payday loans
BIBLIOGRAFIA
 
Kopia_z3250399X

" W mojej lekturze i studium zawsze starałem się harmonijnie łączyć
sprawy wiary, sprawy myślenia i sprawy serca.
To nie są osobne obszary. Każdy przenika i ożywia pozostałe.
W tym przenikaniu się wiary, myśli i serca szczególną rolę odgrywa
zdumienie nad cudem osoby - nad podobieństwem człowieka do Boga
Jedynego w Trójcy, nad najgłębszym związkiem Miłości i Prawdy,
daru wzajemnego życia, które z niego się rodzi,
nad przemijaniem i przychodzeniem ludzkich pokoleń."
                                                          Jan Paweł II - " Wstańcie, chodźmy! "

 

 

Utwory literackie Karola Wojtyły:

Układ chronologiczny tekstów napisanych i ogłoszonych przed 16 października 1978r..
Publikowany był pod pseudonimami: Andrzej Jawień, Stanisław Andrzej Gruda oraz opatrzone kryptonimem A.J.

1938 - 1939
Renesansowy psałterz ( Księga słowiańska) - rękopis.

1939
Ballady beskidzkie (niezachowane)
Dawid (dramat - niezachowany)

1940
Hiob. Drama ze Starego Testamentu.
Jeremiasz . Drama narodowe w trzech działach (rękopis).

około 1944
Wiersze: Harfiarz, Mściciele, Proletariat, Przełom (rękopisy).

1944
Pieśń o Bogu ukrytym, "Głos Karmelu"1946, nr 1-2,3; "Głos Karmelu 1947, nr 3, 5 (druk bez podania nazwiska autora)
Brat naszego Boga (dwie wersje).

1950
Pieśń o blasku wody, "Tygodnik Powszechny" 1950, nr 19 (Andrzej Jawień).
Matka, " Tygodnik Powszechny" 1950, nr 50 (Andrzej Jawień).

1952
Myśl jest przestrzenią dziwną, " Tygodnik Powszechny" 1952, nr 42 (Andrzej Jawień).

1956
Kamieniołom, "Znak" 1957, nr 6 ( Andrzej Jawień).

1958
Profile Cyrenejczyka, " Tygodnik Powszechny" 1958, nr 13 ( Andrzej Jawień).

1960
Przed sklepem jubilera, "Znak" 1960, nr 12 (Andrzej Jawień).

1961
Narodziny wyznawców, "Znak" 1963, nr 11 (A.J.).

1962
Kościół (fragmenty), "Znak" 1963, nr 11 (A.J.).

1964
Rozważania o ojcostwie, "Znak" 1964, nr 5 (A.J.).
Promieniowanie ojcostwa (misterium), "Znak" 1979, nr 11 (Stanisław Andrzej Gruda).

1965
Wędrówka do miejsc świętcyh, "Znak" 1965, nr 6 (A.J.).

1966
Wigilia wielkanocna 1966, "Znak" 1966, nr 4 (A.J.).

1974
Myśląc Ojczyzna..., "Znak" 1979, nr 1-2 (Stanisław Andrzej Gruda).

1975
Rozważania o śmierci,"Znak" 1975, nr 3 (Stanisław Andrzej Gruda).

Przed 16 października 1978r. powstały jeszcze dwa utwory Karola Wojtyły:
Odkupienie szuka Twego kształtu, by wejść w niepokój wszystkich ludzi, "Znak" 1979, nr 10 (Stanisław Andrzej Gruda)
Stanisław, "Znak", 1979, nr 7-8.


Opracowano na podstawie książki pt.: " Z Wadowic w świat. Historia szczególnego powołania - Karol Wojtyła" - Adam Bujak, Michał Rożek; Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2005r.


JPII

Twórczość literacka Karola Wojtyły - papieża Jana Pawła II
 
Jan Paweł II był papieżem niezwykłym - sprawował posługę kapłańską, przez kilkadziesiąt lat kierował Kościołem Katolickim, niestrudzenie pielgrzymował po świecie, apelował o pokój... Był jednak nie tylko osobą duchowną, autorytetem moralnym, lecz również pisarzem. Od najmłodszych lat interesował się teatrem i literaturą. Opublikował kilka dramatów, zbiory poezji, rozważania, myśli i opracowania filozoficzne. Poniżej prezentuję bibliografię dzieł  papieża -  literata.

