payday loans

z28

Biografia 

Najważniejsze fakty z życia Karola Wojtyły  

do czasu  wyboru na Papieża

 

18 maj 1920r. - między godziną 17 a 18 w Wadowicach przychodzi na świat Karol Józef Wojtyła jako najmłodsze, trzecie dziecko Emilii i Karola Wojtyłów;

20 czerwca 1920r. - chrzest Karola Wojtyły w wadowickim kościele parafialnym pod wezwaniem Ofiarowania Najświętszej Panny Maryi, zarejestrowany w księdze chrztów pod poz. 671, na stronicy 149 czwartego woluminu z roku 1920;

15 września 1926r. - rozpoczęcie nauki w czteroklasowej szkole powszechnej w Wadowicach w budynku magistratu wadowickiego, przy Rynku pod nr 23;

13 kwietnia 1929r. - w wieku zaledwie 45 lat umiera Emilia, matka Karola;

25 maja 1929r. - Karol przystępuje do Pierwszej Komunii Świętej;

1 wrzesnia 1930r. - Karol rozpoczyna naukę w Gimnazjum Męskim im. Marcina Wadowity w Wadowicach;

5 grudnia 1932r. - niespodziewana śmierć Edmunda - brata Karola, który stał sie ofiarą swojego lekarskiego zawodu w szpitalu w Bielsku;

3 - 6 maj 1938r. - wizytacja wadowickiej parafii przez arcybiskupa Stefana Sapiechę i bierzmowanie Karola;

14 maja 1938r. - matura- ze wszystkich maturalnych przedmiotów: religii, j.polskiego, j. łacińskiego, greckiego i niemieckiego Karol otrzymał ocenę bardzo dobrą;


27 maj 1938r. - pożegnalne przemówienie Karola Wojtyły w imieniu tegorocznych maturzystów w gimnazjum im M. Wadowity;

20 czerwca - 17 lipca 1938r. - Karol przechodzi obowiązkowe szkolenie w 7 batalionie 9 Kompani Junackich Hufców Pracy w Zubrzycy Górnej. Wraz z kolegami budował tak zwaną Drogę Junaków łączącą Jabłonkę Orawską i Czarny Dunajec z Zakopanem. Pracował na odcinku pomiędzy Zubrzycą a Krowiarkami, opodal Chochołowa;

wrzesień 1938r. - zgodnie z ówczesnymi przyjętymi wobec młodzieży akademickiej przepisami - Karol przywdział mundur żołnierza Legii Akademickiej i odbył kurs przysposobienia wojskowego;

początek października 1938r.  - wraz z ojcem Karol przenosi się z Wadowic do Krakowa; zamieszkują na Dębnikch przy ul. Tynieckiej 10 u krewnych Kaczorowskich, zajmują dwa małe pomieszczenia w suterenie;

2 października 1938r. - Karol rozpoczyna studia na wydziale polonistyki UJ w Krakowie; wśród jego wykładowców są m.in: Zenon Klemesiewicz, Stefan Kołaczkowski, Tadeusz Lehr-Spławiński, Kazimierz Nitsch, Stanisław Pigoń, Kazimierz Wyka;

15 października 1938r. - debiut sceniczny Karola przed krakowską publicznością w gmachu dzisiejszej Filharmonii na wieczorze literackim  pt.: " Drogą topolowy most";

lipiec 1939r. - Karol bierze udział w obowiązkowych zajęciach Legii Akademickiej w Ożomli pod Lwowem;

wrzesień 1939r. - w obliczu niemieckiej agresji Karol wraz z ojcem próbują uciekać na wschód z zamiarem wcielenia się do Armii Polskiej, ale kiedy i z tamtej strony nadchodzi inny agresor wracają do Krakowa;

listopad 1939r. - Karol zapisuje się na II rok polonistyki UJ, ale Niemcy 6 listopada podstępnie aresztują wszystkich wykładowców wywożąc ich do obozu w Sachsenhausen  i zamykają uniwersytet;

luty 1940r. - rekolekcje w parafii św, Stanisława Kostki na Dębnikach, podczas których Karol poznał Jana Tyranowskiego, krawca, mistyka, ów Jan zapoznał Karola z dziełami św. Jana od Krzyża i św. Tersy z Avila, ten krawiec-apostoł  pobudził Karola do pracy apostolskiej i filozoficznej;

wrzesień 1940r. - początek pracy jako robotnik w Zakładach chemicznych Solvay w Borku Fałęckim gdzie pracował do 1944r.;

