ...."


Kopia_pio001
 
  
 1. Życiorys św. Ojca Pio
 
Ojciec Pio (w świecie Francesco Forgione) urodził się w Pietrelcinie (Benevento) 25 maja 1887 roku jako syn Grazio i Marii Giuseppy de Nunzio. W wieku pięciu lat ślubował wierność świętemu Franciszkowi z Asyżu. 6 stycznia 1903 roku wstąpił do klasztoru Braci Mniejszych Kapucynów w Morcone (Benevento), gdzie 22 tegoż miesiąca przyjął habit nowicjusza oraz imię "Pio". 22 stycznia 1904 roku złożył pierwsze śluby czasowe i kilka dni później został przeniesiony na studia do Sant'Elia a Pianisi (Campobasso), gdzie 27 stycznia 1907 roku złożył śluby wieczyste.

10 sierpnia 1910 roku w kaplicy Kanoników w Katedrze w Benevento otrzymał święcenia kapłańskie (dziewięć miesięcy przed osiągnięciem wymaganego wieku, dzięki dyspensie). 14 sierpnia celebrował w Pietrelcinie uroczystą Mszę świętą prymicyjną. Tam też był zmuszony pozostać aż do roku 1916. W liście napisanym w swej rodzinnej miejscowości 10 października 1915 roku Ojciec Pio wyjawił ojcu Agostino, że Pan Jezus zaczął wyróżniać go specjalnymi objawieniami niedługo po zakończeniu przez niego nowicjatu, co miało miejsce w styczniu 1904 roku. Pisał, że otrzymał dar wewnętrznych stygmatów (sierpień 1910 roku) i że już od wielu lat raz w tygodniu przeżywał koronowanie cierniem i biczowanie.

17 lutego 1916 roku Ojciec Pio definitywnie opuścił Pietrelcinę i w południe przybył do Foggii, gdzie został członkiem wspólnoty klasztoru pw. św. Anny. Doświadczał tam strasznych cierpień i ataków szatana. 28 lipca tegoż roku przybył po raz pierwszy do San Giovanni Rotondo, gdzie - poza krótkimi przerwami - miał pozostać już do końca swojego życia.

Rok 1918, jak żaden inny obfitował dla Ojca Pio w dary nadprzyrodzone: 30 maja otrzymał "szczególne dotknięcie"; 5-7 sierpnia przeżył transwerberację - czyli przebicie mistyczne - serca; 20 września otrzymał widoczne stygmaty; 20 grudnia ujawnił, w liście adresowanym do ojca Benedetto, że od wielu dni odnawiała się transwerberacja serca.

Lata 1919-1933 były dla Ojca Pio najtrudniejsze i najbardziej bolesne. Mnożyły się wizyty i badania lekarzy oraz kontrole Świętego Oficjum. Cierpiał z powodu planów dotyczących przeniesienia go oraz wielu niesprawiedliwych oskarżeń. Szczyt tych przygnębiających doświadczeń przypadł na okres dwóch lat: od 11 czerwca 1931 do 15 lipca 1933 roku. W tym okresie zabroniono Ojcu Pio publicznego sprawowania funkcji kapłańskich; Mszę świętą mógł celebrować jedynie w kaplicy klasztornej, bez udziału wiernych. 16 lipca 1933 roku Ojciec Pio podjął na nowo publiczną posługę kapłańską - celebrował Eucharystię w kościele.

Zwykle budził się wczesnym rankiem (a właściwie jeszcze w nocy) aby przygotować się do Mszy Świętej. Każdego ranka o godzinie 4-tej zawsze setki a czasem nawet tysiące wiernych czekały już na otwarcie drzwi kościoła. Po Mszy Świętej większość czasu poświęcał modlitwie i słuchaniu spowiedzi.  W liście datowanym 22 października 1918 r, ojciec Pio tak opowiedział o swoim doświadczeniu krzyża:

,, ...Cóż mogę powiedzieć ci o moim ukrzyżowaniu? Mój Boże! Co za wstyd i co za upokorzenie odczuwam gdy próbuję opowiedzieć komuś co uczyniłeś mi, twemu nędznemu stworzeniu! Stało się to rankiem 20-go (września) byłem na chórze, po odprawieniu Mszy Świętej, gdy niespodziewanie ogarnął mnie błogi spokój podobny do miłego snu. Wszystkie zmysły mojej duszy, wewnętrzne i zewnętrzne, znajdowały się w stanie niewypowiedzianego spokoju. Wewnątrz mnie i wokół panowała głęboka cisza, przejął mnie pokój i potem w mgnieniu oka odczułem nagle całkowite opuszczenie wraz z kompletnym oderwaniem się od wszystkiego. Gdy to się działo zobaczyłem tajemniczą postać, podobną do tej którą już widziałem 5-tego sierpnia, jedyna różnica była w tym, że z Jego rąk, nóg, i z boku kapała krew. Ten widok przestraszył mnie: tego co czułem w tym momencie nie da się opisać. Myślałem, że umrę i umarłbym gdyby Pan nie interweniował i nie podtrzymał mego serca, które omalże nie rozsadziło mi piersi. Zjawisko zniknęło a ja zdałem sobie sprawę, że moje ręce, stopy, i bok były przebite i sączyły krew. Możesz wyobrazić sobie mękę jaką odczuwałem wówczas i jaką niemalże odczuwam każdego dnia. Rana serca nieprzerwanie krwawi, zwłaszcza od czwartku wieczór do soboty. Mój Boże, umieram z bólu, męki i wstydu jaki odczuwam w głębi duszy. Boję się, że wykrwawię się na śmierć! Mam nadzieję, że Bóg słyszy moje jęki i odwróci tę rzecz ode mnie.''

W latach następnych, szczególnie po zakończeniu drugiej wojny światowej, liczba pielgrzymów przybywających do San Giovanni Rotondo zaczęła nieustannie wzrastać. 16 maja 1947 roku rozpoczęto przygotowania pod budowę Domu Ulgi w Cierpieniu, który został otwarty przez kardynała Lercaro 5 maja 1956 roku. 1 lipca 1959 roku konsekrowano nowy, większy kościół zakonny, a dzień później kardynał Tedeschini koronował obraz Matki Bożej Łaskawej.

W roku 1960 miała miejsce wizyta apostolska. 5 maja 1966 roku - w dziesiątą rocznicę otwarcia Domu Ulgi w Cierpieniu - odbył się Międzynarodowy Kongres Grup Modlitwy. Również na nim obecny był kardynał Lercaro. 20 września 1968 roku był dniem pięćdziesiątej rocznicy otrzymania przez Ojca Pio stygmatów. W San Giovanni Rotondo odbyły się ogromne manifestacje czcicieli Stygmatyka. Kilka dni później - 23 września 1968 roku, w środku nocy, o godzinie 2:30 Ojciec Pio umarł powtarzając słowa: "Jezus, Maryja!".

Jego ciało spoczywa w krypcie pod prezbiterium nowego kościoła. Miejsce to jest celem licznych pielgrzymek z całego świata.
 