2005 -  "Pamięć i tożsamość"
2004 -  "Wstańcie! Chodźmy!"
2003 -  "Tryptyk Rzymski"
2002 -  "Autobiografia"
1996 -  "Dar i Tajemnica"
1994 -  "Przekroczyć próg nadziei" (wywiad - rzeka udzielony włoskiemu dziennikarzowi Vittorio Massoriemu)
1979 -  "Myśląc ojczyzna".


Dramaturgia, teatr

Z teatrem Karol Wojtyła zetknął się już w gimnazjum w Wadowicach, gdzie brał udział jako aktor w przedstawieniach szkolnych. Swoje zainteresowania teatralne traktował bardzo poważnie, a na kształtowanie jego osobowości jako artysty miał największy wpływ jego mistrz, reżyser teatralny Mieczysław Kotlarczyk  Brał udział w stworzonym jesienią roku 1941 przez Kotlarczyka Teatrze Słowa (później nazywanym Teatrem Rapsodycznym). W 1942 ku rozczarowaniu Kotlarczyka, Wojtyła zrezygnował z dalszej pracy artystycznej i postanowił studiować teologię w tajnym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Krakowie, a potem na konspiracyjnym Wydziale Teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Mieczysław Kotlarczyk (1908-1978) był jednym z największych twórców polskiego teatru. Tworzyć przyszło mu w czasach, gdy narodowi polskiemu groziło najpierw śmiertelne zagrożenie eksterminacji fizycznej a potem zagrożenie duchowego zniszczenia wrogą ideologią. Z Karolem Wojtyłą spotkał się w Wadowicach ?gdzieś na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych" (jak wspomni późniejszy papież), gdzie pracował jako nauczyciel i animator lokalnej kultury.

Od roku 1931 był dyrektorem i głównym reżyserem stałej, profesjonalnej sceny wadowickiej, Teatru Powszechnego. To na scenie tego teatru, debiutował jako profesjonalny aktor (podkreślam: profesjonalny, bo przedstawienie przyniosło wcale nie mały jak na ówczesne czasy dochód: 220 zł) Karol Wojtyła, w roli Zawilca w ?Sułkowskim" Żeromskiego adaptowanym przez Kotlarczyka (kreował on rolę tytułową). To pod wpływem Kotlarczyka zapoznał się z wielką polską klasyką dramatyczną i poetycką: Słowacki, Wyspiański, Norwid, Krasiński. Kotlarczyk patronował życzliwie aktorskim i reżyserskim a nawet teatrologicznym studiom Wojtyły w Krakowie. Koniec lat trzydziestych rozłączył przyjaciół.

Przyszła, żona Kotlarczyka studiowała również w Krakowie, stąd częste przyjazdy i spotaknia z Karolem. ?Spotykaliśmy się w imię wspólnych umiłowań. Dla mnie były to umiłowania młodzieńcze, dla Niego - wynikające z dojrzałego wyboru życiowego powołania i posłannictwa wobec chrześcijańskiej kultury narodu" powie o tych i innych spotkaniach Jan Paweł II.

Kotlarczyk wyjechał na Śląsk, gdzie objął dyrekcję teatru, Wojtyła do Krakowa na studia. Nieszczęsna historia złączyła ich na dłużej ponownie w roku 1941, gdy Kotlarczyk przeniósł się z Wadowic (włączonych do Reichu) do Krakowa i zamieszkał, wraz z żoną, w mieszkanku (dwa pokoje z kuchnią w suterynie) Wojtyły na Tynieckiej 10. To wtedy powstała idea Teatru Rapsodycznego, która ziściła się w formie podziemnej sceny, pojawiającej się w mieszkaniach prywatnych. Teatr ?rapsodyczny", którego początków należy doszukiwać się właśnie w czasach wadowickich, miał być teatrem Słowa-Myśli, teatrem konwersacyjnym, gdzie wszystkie elementy gry scenicznej: dekoracje, ruch, dzwięk, światło podporządkowane są słowu. Słowu wyrażającemu Myśl. Z drugiej strony Myśl miała inspirować Słowo i jednocześnie pochodzić od niego. Teatr nie poszukujący, w sensie awangardowym, ale teatr czerpiący z klasyki. Wydobywający z niej Myśl za pomocą Słowa. Przedstawienia rapsodyczne miały formę długich deklamacji, gdzie szczególną troską otoczona była jakość słowa. Jeśli dobrze wsłuchamy się w homilie Jana Pawła Wielkiego, to można w nich usłyszeć wyraźnie każdą sylabę,każdą zgłoskę, fantastyczne ?Ł" przedniojęzykowe (tzw. Aktorskie), precyzyjne akcenty i harmoniczną rytmikę. To nie po to, by epatować maluczkich ale z szacunku dla Myśli, którą się wyraża. Słowo musi być adekwatne do Myśli.