18 lutego 1941r. - umiera ojciec Karola;

marzec - sierpień 1941r. - Karol po śmierci ojca na kilka miesięcy przeniósł sie do państwa Kydryńskich na ul. Felicjanek;

sierpień 1941r. - do mieszkania Karola na ul. Tynieckiej 10 wprowadza sie Mieczysław Kotlarczyk wraz z żoną  /powiernik jego teatralnych zamiłowań/;

22 sierpnia 1941r. - Kotlarczyk zakłada konspiracyjny teatr Żywego Słowa, nazwany później Teatrem Rapsodycznym;

październik 1942r. - Karol Wojtyła wstępuje do krakowskiego seminarium duchownego, które działało w konspiracji;

29 lutego 1944r. - na ulicy między Borkiem Fałęckim a Matecznym Karola potrąciła niemiecka ciężarówka, stracił prztomnośći jedynie dzięki życzliwości przypadkowych świadków zdarzenia odwieziono go do szpitala przy ul. Kopernika Rekonwalescenję odbył przy Szwedzkiej 12 na Dębnikach, w domu państwa Szkockich;

6 sierpnia 1944r.  - tzw. czarna niedziela w Krakowie, Karol cudem uniknął łapanki i wywiezienia przez Niemców do obozu, Niemcy tuż po wybuchu powstania warszawskiego wzięli odwet m.in dokonując pacyfikacji młodych mężczyzn w większych miastach Polski;

7 sierpnia 1944r. - arcybiskup Sapiecha wezwał wszystkich kleryków /m.n. Karola/ do swojego pałacu biskupiego i tam ich do końca wojny ukrywał;

sierpień 1944r. - styczeń 1945r.  - Karol uczy się i zamieszkuje wraz z innymi klerykami w pałacu arcybiskupa Sapiechy;

wiosna 1945r. - Karol wraz z innymi klerykami bieże czynny udział w odnawianiu i remoncie seminarium przy ul Podzamcze, równolegle działa czynnie w tzw. Bratniaku tj. Bratniej Pomocy Studentów;

listopad 1945r. - sierpień 1946 - Karol Wojtyła jako młodszy asystent prowadzi zajęcia z dogmatyki na Wydziale Teologicznym UJ;

koniec sierpnia 1946r. - alumn Wojtyła ukończył studia teologiczne, na 26 egzaminów, które musiał złożyć w ostatnim semestrze 19 zdał na ocenę celującą , 6 bardzo dobrą a tylko z psychologii z ocena dobrą;

1 listopada 1946r. - wyświęcenie Karola Wojtyły na księdza przez arcybiskupa Sapiechę w kaplicy arcybiskupiej /cztery święcenia niższe otrzymał w ciągu roku - od 9 listopada 1944 do 21 grudnia 1945r./, w roku 1946, 13 października - święcenia subdiakonatu i 20 października - diakonatu /;

2 listopad 1946r. - ksiądz Wojtyła odprawia trzy ciche msze św. w krypcie św. Leonarda w katedrze wawelskiej, jendą za duszę matki, ojca, siostry i brata, drugą - za wszystkich zmarłych, trzecią - wedle intencji zadanej przez papieża, prymicyjne przyjęcie przy ul szwedzkiej 12 u państwa Szkockich;

4 listopada 1946r. - ksiądz Wojtyła odprawia kolejną mszę św. w katedrze tym razem przed konfesją św. Stanisława w obecności najbliższych przjaciół w tym ukochanych rapsodyków;

15 listopada 1946r. - wyjazd ks. Karola Wojtyły wraz z młodszym ks. Stanisławem Starowieyskim do Rzymu na studia doktoranckie z teologii i filozofii, które podjął na Papieskim Uniwersytecie Dominikańskim - Angelicum, zamieszkał w Kolegium Belgijskim przy via del Quirinale;

kwiecień 1947r. - ksiądz karol Wojtyła odwiedza San Giovanni Rotondo i uczestniczy we mszy św. odprawianej przez ojca Pio, podczas tego właśnie spotkania, prawdopodobnie Ojciec Pio oznajmił młodemu ks. Karolowi, że zostanie w przyszłości papieżem i że na jego pontyfikacie widzi krew ...Przekaz takiej treści krąży od lat, lecz nigdy nie został skomentowany przez żadnego z nich;