W ciągu lat wierni, pielgrzymując z każdej części świata, przybywali do księdza-stygmatyka aby otrzymać od niego wstawiennictwo u Boga. Przez pięćdziesiąt lat w modlitwie, pokorze, i w ofiarnym cierpieniu realizował posłanie miłości. Czynił to w swoich inicjatywach skierowanych w dwu kierunkach: pionowym  ku Bogu poprzez ustanowienie ,,grup modlitewnych'' i poziomym  ku cierpiącej wspólnocie poprzez budowę nowoczesnego szpitala ,,Domu ulgi w cierpieniu''.
p001
 
 
2. BIOGRAFIA św. Ojca Pio
 
25 V 1887 - Grazio i Giuseppie - małżonkom Forgione z Pietrelciny rodzi się drugi syn, któremu nazajutrz na chrzcie św. nadają imię Francesco

1897 - 10-letni Francesco Forgione przyjmuje w swej rodzinnej parafii I Komunię św.

1899 - 12-letni Francesco przystępuje do sakramentu bierzmowania

6 I 1903 - Opuszcza dom rodzinny i wstępuje do nowicjatu kapucynów w pobliskim Morcone.

22 I 1903 - Po odprawieniu rekolekcji przyjmuje kapucyński habit oraz imię zakonne brata Pio (Piusa) z Pietrelciny.

22 I 1904 - Brat Pio, wyróżniający się zdyscyplinowaniem i posłuszeństwem, po ukończeniu nowicjatu składa pierwsze śluby zakonne.

25 I 1904 - Udaje się do zakonnego seminarium w San Elia a Pianisi, by studiować filozofię, a potem do Montefusco gdzie studiuje teologię.

27 I 1907 - Brat Pio składa śluby wieczyste.

19 XII 1908 - Otrzymuje niższe święcenia kapłańskie.

18 VII 1909 - Otrzymuje święcenia diakonatu.

10 VIII 1910 - Zostaje wyświęcony na kapłana w katedrze w Benevento.

1911 - 1916 - Ojciec Pio ze względu na zły stan zdrowia zostaje w Pietrelcinie

1915 - 1918 - Kilkakrotnie, w czasie wojny światowej, powoływany do służby wojskowej i zwalniany z uwagi na zły stan zdrowia.

28 VII 1916 - Przybywa do San Giovanni Rotondo, gdzie pełni obowiązki kierownika duchowego chłopców przygotowujących się do stanu zakonnego.

20 IX 1918 ? Klęcząc przed wizerunkiem Ukrzyżowanego w kościele Matki Bożej Łaskawej w San Giovanni Rotondo Ojciec Pio otrzymuje stygmaty ? pięć ran Chrystusowych

1919 - Pierwsze medyczne badania niezwykłych ran stygmatyzowanego zakonnika. Rozpoczynają się, trwające pół wieku, odwiedziny dostojników kościelnych, dziennikarzy, zakonników, pobożnych pielgrzymów, ludzi niewierzących, pragnących zobaczyć Ojciec Pio i przekonać się osobiście o surowej świętości życia tego zakonnika.

17 VI 1923 - Kongregacja Świętego Oficjum, zajmująca się czystością wiary i obyczajów postanawia nałożyć pewne ograniczenie na kontakty Ojciec Pio "ze światem", by uniknąć niezdrowego rozgłosu wokół jego osoby i czynów. Nakazano mu, między innymi, by Mszę św. odprawiał "prywatnie" o różnych porach; by nie udzielał błogosławieństw wiernym; by nie godził się na pokazywanie stygmatów ani ich całowanie, by nie odpisywał na żadne listy ani sam, ani przez inne osoby.

26 VI 1923 - wskutek żądań wzburzonej ludności Foggii i okolic władze zakonne postanowiły, że Ojciec Pio będzie nadal jak dotychczas odprawiać Mszę św. w kościele.

3 I 1929 - W San Giovanni Rotondo umiera bawiąca w odwiedzinach u syna matka Ojca Pio, Giuseppa Forgione.

9 VI 1931 - Pismo wydane przez Św. Oficjum pozbawia O. Pio prawa do sprawowania wszystkich funkcji kapłańskich z wyjątkiem odprawiania Mszy św. ale bez uczestnictwa innych osób.

l5 VII 1933 - Po licznych wizytacjach dostojników kościelnych, którzy wyjeżdżali z klasztoru San Giovanni Rotondo pod wrażeniem przepojonego modlitwą, cierpieniem i posłuszeństwem życia Ojciec Pio, otrzymał on zezwolenie na odprawianie Mszy św. w kościele i spowiadanie wiernych.

9 I 1940 - Ojciec Pio inicjuje budowę szpitala, który sam nazwał Domem Ulgi w Cierpieniu.

1950 - Powstają utworzone przez Ojciec Pio pierwsze "Grupy Modlitwy", czyli pobożne zrzeszenia wiernych, modlących się wraz ze Stygmatykiem z San Giovanni Rotondo w intencjach Kościoła, z Kościołem i w Kościele

5 V l956 - Uroczyste otwarcie nowoczesnego szpitala. "Powstało nowe dzieło, powiedział Ojciec Pio, które stworzyła Boża Opatrzność posługując się ludźmi. Powstało nowe dzieło, owoc ofiar i wyrzeczeń, które przyczyni się do pomnożenia chwały Bożej i przyniesie ulgę cierpiącym".

1959 - Ojciec Pio zostaje sam uzdrowiony w sposób trudny do wyjaśnienia przez medycynę.

1966 - Coraz bardziej pogarszający się stan zdrowia sprawia, że Ojca Pio otrzymuje zezwolenie na odprawianie Mszy św. "na siedząco". W tym też roku przybywają licznie goście, by uczcić 50 rocznicę pobytu Ojca Pio w San Giovanni Rotondo.

1967 - Ani podeszły wiek (Ojciec Pio ukończył 80 lat), ani cierpienia związane z ciągle otwartymi ranami na dłoniach, stopach i w boku nie przerywają jego posługiwania w konfesjonale. Obliczono, że tylko w ciągu jednego roku wyspowiadał ok. 10 tys. mężczyzn i ok. 15 tys. kobiet.

1968 - Stolica Apostolska uznaje "Grupy Modlitwy" za zrzeszenia religijne.

22.X 1968 - 50 rocznica stygmatyzacji. W tym dniu Ojciec Pio, jak zwykle. odprawił cichą Mszę św. o godz. 5 rano.

22 IX 1968 - Ojciec Pio odprawia ostatnią w życiu Mszę św. dla przedstawicieli "Grup Modlitwy" zebranych w San Giovanni Rotondo z okazji 50 - lecia stygmatyzacji ich Założyciela.

23 IX 1968 - O godz.2.30 rano Ojciec Pio umiera.

Tuż przed śmiercią zaczęły goić się stygmaty, a zdjęcia zrobione tuż po skonaniu ukazują gładką skórę w miejscach, z których przez pół wieku sączyła się krew.