Aktorów, którzy przeszli przez Teatr Rapsodyczny: Mieczysława Voigta, Barbarę Horawiankę, Danutę Michałowską, Augusta Kowalczyka czy Piotra Pawłowskiego można od razu rozpoznać po głosie. Jakiś czas temu specjalnie poświęciłem się i oglądałem jeden z niezliczonych a kretyńskich seriali telewizyjnych, po to tylko, by napawać uszy głosem Horawianki grającej jakąś drugoplanową rolę. Dziś już tylko Zapasiewicz jeszcze potrafi tak mówić. ?Hic transit figura huius mundi", więc łapczywie rzucajmy się na ostatki. Niedługo słowo aktor będzie kojarzyć się z trzema, maksymalnie czterema grymasami i dwudziestoma słowami (z tym połowa na ?k", ?ch", ?p"), którymi ?gwiazda" (z nadania kolorywych pisemek) ?obleci" rolę.

1 listopada 1941 w prywatnym mieszkaniu państwa Dębowskich na Komorowskiego 7 odbyła się historyczna prapremiera "Króla-Ducha" Słowackiego, zawiązująca historię Teatru Rapsodycznego (1941-1967), nazywanego wtedy Pracownią 39, a później Teatrem Naszym. Trzon zespołu tworzyło sześć osób: Krystyna Dębowska, Mieczysław Kotlarczyk, Halina Królikiewicz, Danuta Michałowska, Tadeusz Ostaszewski i Karol Wojtyła. Karol Wojtyła zagrał w trzech, a niektórzy twierdzą, że w sześciu przedstawieniach premierowych. Uczestniczył w kilkuset próbach, zebraniach zespołu, z których każde groziło rozstrzelaniem na miejscu lub, w wersji optymistycznej, wizytą w niedalekim KL Auschwitz. Idea ?dramatu rapsodycznego" jako ?teatru problemu" wykuwała się w całonocnych rozmowach Wojtyły i Kotlarczyka w Krakowie nad którym powiewał Hakenkreuz. Jeśli nie zrozumie się tego fundamentalnego doświadzenia, przez które przeszli Kotlarczyk i Wojtyła, nic się nie zrozumie.

Teatralne drogi obu przyjaciół rozeszły się w końcu 1944, kiedy to Wojtyła ostatecznie zrezygnował (ku niepomiernemu żalowi Kotlarczyka) z kariery aktorskiej i przeniósł się na stałe do tajnego seminarium duchownego. ?Świętej pamięci Mieczysław Kotlarczyk uważał, że moim powołaniem jest żywe słowo i teatr, a Pan Jezus uważał, że kapłaństwo, i jakoś pogodziliśmy się co do tego" ? tak wspomni po latach Jan Paweł Wielki. Oznaczało to nawet rozszerzenie teatralnych zainteresowań późniejszego biskupa Rzymu. Pisywał regularnie dramaty, uczestniczył w kilku inscenizacjach teatralnych, zarówno jako aktor jak i reżyser, w latach czterdziestych w Krakowie, Niegowici, Rzymie. Pisał w Tygodniku Powszechnym na tematy teatralne(pod pseudonimami Andrzej Jawień, Paweł Jasień), głównie w oparciu o doświadczenia ?teatru słowa", na bieżąco koresponduje z Kotlarczykiem, wymieniając poglądy na temat bieżących ?produkcji" Teatru Rapsodycznego. Wspierał Kotlarczyka i Teatr w trudnych chwilach, których nie brakowało.

W 1953 komunistyczne władze zamykają Teatr Rapsodyczny po raz pierwszy, w 1957, na fali ?odwilży" reaktywują. W 1967, w atmosferze nagonki na Kościół obchodzący tysiąclecie chrztu Polski, tuż przed antyinteligencką awanturą marcową, przy aktywnym udziale organów bezpieczeństwa, Teatr Rapsodyczny zostaje zamknięty. Bezpośrednią przyczyną zwolnienia Kotalarczyka z pracy i zamknięcia teatru jest udział zespołu w mszy odprawianej przez abp Wojtyłę przy grobie św. Stanisława na Wawelu. Od tego momentu Kotlarczyk jest ?dyrektorem bez teatru" zepchniętym na margines oficjalnego życia kulturalnego i pozbawionym środków do życia. Jego fundamentalna praca teatrologiczna ?Sztuka żywego słowa. Dykcja, ekspresja, magia" wychodzi w Rzymie w 1975 roku z przedmową Karola Wojtyły. Mieczysław Kotlarczyk nie usłyszał swojego przyjaciela mówiącego: ?Niech stąpi Duch Twój i odmieni oblicze ziemi, tej ziemi". Zmarł w ?roku dwóch konklawe" przed wyborem swojego przyjaciela na Stolicę Piotrową. Pochowany został na Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie, tym samym na którym spoczywają: Karol Hubert Roztworowski, Jan Sztaudynger, Juliusz Osterwa i Wiesław Dymny.