3 lipca 1947r. - ks. karol Wojtyła uzyskał licencjat z teologii w Angelicum;

lato 1947r. - podróż ks. Karola Wojtyły do Francji, Belgii i Holandii na prośbę kardynała Sapiechy w celu zapoznania się z duszpasterstwem zachodniej Europy;

14 czerwca 1948r. - Karol Wojtyła bez trudu zdaje egzaminy doktorskie, dostaje 50 punktów na 50 możliwych, broni także dysertację;

lipiec 1948r. - powrót do kraju;

8 lipca 1948r. - kardynał Sapiecha wyznacza ks. Wojtyłę na pierwszą placówkę tj. na wikarego parafii do podkrakowskiej wsi Niegowici;

28 lipca 1948r. - ks. Karol Wotyła przybywa na swoją  pierwszą placówkę - do Niegowici;

24 listopada 1948r. - Uniwersytet Jagieloński wydaje ks. Karolowi Wojtyle dyplom magistra teologii;

17 sierpnia 1949r. - przeniesienie do parafii św. Floriana w Krakowie, rozpoczęcie duszpasterstwa akademickiego;

rok 1950 - w Tygodniku Powszechnym zaczynają się pojawiać pierwsze artykuły, eseje, teksty etyczne oraz pod pseudonimem Andrzej Jawień - utwory poetyckie;

wiosna 1951r. - zezwolenie kardynała Sapiechy na dalsze studia naukowe w celu napisania habilitacji przez ks. Wojtyłę;

23 lipca 1951r. - umiera kardynał Adam Sapiecha,

1 wrzesień 1951r. - ks. arcybiskup Baziak udziela ks. Karolowi urlopu naukowego, poczym ks. Karol przenosi się z plebani św. Floriana na ul. Kanoniczą 20 zamieszkując z ks. profesorem Ignacym Różyckim;

jesień 1953r. - ukończenie przez ks. Wojtyłę pracy habilitacyjnej pt. " Próba opracowania etyki chrześcijańskiej według systemu Maxa Schelera ";

koniec listopada 1953r. - obrona w/w pracy na Wydziale Teologicznym UJ, jednym z recenzentów był profesor KUL Stefan Świeżawski;

15 listopada 1957r. - na KUL-u zatwierdzony zostaje tytuł docenta dla ks. Karola Wojtyły, a on sam prowadzi wykłady na temat " Miłość i odpowiedzialność", poza tym publikuje wiele tekstów naukowych i etycznych oraz poezje;

1957 - 1958 - ks. prof. Karol Wojtyła opublikował na łamach "Tygodnika Powszechnego" 21 artykułów, którym dał tytuł  "Elemntarz etyczny";

4 lipca 1958r. - papież Pius XII nominuje Karola Wojtyłę na biskupa pomocniczego archidiecezji krakowskiej /sufraganem/ -  Karol miał 38 lat!;

1- 4 września 1958r. - jako biskup-nominat uczestniczył w rekolekchach episkopatu Polski na Jasnej Górze oraz w pierwzej w życiu plenarnej konferencji episkopatu;

trzecia dekada września 1958r. - biskup - nominat Karol Wojtyła uczestniczy w rekolekcjach w prastarym opactwie Benedyktynów w Tyńcu;

28 wrzesnia 1958r. - uroczyste wyświęceniena na biskupa w katedrze wawelskiej w dzień św. Wacława, patrona tejże katedry, konskratorem Wojtyły był arcybiskup Baziak, współkonsekratorami byli: biskup Franciszek Jop z Opola i Bolesław Kominek z Wrocławia; w jego herbie biskupim znalazła sięlitera M z krzyżem jako symbol Maryi i hasło: "Totus Tuus" /Cały Twój/ - będące wyrazem oddania Matce Bożej;

27 kwietnia 1960r. - dramatyczne zajścia w Nowej Hucie w obronie krzyża, podczas bezprawnej próby usunięcia go przez bezpiekę w związku z tymi wydarzeniami biskup Wojtyła wydaje komunikat skierowany do wiernych tej parafii oraz pozywa do sądu Dyrekcję Budowy Osiedli Robotniczych w Nowej Hucie, obwiniając ją o sprowokowanie całego zajścia;

lato 1960r. - ogrom pracy, niewiarygodna aktywność spowodowała zrujnowanie młodego organizmu biskupa Wojtyły, diagnozą była - mononukleoza, podejrzenie również o białaczkę, dzięki mądrym radom lekarza, przyjaciela Stanisława Kownackiego Karol pokonuje te ciężką chorobę;