18.12.1997- ogłoszenie Dekretu o heroiczności cnót Ojca Pio

2. 05.1999 - beatyfikacja Ojca Pio

16.06.2002 ? kanonizacja Ojca Pio

Żródło: Grupa Modlitewna Ojca Pio w Nowym Sączu


  O002

p008

p009

 

 

p002

O001

 

O005

 

p004

O007

 

O006

p003

O008

 

O009

 

O010

 

O011

p005

 

p006

O012

p007

 

p011

O013

 

O014

p012

 

p013

O016

 

O018

 

O019

 

O020

 

O021

 

O022

 

O023

 

O024

 

O025

 

 

3. Mistyczne związki Karola Wojtyły z Ojcem Pio.

W podrozdziale tym przyjrzymy się, na podstawie świadectw i dokumentów historii, szczególnej i mistycznej relacji
Papieża z świętym Ojcem Pio.
 
Przepowiednia pontyfikatu???

Wizyta Karola Wotyły w San Giovanni Rotondo, do której doszło w roku 1948 obrosła swoistą legendą. Spotkanie to - jedyne w historii - przez lata było powodem wielu plotek i niedomówień. Powszechnie panuje twierdzenie jakoby zakonnik miał przepowiedzieć w trakcie tego jedynego spotakania ks. Wojtyle, że zostanie w przyszłości papieżem oraz że przeżyje krwawy zamach na Placu św. Piotra. Po 13 maja 1981 roku wiele gazet opublikowało rzekomą przepowiednię, którą w czerwcu 1981 roku zacytował również oficjalny miesięcznik kapucynów " Bolletino dei Cappuccini dItalia" w artykule podpisanym przez o. Egidio Ricucci: " Widzę plamy krwi na twojej białej sutannie", "Będziesz papieżem we krwi", " Zostaniesz papieżem, a twoje panowanie będzie krótkie". Kapucyńska publikacja opierała sie na relacjach, które ukazały sie drukiem, i zawierała również domniemany komentarz, jaki główny zainteresowany miał wygłosić na temat proroctwa: :"Ponieważ nie ma najmniejszej możliwości, bym został papieżem, mogę być też spokojny o całą resztę. Mam swojego rodzaju gwarancję, że nic złego mi się nie stanie". Tak więc podczas krótkiej rozmowy z ks. Karolem Ojciec Pio miał "widzieć" przyszłość i dostrzec strzały na Placu św. Piotra. Jednak jak dalej zobaczymy nie taka była prawda. Dyrektor stacji TeleRadio Padre Pio, Stefano Campanella, w swojej książce "Papież i zakonnik" zrekonstruował z dbałością o szczegóły i wiarygodność świadectw całe przedmiotowe zdarzenie i udało mu się po raz pierwszy ustalić w miarę dokładnie moment, w którym ks. Karol spotkał się ze świętym z Gargano, i inne nieznane wcześniej a niezwykle interesujące okoliczności.

Warto zatrzymać się nad tym spotkaniem dwóch wybitnych mistyków Kościoła XX wieku, poniważ stało się ono początkiem ważnej, tajemniczej relacji, która miała trwać przez wiele lat, chociaż ci dwaj ludzie , ks. Karol i Ojciec Pio, nie mieli się już na tym ziemskim padole nigdy osobiście spotkać. Do owego spotkania, jak już wyżej napisałem doszło w roku 1948, a dokładnie między 29 maraca a 4 kwietnia. Korzystając z ferii na studiach w Rzymie, polski kapłan wybrał się do Gargano. Dzięki dr Wandzie Półtawskiej, która zapytała o to wprost samego papieża, Stefano Campanella otrzymał notatkę podyktowaną przez papieża i przez niego podpisaną, która szczegółowo rekonstruuje przebieg tej wizyty. Księdzu Wojtyle towarzyszył nieco młodszy kolega ze studiów, kleryk, ks. Stanisław Starowieyski, który wraz z nim przyjechał na studia z Krakowa i podobnie jak on mieszkał w kolegium Belgijskim w Rzymie. Ów kolega, niezwykły świadek pierwszego i ostatniego spotkania Karola Wojtyły ze świętym Ojcem Pio, pełnił swoją duszpasterską posługę w Brazylii, gdzie zmarł w 1986 roku.

Tak więc, Ks. Karol postanowił udać się do San Giovanni Rotondo w celach ukazanych w zapiskach, w których posiadanie wszedł wspomniany już dziennikarz Stefano Campanella: " Aby zobaczyć Ojca Pio i uczestniczyć w jego mszy świetej i, jeśli to możliwe, żeby się u Niego wyspowiadać". Jenakże Campanella podaje jeszcze inny, dodatkowy, a bardzo prawdopdobny powód. Wiadomo, że w lipcu 1947 roku ks. Karol zdał egzamin licenjacki z teologii, otrzymując maksymalną ocenę, jak również, że zaczął już wówczas pracować nad doktoratem. Jego temat jest znany: doktryna wiary wg św. Jana od Krzyża, mistyka i wielkiego mistrza duchowości. " Być może wśród wielu powodów podróży ks. Karola do regionu Puglia - pisze w swojej rzetelnie udokumentowanej książce Camanella - była również chęć poznania żyjącego mistyka, którego sława świętości roznosiła się po świecie. Należy tu również, podać inną, także możliwą przyczynę przyjazdu do San Giovanni Rotondo ks, Karola. Mianowicie, jak opisuje to kard. Andrzej Maria Deskur, wielki przyjaciel Wojtyły, przyszły papież w momencie przyjęcia święceń kapłańskich otrzymał szczególny dar, dar "modlitwy wlanej", co oznacza " przyzwolenie, aby Duch cię prowadził ... za pomocą objawień i wewnetrznego dialogu, z tej intymnej relacji z Bogiem wszystko bierze początek". W związku z tym nie można wykluczyć, że i ten motyw kierował ks. Wojtyłą, kiedy postanowił poznać Ojca Pio - że, został on w pewien sposób "wezwany" do San Giovanni Rotondo.

Ks.Karol i Stanisław przyjechali do miasteczka w Apulii pociągiem, tym samym środkiem lokomocji, którym przybyli z Krakowa do Rzymu. Dotarli do Gargano wieczorem w któryś dzień w Oktawie Wielkanocy. Wojtyła, jak sam stwierdza we własnoręcznie pisanej relacji, zdołał "zamienić kilka słów" z zakonnikiem naznaczonym stygmatami. "Kilka słów", nic więcej. Zapewne mistyk pokroju Ojca Pio mógłby przekazać w krótkich słowach swoje "proroctwo", jak jednak się okazuje - tak nie było. Następnego dnia rankiem, jeszcze przed wschodem słońca ks. Karol i jego towarzysz czekali na rozpoczęcie mszy świetej sprawowanej przez Ojca Pio w kościółku Matki Bożej Łaskawej. Jak opisuje Campanella Wojtyła uczestniczył "we mszy świętej , która trwała długo i w czasie której widziało sie na Jego twarzy (Ojca Pio), że On głeboko cierpi, Jego ręce sprawujące Eucharystię - miejsca stygmatów były przesłonięte czarną przepaską". Wraz z innymi Wojtyła doświadczył owego szczególnego przekonania, "że ofiara samego Chrystusa, ofiara bezkrwawa, a równoczesnie te krwawe rany na rękach kazały mysleć o całej tej ofierze, o Ukrzyżowanym ".W jego pamięci odcisnęła się osoba zakonnika: " jego postać, jego obecność, jego słowa". Było to wrażenie wspólne dla wszystkich, którzy mieli możność uczestniczenia we mszy, celebrowanej przez świętego kapucyna zawsze z oddaniem, pobożnością i zaangażowaniem, tak iż nikt nie mógł pozostać obojętnym. Po mszy świętej ks. Karol wyspowiadał się u zakonnika zgodnie z pragnieniem , z jakim przybył z Rzymu. Papież powiedział o tym publicznie podczas uroczystości kanonizacyjnych Ojca Pio w Rzymie, w słoneczną czerwcowa niedzielę 2002.