Wydaje się, że teatr Kotlarczyka (i Wojtyły) przegrał. Po pierwsze, mecenas, jakim było państwo komunistyczne, nie widział potrzeby wspierania teatru opartego na klasyce narodowej (która co tu kryć niezbyt przychylnie odnosiła się do pewnego ościennego państwa), nie wyrażającego ?jedynie słusznego światopoglądu naukowego", a teatr nie może cały czas działać w warunkach konspiracji i ograniczonego dostępu do widza. Po drugie, zmieniły się czasy. Teatr słowa powoli przestawał być potrzebny, nie tylko w Polsce. Triumfy na światową skalę stały się udziałem teatrów Szajny, Tomaszewskiego, Grotowskiego, Swinarskiego, Kantora - teatrów tańca, ruchu, plastyki, dźwięku, skojarzeń i abstrakcji, theatrum, które postawiło sobie za cel dotarcie do widza wszelkimi dostępnymi środkami sztuki. Widz poszukiwał w teatrze innych doznań, niż te, które wynikały z długich deklamacji i celebracji słowa. Podstawowy postulat teatralny Kotlarczyka został jednak wypełniony. Słowo w teatrze zostało przeniesione przez najcięższe czasy, jakich przyszło doznawać polskiemu narodowi. A Najwznioślejsza Myśl zabrzmiała na całym świecie Słowem głoszonym przez najlepszego ucznia i najbliższego przyjaciela doktora Kotlarczyka.

Na podstawie:  www. Kościół.pl

 

Mimo że Karol Wojtyła w latach 40 wybrał drogę kapłaństwa, nie zerwał swoich związków z teatrem ? był dramaturgiem i krytykiem teatralnym. Napisał kilka dramatów. Wczesne sztuki teatralne Wojtyły to Hiob (utwór osnuty wokół biblijnej Księgi Hioba) i Jeremiasz, także o tematyce biblijnej ? oba z 1940 Uważa się, że jedna ze sztuk o tematyce starotestamentowej zaginęła w czasie wojny.

Sztuka "Brat naszego Boga "(powst. 1944?1950) została zainspirowana postacią żyjącego na przełomie XIXi XX wieku św. Adama Chmielowskiego, znanego jako Brat Albert. Adam Chmielowski, malarz i teoretyk sztuki, stał się założycielem zgromadzenia albertynów, zajmował się w Krakowie pomocą biednym, upośledzonym i chorym. Utwór Wojtyły przedstawia dylematy moralne artysty, który porzuca malarstwo, by służyć biednym. W roku 1989" Przed sklepem jubilera" (powst. 1960) to najbardziej znana sztuka Wojtyły, wielokrotnie wystawiana w teatrze. Ma postać, jak podaje podtytuł, "medytacji o sakramencie małżeństwa", która "przechodzi chwilami w dramat". Tematem jest miłość między ludźmi: jako nadzieja lub rozczarowanie, jako uczucie i więź intymna, a w końcu jako uświęcający sakrament. Wymiaru symbolicznego nabiera postać jubilera: jest on jak ojcowski i miłujący Bóg. Miłość małżeńska okazuje się drogą do Stwórcy. Adam Chmielowski został przez Jana Pawła II kanonizowany.

Ostatni dramat Wojtyły, Promieniowanie ojcostwa (powst. 1964), określony został w podtytule jako "misterium". Dotyczy podmiotowości ludzkiej, fenomenu miłości, także Boga jako tajemnicy metafizycznej Człowiek od samoświadomości przechodzi do czynu (Wojtyła później będzie analizował to w monografii filozoficznej "Osoba i czyn"), spełnia się poprzez miłość, czując się zarazem jak dziecko, rozpozna istotę Boga jako miłującego Ojca ("Powraca się do ojca przez dziecko").