18 września 1960r. - konsekracja bisupa sufragana ks. doktora Juliana Groblickiego /1908-1995/ w katedrze wawelskiej, który w pewien sposób odciąży w licznych obowiąkach biskupa Wojtyłę;

IV kwartał 1960r. - ukazuje się książka biskupa Karola Wojtyły " Miłość i odpowiedzialność", stanowiąca wynik wielu lat pracy i dyskusji z młodzieżą, współautorami tej pozycji byli przede wszystkim studenci, penitenci z posługi w konfesjonale a także przypadkowi ludzie. Bardzo dużo pomógł w pisaniu tej książki przyjaciel Karola, tragicznie zmarły w nurtach Nilu w wieku 41 lat - Jarzy Ciesielski zrazu sudent Politechniki Karakwskiej a potem jej docent.To on zwrócił uwagę Wojtyle na rolę i to niezwykłą - pracy nad sobą i umiłowania zawodu, który się wykonuje z pasją;

15 czerwca 1962r. - w Warszawie na atak serca podczas konferencji plenarnej episkopatu umiera dotychczasowy arcybiskup  Krakowa Eugeniusz Baziak;

16 czerwca 1962r. - do czasu objęcia rządów i wyboru nowego arcybiskupa Krakowa, kapituła krakowska wybiera ks. bp. Karola Wojtyłę na wikariusza kapitularnego, który sprawuje tymczasową włądzę w Diecezji;

28 października 1958r. - Papież Jan XXIII zwołuje sobór powszechny, zapoczątkowujący odnowę Kościoła Powszehcnego;

25 styczeń 1959r. - decyzja papieża Jana XXXIII o zwołaniu Ekumenicznego Soboru dla Kościoła Powszechnego;

11 października 1962r. - otwarcie Soboru; ks. bp Karol Wojtyła wziął udział we wszystkich czterech sesjach soborowych; w trakcie trwania sesji mieszkał w Collegio Polacco przy piazza Remuria, na Awentynie w Rzymie. Miał tam  dwóch wpływowych przyjaciół, przyszłych kardynałów: Władysława Rubina oraz Andrzeja Marię Deskura, którym w przyszłości będzie zawdzięczał tak wiele ...;

12 grudnia 1962r. - powrót ks. bp Wojtyły z pierwszej sesji soborowej do Krakowa;

3 czerwca 1963r. - smierć Papieża Jana XXXIII;

21 czerwca 1963r. - wybór nowego Papieża Pawła VI;

7 października 1963r. - ks.bp Karol Wojtyła wyrusza do Rzymu na drugą sesję soborową;

początek grudnia 1963r. - po zakończonej sesji soboru ks. bp Karol Wojtyła odwiedza Ziemię Świętą. Wizyta ta robi na nim ogromne nieprzewidywalne wcześniej wrażenie. Określił ją mianem piątej Ewangelii;

15 grudnia 1963r. - powrót bp Karola Wojtyły do kraju, do Krakowa;

30 grudnia 1963r. - Papież Paweł VI, telefonicznie informuję Wojtyłę o mianowaniu go na arcybiskupa metropolitę Krakowa;

12 stycznia 1964r. - depesza od Prymasa Wyszyńskiego do arcybiskupa Wojtyły zawierając gratulację i błogosławieństwo w związku z wyznaczeniem go na metropolitę Krakowa;

13 stycznia 1964r. - bullą papieską Karol Wojtyła oficjalnie został mianowany arcybiskupem metropolita krakowskim;

14 września 1964r. - Papież Paweł VI otworzył III sesje Soboru, bp Karol Wojtyła udał się do Rzymu gdzie aktywnie pracował na soborze; był jednym z inspiratorów najważniejszych konstytucji soborowych: "Lumen gentium" (Światło narodów) - konstytucji dogmatycznej o Kościele i drugiej "Gaudium es spes" (Radość i nadzieja) - o obecności Kościoła w świecie współczesnym;

wrzesień 1964r. - Papież Paweł VI podczas trwania III sesji Soboru nałożył Karolowi Wojtyle paliusz arcybiskupi, znak władzy kościelnej i wspólnoty z Namiestnikiem Chrystusowym;

Boże Narodzenie 1964r. - Arcybiskup Wojtyła przybrał po raz pierwszy darowany przez Paieża Pawła VI paliusz podczas sumy pontyfikalnej, która odprawił w katedrzew wawelskiej;