Jan Paweł II podczas kanonizacji kapucyna stwierdził: "Ojciec Pio był hojnym szafarzem Bożego Miłosierdzia, stając się dyspozycyjnym dla wszystkich poprzez otwartość, kierownictwo duchowe, a szczególnie przez sprawowanie sakramentu pojednania.Także i ja, będąc młodym kapłanem, miałem przywilej skorzystać z jego dyspozycyjności wobec penitentów. Posługa konfesjonału, która stanowi jeden z charakterystycznych rysów jego apostolstwa, przyciągała niezliczone rzesze wiernych do klasztoru w San Giovanni Rotondo. Nawet wtedy, gdy ten szczególny spowiednik traktował pielgrzymów z pozorną surowością, kiedy tylko zdawali sobie sprawę z ciężaru grzechu i okazywali szczerą skruchę, prawie zawsze powracali w przynoszące pokój objęcia sakramentalnego przebaczenia".

Jak zasygnalizowaliśmy juz wcześniej, nazajutrz po zamachu na Placu św. Piotra, w którym Jan Paeł II został ciężko ranny, tak że jego życie było w wielkim niebezpieczeństwie, pojawiły się głosy mówiące o rzekomym proroctwie wypowiedzianym przez Ojca Pio w San Giovanni Rotondo w 1948 roku dotyczącym przyszłości Karola Wojtyły. Mówiono także i pisano, że epizod ten nie został nigdy oficjalnie zdementowany ani potwierdzony przez Watykan, ani przez samego zainteresowanego, a i tak ta informacja krąży i bywa cytowana. W rzeczywistości jednak, jak się później okaże, sam Papież autorytatywnie zaprzeczył tym rewelacjom. Z pewnością fakt, że Ojciec Pio nie wypowiedział przypisywanych mu słów podczas swojego jedynego spotkania z młodym ks. Wojtyłą nie oznacza, że nie wypowiedział ich w ogóle. Zakonnik mógł wyjawic proroctwo któremuś ze swoich współbraci, a nie samemu zainteresowanemu, chociaż w tym momencie nie ma potwierdzenia tej wersji.

Wróćmy jednak do sprostowania. Pierwszy raz o słynną przepowiednię zapytał Jana Pawła II o. Flavio Roberto Carraro, biskup Arezzo, a następnie Werony, który był wówczas generałem Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Przeczytajmy, co pisze ów zakonnik w świadectwie przesłanym do wicepostulatora procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego Ojca Pio, o. Gerardo Di Flumeri, które włączono do akt procesowych: " Nasz kochany brat i wielki Postulator Generalny, Ojciec Bernardino Romagnoli, powiedział mi pewnego dnia: Wiele sie mówi na temat proroctwa Ojca Pio, w którym miał przepowiedzieć Papieżowi jego pontyfikat; chciałbym wiedzieć, czy to prawda. Czy Ojciec ma możliwość uzyskania informacji w tej sprawie ?". Wysłuchałem pytania z zainteresowaniem. Zresztą i ja również chciałem znać prawdę, a trafiła się właśnie wspaniała okazja, by o to zapytać samego Papieża. Było to 2 lutego 1984 roku. Ojciec Święty przybył z wizytą do parafii św. Hipolita, którą obsługiwali nasi współbracia z Turynu. Byłem obecny na tym spotkaniu. Gdy zakończył się program duszpasterski, Ojciec Święty zatrzymał się w domu naszych braci na krótki odpoczynek i małą przekąskę. Papież dobrotliwie żartował sobie z długiej, falistej i siwej brody Brata Luigiego... i prowadził z nami luźne rozmowy. Kontynuowaliśmy konwersację, mówiąc o niektórych naszych Świętych i o Ojcu Pio. Był to opatrznościowy moment; przypomniałem sobie prośbę Ojca Bernardino i ośmielony dobrotliwością Ojca Świętego powiedziałem: "Wasza Świątobliwość, nie chciałbym być niedyskretny, czy mogę jednak zadać jedno pytanie dotyczące Ojca Pio?. Ojciec Święty skinął głową. Pojawiają sie głosy, że gdy Wasza Świątobliwość był z wizytą u Ojca Pio, on przepowiedział Waszej Świątobliwości, że będzie Papieżem. Nie, to napweno nie! ...- odpowiedział Ojciec Święty, przedłużając >, a po krótkiej przerwie dodał : To prawda, że prosiłem go o modlitwę w intencji pewnej ciężko chorej kobiety, która teraz jest zdrowa ...Ale pontyfikat - nie.

Drugie dementi miało miejsce kilka lat później, w 1987 roku, w czasie wizyty Jana Pawła II w San Giovanni Rotondo. W aktach procesu kanonizacyjnego czytamy: "Podczas wizyty apostolskiej w San Giovanni Rotondo, w maju 1987 roku, Ojciec Święty Jan Paweł II zamieszkał w Domu Ulgi w Cierpieniu. Podczas kolacji prezes szpitala, J.E. Riccardo Ruotolo, otwarcie zapytał o to Papieża. Odpowiedź była negatywna" . Szczegóły tej rozmowy przedstawił ks. prałat Ruotolo, który został później biskupem pomocniczym Manfredonii, w wywiadzie udzielonym Stefano Campanellemu i zamieszczonym w książce pt. " Papież i zakonnik". "Chciałem zapytać Ojca Świętego o to, o co rano pytali mnie dziennikarze: Czy to prawda, że Ojciec Pio przepowiedział Ojcu Świętemu, że bedzie Papieżem i że niestety bedzie cierpiał, ponieważ widział krew w jego przyszłości?. Papież był precyzyjny: Mówiłem to również poprzednio (mówił to wcześniej kapucynom) nie powiedział mi tego.