Styl Wojtyły-dramaturga krystalizuje się w stopniowym odchodzeniu od rozbudowanej fabuły w stronę dyskursywnego stawiania zagadnień. Jeszcze "Brat naszego Boga" bliski jest realizmowi, ukazuje splot wydarzeń, śledzi przemiany wewnętrzne bohatera. W dramatach późnych, "Przed sklepem jubilera "i najbardziej radykalnym i nowatorskim (przez to prawie niewykonalnym teatralnie) "Promieniowaniu ojcostwa", wydarzeń zewnętrznych jest niewiele, akcja sceniczna staje się skąpa. Mnożą się rozbudowane monologi, partie narracyjne, fragmenty zapisane jak esej (budowany jak proza poetycka). Właściwą bohaterką tych utworów staje się myśl. Tekst buduje skupioną wizję. Wojtyła wypracował swoistą "dramaturgię wnętrza" (jak to określił Bolesław Taborski), intelektualno-wizyjną.

 

WYBRANE UTWORY KAROLA  WOJTYŁY / JANA PAWŁA II

Prosiłem Boga o wodę,
Dał mi ocean.
Prosiłem Boga o kwiat,
Dał mi ogród.
Prosiłem Boga o drzewo,
Dał mi las.
Prosiłem Boga o przyjaciela,
Dał mi CIEBIE.

Jest we mnie kraina przeźroczysta
w blasku jeziora Genezaret -
i łódź... i rybacza przystań,
oparta o ciche fale...
i tłumy, tłumy serc
zgarnięte przez Jedno Serce,
przez Jedno Serce najprostsze,
przez najłagodniejsze -
Jan Paweł II

 

 

PIEŚŃ O BOGU UKRYTYM

Wybrzeża pełne ciszy

***

Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem.
Nie przefruniesz tamtędy jak ptak.
Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej
aż nie zdołasz już odchylić duszy od dna.

Tam już spojrzeń żadna zieleń nie nasyci,
nie powrócą oczy uwięzione.
Myślałeś, że cię życie ukryje przed tamtym Życiem
w głębiny przechylonym.

Z nurtu tego - to wiedz - że nie ma powrotu.
Objęty tajemniczym pięknem wieczności!
Trwać i trwać. Nie przerywać odlotów
cieniom, tylko trwać
coraz jaśniej i prościej.

Tymczasem wciąż ustępujesz przed Kimś, co stamtąd nadchodzi
zamykając za sobą cicho drzwi izdebki maleńkiej -
a idąc krok łagodzi
- i tą ciszą trafia najgłębiej.

***

To Przyjaciel. Ciągle wracasz pamięcią
do tego poranka zimą.
Tyle lat już wierzyłeś, wiedziałeś na pewno,
a jednak nie możesz wyjść z podziwu.

Pochylony nad lampą, w snopie światła wysoko związanym,
nie podnosząc swej twarzy, bo po co -
- i już nie wiesz, czy tam, tam daleko widziany,
czy tu w głębi zamkniętych oczu -

Jest tam. A tutaj nie ma nic prócz drżenia,
oprócz słów odszukanych z nicości -
ach, zostaje ci jeszcze cząstka tego zdziwienia,
które będzie całą treścią wieczności.

***

Miłość mi wszystko wyjaśniła,
miłość wszystko rozwiązała -
dlatego uwielbiam tę Miłość,
gdziekolwiek by przebywała.

A, że się stałem równiną dla cichego otwartą przepływu,
w którym nie ma nic z fali huczącej, nie opartej o tęczowe pnie,
ale wiele jest z fali kojącej, która światło w głębinach odkrywa
i tą światłością po liściach nie osrebrzonych tchnie.

Więc w takiej ciszy ukryty ja - ja liść,
oswobodzony od wiatru,
już się nie troskam o żaden z upadających dni,
gdy wiem, że wszystkie upadną.

***

Ktoś się długo pochylał nade mną.
Cień nie ciążył na krawędziach brwi.
Jakby światło pełne zieleni,
jakby zieleń, lecz bez odcieni,
zieleń niewysłowiona, oparta na kroplach krwi.

To nachylenie dobre, pełne chłodu zarazem i żaru,
które się we mnie osuwa, a pozostaje nade mną,
chociaż przemija opodal - lecz wtedy staje się wiarą i pełnią.

To nachylenie dobre, pełne chłodu zarazem i żaru,
taka milcząca wzajemność.

Zamknięty w takim uścisku - jakby muśnięcie po twarzy,
po którym zapada zdziwienie i cisza, cisza bez słowa,
która nic nie pojmuje, niczego nie równoważy -
w tej ciszy unoszę nad sobą nachylenie Boga.

***

Pan, gdy się w sercu przyjmie, jest jak kwiat,
spragniony ciepła słonecznego.
Więc przypłyń, o światło z głębin niepojętego dnia
i oprzyj się na mym brzegu.