14 września 1965r. -  początek czwartej ostatniej sesji Soboru, Arcybiskup Karol Wojtyła wyjechał do Rzymu, na soborze przemawiał, nawiązywał liczne kontakty, zapraszał do swej diecezji kardynałów i biskupów, chciał aby zobaczyli naocznie fenomen polskiego katolicyzmu. W przewerwie obrad wyjechał do Francji na zaproszenie biskupa Autin, odwiedził też Taize - wspólnote protestancką na zaproszenie jej
współtwórcy brata Rogera Schutza;

18 listopada 1965r. - słynne orędzie Episkopatu Polski do biskupów niemieckich związane z przygotowywaniem obchodów tysiąclecia chrześcijaństwa i słynne zawarte tam słowa ...: " W tym jak najbardziej chrześcijańskim ale i bardzo ludzkim duchu wyciągamy do Was siedzących na ławkach kończącego się Soboru ręce oraz udzielamy przebaczenia i prosimy o przebaczenie ..." pomysłodawcą i autorem jego podstawowej wersji był arcybiskup Bolesław Kominek z Wrocławia, przy dokumencie tym aktywnie współpracował Arcybiskup Karol Wojtyła. To ci dwaj arcybiskupi przekonali nieufnego Niemcom Prymasa Wyszyńskiego do zaakceptowania tego dokumentu, który podpisał 13 października 1965r.a za nim pozostali polscy biskupi;

8 grudnia 1965r. - uroczyste zamknięcie Soboru Watykańskiego II z którego wynikał ogrom pracy i zadań na przyszłość; ojcowie soborowi dostrzegli skalę zagrożeń dla Kościoła i konieczność przemyślenia na nowo prawdy o Bogu i Chrystusie;

3 maja 1966r. - Jasna Góra - odnowienie ślubów jasnogórskich Jana Kazimierza przez Prymasa Polski kard. Wyszyńskiego w obecności episkopatu oraz ok. miliona wiernych " Te deum Laudamus" ; w uroczystociach tych aktywnie uczestniczył arc. Karol Wojtyła;

6 maja 1966r. - adoracja w katedrze wawelskiej obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej oraz uroczysty jego przejazd ulicami Krakowa na Skałkę, gdzie arc. Karol Wojtyła w obecności Prymasa Wyszyńskiego zawierzył Matce Boskiej Częstochowskiej Kościół Krakowski;

23 czerwca 1967r. - Kardynał - nominat Karol Wojtyła wyjeżdża pociągiem z Katowic do Rzymu w celu odebrania oficjalnej nominacji na Kardynała, po drodze zatrzymuje się w Wiedniu u kardynała Franza KOniga, do Wiecznego Miasta dociera 25 czerwca 1967r.;

28 czerwca 1967r. - Karol Wojtyła otrzymuje z rąk Papieża Pawła VI biret kardynalski i zostaje mianowany członkiem Kongregacji Kościoła Wschodniego i Kongregacji Soboru, równocześnie Papież przydzielił kardynałowi jeden z rzymskich kościołów - to nawiązanie do prastarej tradycji, gdy kardynałowie stanowili grupę rzymskich proboszczów pomagających Papieżowi w rządach Kościołem; Kardynał Wojtyła otrzymał  kościół San Cesareo in Palatio;

6 lipca 1967r. - Kardynał Wojtyła wraca z Rzymu do Polski - była to swoista pielgrzymka; najpierw z Rzymu samolotem do Wenecji a stamtąd już samochodem - w czasie podróży zatrzymał się w małym kościółku w  Osjaku w Austrii - to tu wg legendy zakończył życie król Bolesław Śmiały, który targnął się na życie św. stanisława i po tym fakcie jako pokutnik trafił w to odosobnione miejsce, tu znajduje się jego domniemany grób, z czasem król Bolesław, który winy odpokutował urósł do rangi świątobliwego mnicha a jego kult znany jest w okolicach Osjaku. Na jego grobie ks. kardynał odprawił mszę św., z Osaku kardynał pojechał do Mariazell - austriackiego sanktuarium maryjnego, następnie odwiedził obóz zagłady w Mauthausen, 8 lipca dotarła do Wiednia, gdzie na Kahlenbergu celebrował mszę św.; z Wiednia pociągiem udał się już do Katowic;