Ostatnie świadectwo, którego nie opublikowano aż do śmierci Jana Pawła II, przekazał Campanellemu kard. Andrzej Maria Deskur, osobisty przyjaciel i kolega ze studiów Ojca Świętego, od czasu konklawe w 1978 roku przykuty do wózka inwalidzkiego z powodu wylewu: " Nie mówił tego do mnie, lecz powiedział w mojej obecności innemu polskiemu biskupowi, który go zapytał: Ojcze Święty, mówi się, że Ojciec Pio przewidział Ojca męczeństwo i pontyfikat, czy to prawda?. Nie - powiedział - to absolutnie nieprawdziwe. Z Ojcem Pio rozmawialiśmy jedynie o jego stygmatach. Zapytałem go tylko, który ze stygmatów sprawia mu największy ból. Byłem przekonany, że to ten w sercu. Ojciec Pio bardzo mnie zaskoczył mówiąc: "nie najbardziej boli mnie ten na ramieniu, o którym nikt nie wie, i który nie jest nawet opatrywany. Ten stygmat sprawia największy ból". Fakt wyjawiony przez kard. Deskura jest prawdziwą rewelacją. Stefano Campanella pisze: O tej ranie Ojca Pio właściwie nikt nie wiedział, aż do jego śmierci. Nic nie wiadomo o tym, by komukolwiek o tym mówił, za wyjątkiem przyszłego Papieża, lub by zostawił o niej jakieś świadectwo albo przynajmniej jakąś pisemną wzmiankę.Jedynie raz Ojciec Pio zwierzył się swojemu ziomkowi, świeckiemu bratu Modsetino Fucci, że jednym z największych jego cierpień był ból, którego doświadczał, gdy zmieniał podkoszulek. Sam brat Modestino opowiada, że ta rozmowa z przyszłym świętym odbyła się przed celą nr 5 klasztoru w San Giovanni Rotondo, w której stygmatyk mieszkał najdłużej. Brat Modestino nie pojął wówczas znaczenia słów Ojca Pio, myślał że chodzi o ból rany, która Ojciec Pio miał na żebrach. Zrozumiał je dopiero w trzy lata po śmierci świętego z Gargano, 4 lutego 1971 roku. Wtedy to gwardian klasztoru powierzył mu zadanie zapieczętowania w odpowiednich celofanowych pojemnikach odzieży Ojca Pio i wszystkich przedmiotów jego osobistego użytku. Wówczas trafił do jego rąk wełniany podkoszulek używany przez zmarłego zakonnika, na którym zauważył  "widoczny, okragły ślad krwawej wybroczyny, o średnicy około 10 cm, na prawym ramieniu, blisko obojczyka. Silny ból w czasie zmiany podkoszulka, na który skarżył sie Ojcie Pio, mógł pochodzić właśnie od tej tajemniczej rany, o której nikt nie wiedział. Brat Modesto przypomniał sobie w tym momencie, że czytał kiedyś "modlitwę na cześć rany znajdującej się na ramieniu naszego Pana, którą spowodowało twarde drzewo krzyża. Odkryło ono trzy najświętsze kości, co powodowało straszliwy ból". Zatem skoro Ojciec Pio odczuwał cały ból męki Chrystusa, niewykluczone jest, że cierpiał również z powodu bólu pochodzącego z rany na ramieniu. Brat Modestino opowiedział o tym ojcu Pellegrino, przez długi czas towarzyszacemu stygmatykowi, który przypomniał sobie, że "pomagając wielokrotnie Ojcu przy zmianie wełnianego podkoszulka, który nosił, prawie zawsze zauważał, raz na prawym a raz na lewym ramieniu, krwawą okragłą wybroczynę". Jednak brat Modestino nie był do końca przekonany co do swojego odkrycia. Potrzebował jeszcze jakiegoś potwierdzenia... "Wieczorem, przed zaśnięciem, z wielką wiarą pomodliłem się do niego następująco: Drogi Ojcze, jeżeli naprawdę miałeś tę ranę na ramieniu, daj mi jakiś znak na potwierdzenie tego, a następnie poszedłem spać. Dokładnie o godzinie piewszej pięć w nocy, gdy spokojnie spałem, obudził mnie niespodziewany silny ból ramienia. Miałem wrażenie, jakby ktoś nożem odciął mi ciało, odsłaniając obojczyk. Gdyby ten ból trwał jeszcze przez kilka minut, chyba bym umarł. Jednocześnie usłyszałem głos, który mi powiedział: Ja tak cierpiałem!. Intensywny zapach otoczył mnie i wypełnił całą celę. Czułem jak moje serce wypełnia Miłość Boża. Doświadczyłem jeszcze innego dziwnego uczucia: pozbawienie mnie tego strasznego cierpienia było jeszcze bardziej bolesne. Ciało chciało je odrzucić, lecz dusza w niewyjaśniony sposób, pragnęła go. Ból był ogromny, lecz zarazem niesamowicie słodki. Wtedy zrozumiałem, że Ojciec Pio oprócz stygmatów na rękach, stopach i boku, a także biczowania i koronowania cierniem, był nowym Cyrenejczykiem, który przez lata pomagał Jezusowi nieść krzyż naszego ubóstwa, naszych win i naszych grzechów. Na tym podkoszulku znajdował się tego niezatarty ślad. O tej ranie, jak wyjaśnia Stefano Campanella, zaczęto mówić publicznie dopiero w 1987 roku podczas kongresu poświęconego stygmatom Ojca Pio, który odbył się w dniach 16 - 20 września w San Giovanni Rotondo. W każym razie o ranie na ramieniu Ojca Pio, ktorej istnienie wyszło na jaw w 1971 roku, od 1948 roku wiedział tylko ks. Karol Wojtyła. Wyobrażano sobie, że święty z Gargano roztoczył przed polskim kapłanem wizję na temat jego przyszłości, a tym czasem w prywatnej rozmowie stygmatyk wyjawił mu istnienie owej rany, o której nigdy nikomu nie powiedział. Z tej rekonsrukcji widać wyraźnie, że Ojciec Pio "widział" coś w Wojtyle. W San Giovanni Rotondo doszło do spotkania dwóch mistyków. Chociaż zakonnik nie przepowiedział Karolowi Wojtyle pontyfikatu, intuicyjnie wyczuwał on, że ów młody ksiądz odegra decydującą rolę w przyszłej historii Kościoła. Tylko w ten sposób można wytłumaczyć zwierzenie, w innym przypadku bezpodstawne, jakie święty z Gargano uczynił swojemu gościowi, po raz pierwszy i ostatni spotkanemu właśnie kilka dni po Wielkanocy w 1948 roku.

Stefano Campanella, w drugim wydaniu swojej książki "Papież i zakonnik" przedstawia ważne świadectwo potwierdzające swoistą wyjątkowść relacji łączącej świętego z Gargano z Janem Pawłem II. Campanella pisze, że kiedyś ukochana duchowa córka Ojca Pio, Cleonice Morcaldi, zwróciła siś do niego z pytaniem (takim samym jakie zadał Wojtyła), jaka rana spawia mu największy ból i cierpienie. Odpowiedź jednak była inna, mianowicie Ojciec Pio nie powiedział jej nic o ranie na ramieniu, ograniczając się do stwierdzenia, że wielki ból sprawiają mu rany na głowie. Zatem jak widać, jedynym, który dostąpił przywileju poznania owej ukrytej rany, o której nie wiedzieli nawet najbliżsi duchowi synowie i córki kapucyna, był ks. Karol Wojtyła. Podobne doświadczenie zgodnie z tradycją pobożności ludowej spotkało św. Bernarda z Clairveaux. Święty zapytał na modlitwie Jezusa, jakie było jego największe fizyczne cierpienie podczas męki drogi krzyżowej (podobne pytanie zadali Wojtyła i Morcaldi świętemu z Gargano). "Została mu udzielona następująca odpowiedź: Miałem ranę na ramieniu, spowodowaną dźwiganiem krzyża, na trzy palce głeboką, w której widniały trzy odkryte kości. Sprawiła Mi ona większe cierpinie i ból anieżli wszystkie inne. Ludzie mało o niej myślą, dlatego jest nieznana, lecz ty staraj się objawić ją wszystkim chrześcijanom całego świata. Wiedz, że o jakąkolwiek łaskę prosić Mnie będą przez Tę właśnie Ranę, udzielę jej. I wszystikm, którzy z miłości do tej Rany uczczą Mnie odmówieniem codziennie trzech "Ojcze nasz" i trzech " Zdrowaś Maryjo", daruję grzechy powszednie, ich grzechów ciężkich pamiętać nie będę i nie umrą nagłą śmiercią, a w chwili konania nawiedzi ich Najświętsza Dziewica i uzyskają łaskę i zmiłowanie Moje".