Płoń nie za blisko nieba
i nie za daleko.
Zapamiętaj, serce, to spojrzenie,
w którym wieczność cała ciebie czeka.

Schyl się, serce, schyl się, słońce przybrzeżne,
zamglone w głębinach ócz,
nad kwiatem niedosiężnym,
nad jedną z róż.

***

Stać tak przed Tobą i patrzeć tymi oczyma,
w których zbiegają się drogi gwiazd -
O oczy, nieświadome Tego, Kto w was przebywa,
odejmując Sobie i gwiazdom niezmierny blask.

Więc wiedzieć jeszcze mniej, a jeszcze więcej wierzyć.
Powieki powoli zamykać przed światłem pełnym drżeń,
potem wzrokiem odepchnąć przypływ gwieździstych wybrzeży,
nad którymi zawisa dzień.

Boże bliski, przemień zamknięte oczy
w oczy szeroko otwarte -
i nikły podmuch duszy drgającej w szczelinach róż
otocz ogromnym wiatrem.

***

Często myślę o tym dniu widzenia,
który pełen będzie zdziwienia
nad tą Prostotą,
z której świat jest ujęty,
w której przebywa nietknięty
aż dotąd
- i dalej niż dotąd.

A wtedy konieczność prosta coraz większą się staje tęsknotą
za owym dniem,
który wszystko obejmie taką niezmierną Prostotą,
miłosnym tchem.

Pieśń o słońcu niewyczerpanym

***

Kiedy smutek się zmiesza z wieczorem -
- podobne do siebie są z barw -
razem stają się dziwnym napojem,
który z lękiem nachylam do warg.

Więc, ażeby w tym niepokoju
nie pozostawiać mnie samego,
odjąłeś grozę wieczoru,
dałeś wieczności smak chleba.

Gdy z bezmiaru wyłaniałeś czas
i opierałeś się na przeciwnym brzegu,
usłyszałeś daleki mój płacz,
i od wieków wiedziałeś, dlaczego.

Wiedziałeś, że takiej tęsknoty,
która raz się napiła z Twych ócz,
nie nasycą słoneczne zachwyty
lecz rozkrwawią jak brzegi róż.

***

Jest we mnie toń przeźroczysta,
dla mych oczu zasnuta mgłą -
kiedy, jak potok upływam zbyt bystro,
na tak głębokie nie zasługuję dno.

Tam Pan mój co dzień przychodzi i pozostaje -
smuga krwi gdy zatapia się w śnieg -
- i poznany wzajemnie poznaje
i wzajemną obfitością tchnie.

Gdyby wtedy ktoś toń przeźroczystą
potrafił odsnuć z mgły,
ujrzano by - w jakiej nędzy -
ujrzano by - w kim -

i ujrzano by - jaka światłość
zalewa przyćmioną toń,
ujrzano by - w sercu ludzkim,
najprostszym z słońc.

Uwielbiam cię siano wonne, bo nie znajduję w tobie
dumy dojrzałych kłosów.
Uwielbiam cię siano wonne, któreś tuliło w sobie
Dziecinę bosą.

Uwielbiam cię, drzewo surowe, bo nie znajduję skargi
w twoich opadłych liściach.
Uwielbiam cię, drzewo surowe, boś kryło Jego barki
w krwawych okiściach.

Uwielbiam cię, blade światło pszennego chleba,
w którym wieczność na chwilę zamieszka,
podpływając do naszego brzegu
tajemną ścieżką.

... - bo nie ma takiej wdzięczności, aby objęła nieskończoność,
żeby serce objęło Ciebie słoneczną smugą czerwoną -...

Każde życie, nawet najmniej znaczące dla ludzi,
ma wieczną wartość przed oczami Boga.

Każde życie określa się i wartościuje
poprzez wewnętrzny kształt miłości.
Powiedz mi, jak jest twoja miłość,
a powiem ci, kim jesteś.
Jan Paweł II

Bliskość, która przywraca ci kształt.
On odszedł.
Kiedy odchodzi człowiek, bliskość ulatuje jak ptak,
w nurcie serca zostaje wyrwa,
w którą się wdziera tęsknota.

Tęsknota - głód bliskości
Odkupienie - fragm. Jan Paweł II.

 

"Poezja to wielka pani, której trzeba się całkowicie poświęcić:
obawiam się, że nie byłem wobec niej zupełnie w porządku"

"Po co mi mówisz"

Co mi mówisz górski strumieniu?
W którym miejscu ze mną się spotkasz?
Ze mną, który także przemijam?...