Kardynał Giuseppe Siri tak powiedział o Ojcu Pio: " Stygmatami, które nosił, a także innymi cierpieniami fizycznymi i duchowymi Ojciec Pio kieruje uwagę ludzi ku Ciału Chrystusa jako narzędziu zbawienia ...Jet to prawda tak ważna, że ilokroć w ciągu wieków ludzie o niej zapominali lub próbowali ją wypaczyć, Bóg interweniował przez niezwykłe wydarzenia, znaki i cuda. W naszych czasach istnieje ogromna pokusa, by przeczyć realności Ciała Chrystusa. I Bóg posłał nam tego człowieka z zadaniem przywołania nas do prawdy."

W świetle epizodu o ukrytej ranie, który wskazuje na szczególną więź łączącą obydwu mistyków, można teraz powrócić do słynnej /i zdementowanej/ przepowiedni na temat pontyfikatu.. Wszyscy wiemy, że Ojciec Pio posiadał nadprzyrodzone dary, a rozmowa o stygmatach, której punktem kulminacyjnym stało się ujawnienie przez zakonnika istnienia ukrytej i nieznanej rany, jest interesującą wskazówką, podobnie jak fakt, że dyrektor " Gazzeta del Mezzogiorno" Giuseppe Giacovazzo dowiedział sie o proroctwie przed zamachem na Placu św. Piotra, a nie po nim. Campanella tak to opisuje: "Czy kiedykolwiek miało miejsce proroctwo wypowiedziane przez Ojca Pio i czy wypowiedział on je bezpośrednio przyszłemu Papieżowi, czy też komuś innemu? Być może komuś obecnemu w San Giovanni Rotondo w kwietniu 1948 roku ... Jan Paweł II bowiem trzy razy precyzyjnie odpowiedział /zaprzeczając temu/, gdy chciano się dowiedzieć, czy stygmatyzowany Brat jemu przepowiedział pontyfikat. Nie można przecież wątpić w słowa Papieża".

Campanella rekonstruuje również ostatni szczegół, któremu z pewnością nie można przypisywać przesadnie dużego znaczenia, ale który pokazuje, że już w 1948 roku Ojciec Pio "dostrzegał" coś ważnego w przyszłości młodego polskiego księdza. O tym epizodzie opowiedział naoczny świadek, przebywający wówczas w San Giovanni Rotondo ks. Pierino Galeone, duchowy syn i współpracownik Ojca Pio. Kiedy ks. Wojtyła znajdował się jeszcze po mszy w kościółku konwentu w San Giovanni Rotondo, stygmatyk "póścił" oko do ks. Galeone, wskazując mu wzrokiem polskiego kapłana. Ks. Galeone nie zrozumiał wówczas, o co chodzi, ale podszedł do ks .Karola Wojtyły i zapytał: " Czy mogę księdzu w czymś pomóc?".

Okruchy, wspomnienia, szczegóły, wrażenia ... Mamy prawo zapytać, dlaczego święty z Gargano zwrócił szczególną uwagę na ks. Wojtyłę i dlaczego czternaście lat później, kiedy już wtedy biskup Wojtyła poprosił go, by modlił się o cud, Ojciec Pio odpowiedział, że "jemu nie można odmówić". Fakt ten niezbicie udokumentowany i pewny, może oznaczać i oznacza tylko jedno: Ojciec PIo coś "zobaczył", spotkał się z kimś, kto miał stać się jedną z największych postaci Kościoła XX wieku i kto miał wiele dlań wycierpieć....Przyszłemu Papieżowi nic na ten temat Ojciec Pio nie powiedział, ale może komuś innemu wspomniał o przyszłości kapłana, o którym w 1948 roku nikt nie mógł nawet przypuszczać, że zasiądzie na stolicy św. Piotra w Rzymie.

 

Prośba bp Wojtyły ws ciężko chorej Wandy Półtawskiej ...

Jest rok 1962, w którym wydarzył się "cud", o który prosił bp Wojtyła w liście napisanym po łacinie i doręczonym Ojcu Pio. W tym czasie bp Karol Wojtyła był z urzędu uczestnikiem Soboru Watykańskiego II w Rzymie. Był dokładnie 17 listopada 1962 roku. Prace soborowe nabierały rozmachu i stało się jasne, że II Sobór Watykański prędko się nie skończy. Tego ranka przed śniadaniem bp Wojtyła oderwał się od lektury materiałów soborowych. Wyjął z teczki arkusz z nagłówkiem "Curia Metropolitana Cracoviensis", papier listowy krakowskiej kurii, którą w tym czasie de facto kierował. Rozpoczął pisanie listu po łacinie, w języku liturgii Kościoła katolickiego. A oto polskie tłumaczenie:

"Wielebny Ojcze,
proszę o modlitwę w intencji czterdziestoleteniej matki czterech córek z Krakowa w Polsce (podczas ostatniej wojny przebywała pieć lat w obozie koncentracyjnym w Niemczech), obecnie ciężko chorej na raka i będącej w niebezpieczeństwie utraty życia: aby Bóg przez wstawiennictwo Najświętszej Dziewicy okazał swoje miłosierdzie jej samej i jej rodzinie.
W Chrystusie bardzo zobowiązany
+Karol Wojtyła
Biskup Tytularny Ombi
Wikariusz Kapitulny Krakowa w Polsce".