Zatrzymaj się
- to przemijanie ma sens!

Potok się nie zdumiewa,
lecz zdumiewa się człowiek!

Kiedyś temu zdumieniu
nadano imię "Adam".
Zatrzymaj się...
...we mnie jest miejsce spotkania
" z Przedwiecznym Słowem"

Jeśli chcesz znaleźć źródło
musisz iść do góry, pod prąd.
Gdzie jesteś źródło?
Cisza.
Dlaczego milczysz?
Jakże starannie ukryłeś
tajemnicę twego początku.

Pozwól mi wargi umoczyć
w źródlanej wodzie,
odczuć świeżość.

"Niewidomi"

Stukając białymi laskami w bruk stwarzamy dystans nieodzowny.
Kosztuje każdy krok.
W pustych źrenicach wciąż umiera świat do siebie samego niepodobny:
świat złożony nie z barw,
lecz z łoskotów (kontury, linie szmerów).
Pomyśl, z jakim trudem dojrzewa się do całości,
gdy zawsze tylko część zostaje
i tę część musimy wybierać.
O jakże chętnie każdy z nas wziąłby cały ciężar człowieka,
który bez laski białej obejmuje od razu przestrzeń!
Czy zdołasz nas nauczyć, że są krzywdy inne prócz naszej?
Czy potrafisz przekonać, że w ślepocie może być szczęście?

"Robotnik z fabryki samochodów"

Spod moich palców wytworne modele -
już szeleszczą po dalekich ulicach...
Ja z nimi jednak nie płynę po nawierzchniach nieznanych szos,
nie nakręcam wskazówek ich ruchu - to czyni policjant.
Odtąd już mówią pojazdy, a mnie odebrano głos.
Mam duszę otwartą.
Pragnę rozumieć.
Z kim walczę, dla kogo żyję?
Oto myśli mocniejsze niż słowa.
Brak odpowiedzi.
Takich pytań nie stawiaj zbyt głośno.
Powróć tylko jak co dzień, o szóstej godzinie rano.
Skąd wiesz, że na wadze świata przeważa człowiek?

"Melancholik"

Nie chciałem wziąć.
Zbyt długo we mnie waży się ból,
zrazu przyjęty dość słabo
- waży się w wyobraźni i toczy z wolna jak mól,
jak rdza zużywa żelazo.
Ach, wypłynąć z nurtu ukrytego i przejść poza bólu przedsmak!
Jest życie, proste i wielkie
- jego głębia nie kończy się we mnie.
Rzeczywistość bardziej jest wspaniała niźli bolesna.
Zrównoważyć to wszystko nareszcie gestem dojrzałym i pewnym!
Nie wracać po tyle razy,
lecz iść i dźwigać po prostu w równym odstępie godzin tę całą subtelną strukturę,
która w granicach mózgu tak łatwo przemienia się
w rozstrój, a sama w sobie zmęczeniem jest bardziej niż bólem.
I może bardziej być z Nim niż z sobą tylko,
bardziej być z Nim -
odsunąć grozę spraw na tyle,
by wystarczał zwyczajny czyn.

"Myśli człowieka"

Nazwiska nie wymieniaj.
Zwiąż z jakimkolwiek "ja" to wszystko,
co się otwiera i zamyka pod tchnieniem ust,
to wszystko, co czasem umiera w klimacie serca,
co chodzi za człowiekiem po całych dniach,
co światło w noc przemienia i ciepło w mróz -
to wszystko.
Żyją ludzie
i rodzą się pokolenia niosąc wraz z sobą ramiona, gwoździe i dziwny uraz.
Wciąż się od Ciebie odsuwa,
a nie oddziela się ziemia -
więc rośnie w prostych myślach i niespodzianych konturach.
Tak nie dorastać do ludzi,
nie dorastać do różnych ludzi,
których prawda, zawisa nade mną jak konar smutnego drzewa.
A przecież wciąż próbuję i nieraz nawet się trudzę,
i jeden profil rozumiem - ten właśnie, który opiewam.
Nie dość jednakże niosę i nie dość ciężary dzielę.
Nie dość, a myślę "zanadto", ileż razy myślę tak.
Nazwisko moje zamilcz.
Nie pozwól mi szukać siebie.
Niech ślady moich stóp w własnej myśli zawiewa piach.