Po napisaniu tego listu bp Wojtyła obracał go w rękach. Był przekonany, że wybrał słuszną drogę, zwracając się do Ojca Pio. List ten bp Wojtyła powierzył dostarczyć do adresata swojemu serdecznemu koledze jeszcze z seminarium bp Andrzejowi Deskura pracującemu w Kurii Rzymskiej. Jednak bp Deskur przebywał akurat w tym czasie w szpitalu i przekazał misję swemu przyjacielowi, bp Guglielmo Zannoniemu. Ten zaś był zaprzyjaźniony z pewnym świeckim Angelo Battistim, który bardzo dobrze znał Ojca Pio. A zatem Battisti otrzymał list, nic nie wiedząc o jego treści a tym bardziej o jego nadawcy. List dotarł do niego przed południem, tego samego dnia, tj. 17 listopada 1962 roku. Następnego dnia tj. 18 listopada 1962 roku, Battista dotarł do San Giovanni Rotondo i pierwszą rzeczą jaką zrobił było wręczenie listu Ojcu Pio. Co wówczas się stało?. Jak opisuje Battista " Ojciec Pio kazał mi list otworzyć i przeczytać". " Byłem zdziwiony. Ten list nie miał nic w sobie wyjątkowego. Był jak wiele innych listów, które Ojciec Pio otrzymywał każdego dnia od osób proszących o jego modlitwę". Zakonnik słuchał w milczeniu, a potem wyszeptał bardzo znaczące zdanie, przekazane przez samego Battistę: " Angelino, jemu nie można odmówić!". Ojciec Pio nie przygotował pisemnej odpowiedzi dla biskupa Wojtyły ws tego listu, powiedział tylko Battistiemu: "Powiedz mu, że będę się bardzo modlił w intencji tej mamy". " Wsiadłem do samochodu, by wrócić do Rzymu - opowiada Battisti. W czasie podróży nie przestawałem myśleć na tym zdaniem Ojca Pio. Znałem go od lat. Przywykłem oglądać niesłychane rzeczy, jakie działy się wokół jego osoby. Wiedziałem, żę każde jego słowo maiało głęboki sens. Wciąż zadawałem sobie pytanie: <>? Kim jest ów polski biskup? Pracowałem w Sekretariacie Stanu, lecz nigdy o nim nie słyszałem. A przecież Ojciec Pio darzył go dużym szacunkiem, skoro wypowiedział zdanie wyraźnie wskazujące, że to osoba bardzo dla niego ważna. Dlaczego? Po przyjeździe do Rzymu pytałem moich współpracowników, czy znają bp. Wojtyłę, lecz nikt nigdy nie słyszał tego nazwiska".

Przenieśmy się na chwilę w tym czasie do Polski i posłuchajmy relacji o wydarzenich z ust głównej bohaterki Wandy Półtawskiej. " Leżałam w szpitalu, czekając na zabieg, który miał przedłużyć moje życie jeszcze o rok, do czasu wystąpienia przeżutów. Zgodziłam się na operację, aby wykorzystać wszystkie metody, jakie nauka miała do dyspozycji: moje dzieci były jeszcze małe i uważałam za swój obowiązek żyć możliwie jak najdłużej. Jednak ostatnie badanie zrobione tuż przed operacją wykazało, że nowotwór zniknął, a zatem odwołano operację". Wszystko to wydarzyło się 21 listopada 1962 roku!!!  "Kilka dni wcześniej profesor, który mnie prowadził, wyjaśnił mi, że istnieje pięć procent szans, że to nie jet rak. Jednak należało zrobić operację, żeby to stwierdzić. Wiązałam więc swój powrót do zdrowia z owymi pięcioma procentami. Wróciłam do domu i wówczas dopiero dowiedziałam się o liście wysłanym przez bisupa Wojtyłę do Ojca Pio. A więc to był cud? Widać było, że moja sytuacja, mój stan kliniczny nagle całkowicie się zmienił, ale mysleć o cudzie ... to było zbyt wielkie! Starałam się nie zadawać zbyt wielu pytań i zapomnieć o całej sprawie".

Jak widzimy, Wanda Półtawska mogła wrócić ze szpitala do domu zupełnie zdrowa. Nie była potrzebna żadna operacja. Jej mąż Andrzej czuł się w obowiązku powiadomić o tym fakcie także bp. Wojtyłę. Wysłał więc do niego drugi telegram na adres Kolegium Polskiego w Rzymie, w którym tym razem były same radosne nowiny. Wzruszony Wojtyła od razu pogrążył się w modlitwie dziękując Bogu i Maryi za tę wielką łaskę ...Był 28 listopada 1962 roku. Tak więc minęło 11 dni od czasu napisania pierwszego listu. Bp Wojtyła jeszcze raz wyciągnął z teczki arkusz papieru listowego i napisał kolejny list do Ojca Pio:

"Wielebny Ojcze,
kobieta z Krakowa w Polsce, matka czterech córek, dnia 21 listopada, jeszcze przed operacją chirurgiczną, niespodziewanie odzyskała zdrowie. Bogu nich będą dzięki. Także Tobie, Wielebny Ojcze, serdecznie dziękuję w imeniu jej własnym, jej męża i całej rodziny.
W Chrystusie
+ Karol Wojtyła
Wikariusz Kapitulny Krakowa
Rzym, 28 XI 1962".

Również drugi list podobnie jak pierwszy, został powierzony przez bp Deskura Zannoniemu i 29 listopada 1962 roku, w dzień po napisaniu, trafił do rąk Angelo Battistiego. Dwie doby później, w sobotę 1 grudnia 1962 roku, watykański sekretarz wręczył kopertę Ojcu Pio. Tak jak poprzednio, kapucyn poprosił Battistiego, aby otworzył i przeczytał list. Słuchał w milczeniu, a potem powiedział: "Bogu niech będą dzięki". Na biurku Ojca Pio leżał jeszcze pierwszy list bp. Wojtyły. Kapucyn wziął go do reki i wręczył Battistiemu, mówiąc: "Angiolino, zachowaj te dwa listy, pewnego dnia nabiorą one wielkiego znaczenia" Nic więcej nie wyjaśnił, nic już nie dodał.
O015

Wiemy zatem tylko, że stygmatyk powierzył obydwa listy od bp Wojtyły - Battistiemu. Sam administrator Domu Ulgi w Cierpieniu jakiś czas później, kiedy kapucyn zdał sobie sprawę ze zbliżającej się śmierci, pomógł Ojcu Pio zniszczyć całą jego prywatną korespondencję. W świetle tego faktu, przekazanie wcześniej dwóch listów bp Wojtyły - Battistiemu, czego on sam wówczas nie rozumiał, podobnie jak zadanie: " Jemu nie można odmówić", nabiera więc w pewnym sensie profetycznego znaczenia. Dzięki temu, że przechował owe dwa listy zredagowane po łacinie przez nieznanego wówczas młodego polskiego biskupa, nie uległy one zniszczeniu i ujrzały światło dzienne.

Przenieśmy się teraz na chwilę do Krakowa , do cudownie ocalonej żony i matki - Wandy Półtawskiej. W drugim przepełnionym wdzięcznością liście krakowski biskup, jak widzieliśmy, dziękuje także w jej imieniu, ona nic wówczs jeszcze nie wiedziała o całej sprawie a tym bardziej nie znała stygmatyka z San Giovanni Rotondo. W wywiadzie nagranym w dniu 21 lutego 2002 roku przez dziennikarza Stefano Campalla - Wanda Półtawska opowiedziała o późniejszych wydarzeniach i potwierdziła, że do momentu, kiedy dowiedziała się o listach bp Wojtyły, nie słyszała o świętym z Gargano: " Zapytałam go, kim jest Ojciec Pio. Nie wiedziałam nawet, że istnieje taki kapucyn, ponieważ Polska w tym czasie była komunistyczna i nie mieliśmy żadnych kontaktów z zagranicą. Nie wiedzieliśmy zatem nic o tym, co się działo we Włoszech". Jak widzimy, główna bohaterka wydarzeń, nieświadoma tej specjalnej łaski, o którą bp Wojtyła dla niej prosił i którą uzyskał od stygmatyka z Gargano, w wywiadzie udzielonym Dominikowi Morawskiemu dla dziennika "Avvenire" w sobotę 1 maja 1999 roku, w przededniu beatyfikacji Ojca Pio, dodała kolejne szczegóły: " Szczęśliwym zbiegiem okoliczności kilka lat później, w maju 1967 roku, mogłam pojechać do San Giovanni Rotondo".

Ów " szczęśliwy zbieg okoliczności" był związany z problemami z kręgosłupem spowodowanymi wypadkiem podczas pobytu w obozie koncentracyjnym. Za czasów reżimu komunistycznego paszporty dostawali tylko członkowie partii komunistycznej. Jednak dr Półtawskiej udało się uzyskać paszport z wizą amerykańską, by mogła się udać na zabieg chirurgiczny do Honolulu. Wracając z tej długiej podróży, zatrzymała się w Rzymie, gdzie przebywał także abp Wojtyła, który kilka tygodni później otrzymał z rąk Pawła VI biret kardynalski. To on właśnie doradził kobiecie, by udała się do Ojca Pio w San Giovanni Rotondo. Tak wizytę tę opisuje Wanda Półtawska: " Znalazłam się blisko ołtarza, skąd mogłam widzieć, jak Ojciec Pio celebruje mszę świętą. Odprawiał na siedząco, miał na rękach rękawiczki, a w momencie podniesienia Hostii zauważyłam na bandażach czerwone plamy. Jednak nie to mną wstrząsnęło, lecz sposób, w jaki ów zakonnik staruszek odprawiał Eucharystię. Po raz pierwszy odczułam ją jako ofiarę krwawą. Widziałam w Ojcu Pio odbicie nieskończonego cierpienia zabijanego baranka: perlisty pot na czole, drżące dłonie i twarz tchnąca wielkim bólem, jako lekarz mogę być tego pewna. Po skończonej mszy Ojciec przechodził do zakrysti. Kiedy zbliżał sie do grupy osób, które na niego czekały, zatrzymał się i zdecydowanie podszedł do mnie. Uśmiechnął się do mnie, pogłaskał mnie po głowie i zapytał, patzrąc mi prosto w oczy: . To spojrzenie odtąd mi towarzyszy i nigdy go nie zapomnę. Zrozumiałam wtedy, że mnie rozpoznał i że to dzięki jego wstawiennictwu mój przypadek znalał się w owych pięciu procentach. Wróciłam do Polski z poczuciem, że znalazłam mojego świętego, tego, który zawsze będzie nade mną czuwał"." Od tego momentu Ojciec Pio zmienił moje życie. teraz nazywam Ojca Pio <>. Jest mój. Towarzyszy mi w każdej podróży. Otacza mnie opieką".

Wanda Półtawska opowiada jeszcze inny nie mniej ciekawy przypadek, jaki przeżyła ...Pewnego dnia jedna kobieta poprosiła ją, aby odwiedziła jej ciężko chorą siostrę. " Kiedy poszłam do tej kobiety, ona mi powiedziała: . Nie wiem, jak jej to powiedział, ale faktem jest, że tam byłam". Kobieta została szybko przewieziona do szpitala u poddana udanej operacji. " Nie da się opisać wszystkiego - dodaje Półtawska - co wydarzyło się podczas mojej trzydziestoletniej znajomości z Ojcem Pio. I o ile nie należy ulegać złudzeniom i dopatrywać się wszędzie cudów, to jest także bardzo ważne, by nie niszczyć źle pojętą racjonalnością jednej z najpiękniejszych i najbardziej pocieszających życiowych prawd: jesteśmy jakby zanurzeni w opatrznościowej dobroci Boga, w Jego miłości do stworzenia, którą święci przeżywali w pełni".

Ta cała dotychczas opisana historia, jakby z baśni, nieprawdziwa .... miała swój dość zaskakujący epilog. Rok po wizycie Wandy Półtawskiej w San Giovanni Rotondo Ojciec Pio umarł. Angelo Batistti umieścił obydwa listy, nie przywiązując do nich szczególnej wagi, w dużej kopercie i złożył w szufladzie biurka. Onalazł je /przypadkiem?/ w stercie papierów szesnaście lat później, w październiku 1978 roku, szukając jakichś dokumentów dotyczących szpitala w San Giovanni Rotondo. Kilka dni wcześniej Kościół przeżył epokowy przełom. Jan Paweł I, pokorny Papież uśmiechu, następca Pawła VI, odszeł do Pana po trwającym zaledwie trzydzieści trzy dni pontyfikacie. Kardynałowie zebrani na konklawe, dnia 16 października 1978 roku wybrali nowego papieża, którym po raz pierwszy od pięciuset lat został nie Włoch, ale Polak. Był to kardynał Karol Wojtyła, arcybiskup krakowski, kardynał z zażelaznej kurtyny. Młody prawie nikomu nieznany polski dostojnik, który napisał owe dwa "tajemnicze" listy do Ojca Pio, przeszdł długą i ciężką drogę zanim zasiadł na tronie piotrowym w Rzymie...

Zastanówmy się więc, czy był to zatem tylko przypadek, że właśnie w tych dniach sekretarz Stolicy Świętej - Angelo Battisti onalazł obydwa listy? Być może ... Z pewnością, otwierając zakurzoną kopertę i przebiegając wzrokiem nieco pożółkłe kartki, Battisti zrozumiał wreszcie sens zdania wypowiedzianego przez Ojca Pio pod nosem z wyraźnym apulijskim akcentem: " Angelino, jemu nie można odmówić". Święty z Gargano "widział" wszystko. "Wiedział", że prośba napisana na papierze kurii krakowskiej pochodziła od kogoś, komu nie można było odmówić; od kogoś, kto kiedyś zostanie papieżem; papieżem, który najpierw ogłosił błogosławionym, a potem świętym Ojca Pio z Pietrelciny.

Kontakt Jana Pawła II z Ojcem Pio nie ograniczył się jedynie do prośby o modlitwę o zdrowie Wandy Półtawskiej. Świadczy o tym inny list wysłany przez Karola Wojtyłę do kapucyna z San Giovanni Rorondo kilka dni przed otrzymaniem przez niego nominacji na arcybiskupa krakowskiego. Postulacja sprawy beatyfikacyjnej Jana Pawła II odnalazła go w archiwum krakowskiej kurii. Ów list jest zupełnie nieznanym listem, napisanym na maszynie i stanowi cenny element pozwalający zrekonstruować relację Wojtyły z Ojcem Pio. Odnaleziony list / numer katalogowy: Archiwum Kurii Krakowskiej, źródła K. Wojtyła, BI 3123a/ nosi datę 14 grudnia 1963 roku i jest dłuższy od poprzednich. Podobnie jak dwa pozostałe, został napisany w Rzymie, prawdopodobnie po zakończeniu drugiej sesji II Soboru Watykańskiego.

Opracowano na podstawie:
1. "Habemus Papam" - Paweł Zuchniewicz, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009
2. "Santo Subito" - Andrea Tornielli, Dom Wydawniczy Rafael, Kraków 2010

c.d.n.

 

  4. Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o św. Ojcu Pio zaglądnij na strony:

a) http://pl.wikipedia.org/wiki/Pio_z_Pietrelciny ;

b) http://voxdomini.com.pl/sw/sw20.html;

c)http://www.padrepio.catholicwebservices.com/POLSKA/POLSKA_index.htm;

 

c.d.n.