"Prośba Jana"

Fali serca,
gdy cicho wzbiera za spojrzeniem,
nie obniżaj - o Matko - ani odmieniaj miłości,
ale w dłoniach przejrzystych tę samą falę przenieś na mnie.
On Ciebie o to prosił.
Ja jestem rybak Jan.
Tak mało jest we mnie do kochania.
Jeszcze czuję: u brzegu jeziora -
pod stopami drobniutki żwir i nagle - On.
We mnie już tajemnicy Jego nie obejmiesz,
choć w myślach Twych snuł się będę łagodnie jak mirt.
A jednak skoro On chciał, abym mówił do Ciebie "Matko" -
proszę, niechaj w tym słowie nic się dla Ciebie nie zmniejsza.
To prawda,
że niełatwo zmierzyć głębokość słów,
których znaczenie całe On w nas oboje natchnął,
by w nich się utaiła cała miłość dawniejsza.

"Refren"

Kiedy myślę: Ojczyzna,
szukam drogi,
która zbocza przecina jakby prąd wysokiego napięcia,
biegnąc górą - tak ona biegnie stromo w każdym z nas i nie pozwala ustać.
Droga biegnie po tych samych zboczach,
powraca na miejsca te same,
staje się wielkim milczeniem,
które nawiedza co wieczór zmęczone płuca mej ziemi

"Magnificat"

Uwielbiaj, duszo moja, chwałę Pana Twego,
Ojca Wielkiej Poezji - tak bardzo dobrego.

On młodość moją rytmem cudnym obwarował,
On pieśń mą na dębowym kowadle ukował.

Rozebrzmij, duszo moja, chwałę Pana twego,
Sprawcy Wiedzy anielskiej - Sprawcy łaskawego.

Oto spełniam po brzegi winogradu kielich
Przy uczcie Twej niebiańskiej - rozmodlony sługa -
Wdzięcznością, żeś mi młodość dziwnie rozanielił,
Żeś z lipowego pniaka kształt jędrny wystrugał.

Tyś jest najcudowniejszy, wszechmogący Świątkarz -
- pełno jest brzóz na drodze mojej, pełno dębów -
Otom jest niwa wieśnia, podsłoneczna grządka,
Otom jest młodociana grań tatrzańskich zrębów.

Błogosławię Twój posiew Wschodem i Zachodem -
Obsiewaj, Gospodarzu, niwę Twą sowicie,
Łanem niech będzie żytnim, smreczynowym grodem
Młodość rozkolebana tęsknotą i życiem.

"Myśląc ojczyzna"

Ojczyzna - kiedy myślę - wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam,
Mówi mi o tym serce, jakby ukryta granica,
Która ze mnie przebiega ku innym,
Aby wszystkich ogarnąć w przeszłość dawniejszą niż każdy z nas:
Z niej się wyłaniam...
Gdy myślę Ojczyzna -
By zamknąć ją w sobie jak skarb.
Pytam wciąż, jak go pomnożyć,
Jak poszerzyć tę przestrzeń,
Którą wypełnia.

"Dzieci"

Dorastają znienacka przez miłość, i potem tak nagle dorośli
Trzymając się za ręce wędrują w wielkim tłumie -
(serca schwytane jak ptaki, profile wzrastają w półmrok).
Wiem, że w ich sercach bije tętno całej ludzkości.

Trzymając się za ręce usiedli cicho nad brzegiem.
Pień drzewa i ziemia w księżycu: niedoszeptany tli trójkąt.
Mgły nie dźwignęły się jeszcze. Serca dzieci wyrastają nad rzekę.
Czy zawsze tak będzie - pytam - gdy wstaną stąd i pójdą?

Albo też jeszcze inaczej: kielich światła nachylony wśród roślin
Odsłania w każdej z nich jakieś przedtem nie znane dno,
Tego, co w was się zaczęło, czy potraficie nie popsuć,
Czy będziecie zawsze oddzielać dobro od zła?

"Wyjdź"

...słyszał Głos:
Wyjdź!
Będziesz Ojcem wielu narodów.

Kim jest Ten Bez Imienny...
który mówił jak Człowiek do człowieka?

Raz przyszedł do Abrahama w gościnę.
Było Przybyszów Trzech.
Abraham wiedział, że to On,
On Jeden.

Syn to znaczy: ojcostwo i macierzyństwo.
Abraham - bo uwierzył wbrew nadziei.

Widział siebie już ojcem martwego syna,
którego Głos mu dał, a teraz mu odbiera?

O Abrahamie - tak bowiem Bóg umiłował świat...

Zatrzymaj się!
Ja noszę w sobie twe imię.
Zapamiętaj to miejsce...
Ono będzie oczekiwać na swój dzień.

"Czy zdołasz nas nauczyć, że są krzywdy inne prócz naszej?"