9 lipca 1967r. - ingres kardynała Wojtyły do katedry wawelskiej; podczas tego ingresu kardynalskiego powiedział do zebranych krakowian: " Przybywam od grobu św. Piotra do grobu św. Stanisława z nowymi obowiązkami, z nową odpowiedzialnością. Kiedy Ojciec św. włożył mi na głowę pupurowy biret, to przez to chciał powiedzieć, ażebym jeszcze bardziej cenił krew";

31 sierpnia 1967r. - likwidacja Teatru Rapsodycznego przez władze krakowskie,fakt ten kardynał Wojtyła odczuł bardzo boleśnie;

28 lutego 1969r. - wizytując parafię Bożego Ciała na krakowskim Kazimierzu kardynał Wojtyła odwiedza czynną synagogę Remuh, tym wydarzeniem kardynał otworzył nową kartę w dialogu chrzescijańsko - żydowskim co było pokłosiem soborowej deklaracji "Nostra aetate" z 28 X 1965r. która omawiała stosunek Kościoła do Żydów;

1969r. - ukazuje się studium pt.: " Osoba i czyn ", autorstwa kardynała Wojtyły - psychologiczna analiza spełniania się człowieka przez czyn;

sierpień/wrzesień 1969r. - wizyta kardynała Wojtyły w Kanadzie i USA, z Polski przywiózł na amerykański kontynent relikwie św. Stanisława, św, Jacka, św. Jana Kantego ofiarowując je polskim parafiom;

15 sierpnia 1970r. - kardynał Wojtyła został powołany przez papieża do Kongregacji do spraw Kultu Bożego, która ma się zająć odnową liturgii;

1970r. - Kardynał Karol Wojtyła po długich staraniach w Watykanie otrzymał do pomocy przy kierowaniu diecezją dodatkowo dwóch sufraganów: ks. Albina Małysiaka dla zakonów oraz ks. Stanisława Smoleńskiego; Mając czterech biskupów pomocniczych podzielił diecezję na cztery części i każdemu powierzył opiekę na swoimi dekanatami;

27 września 1971r. - kolejny wyjazd do Rzymu, tym razem na II sesję Synodu Biskupów, podczas którego razem z Papieżem Pawłem VI i prymasem Wyszyńskim koncelebruje mszę beatyfikacyjną ojca Maksymiliana Marii Kolbego;

1973r. - wizyta kardynała Wojtyły w Australii - bierze udział w Międzynarodowym Kongresie Eucharystycznym w Melbourne;

kwiecień 1974r. - odbył się w Rzymie międzynarodowy kongres naukowy zwołany z okazji siedemsetlecia śmierci św. Tomasza z Akwinu, w którym aktywnie uczestniczył kardynał Wojtyła, w kularach nazwany był ten kongres "kongresem kardynała z Krakowa"; Wojtyła wygłosił na nim referat pt.: "Osobowa struktura samostanowienia";

8 maja 1974r. - kardynał Wojtyła zadeklarował pomoc każdej przyszłej matce, jeśli zdecyduje się narodzic dziecko mimo trudnych warunków;

7 - 13 marca 1976r. - na zaproszenie papieża odprawia dla niego i Kurii Rzymskiej rekolekcje wielkopostne,  na piśmie kardynał przygotował 22 nauki rekolekcyjne, które wyszły drukiem pod tytułem " Znak, któremu sprzeciwiać się będą ";

1 - 8 sierpnia 1976r. - kardynał bierze udział w Międzynarodowym Kongresie Eucharystycznym w Filadelfii, jako przewodniczący 18 - osobowej delgacji episkopatu Polski;

czerwiec 1977r. - wyróżnienie kardynała Wojtyły doktoratem honoris causa Uniwerstytetu im. Gutenberga w Moguncji;

26 czerwca 1977r. - kardynał Wojtyła uczestniczy w Wadowicach w jubileuszu piećdziesięciolecia kapłaństwa księdza prałata Edwarda Zachera, swojego gimnazjalnego katechety;

21 - 25 czerwca 1978r. - kardynał Wojtyła bierze udział w kongresie poświęconym dziesiątej rocznicy ogłoszenia papieskiej encykliki " Humanae vitae" w Mediolanie; wygłasza tam referat " Matrimonio e amore" w pełni solidaryzujący się z poglądami Pawła VI wyrażonymi w tej encyklice;

6 sierpnia 1978r. - umiera papież Paweł VI;

11 sierpnia 1978r. - kardynał Wojtyła wraz z prymasem Wyszyńskim wylatują z Warszay do Rzymu na pogrzeb Pawła VI oraz na konklawe;

26 sierpnia 1978r. - wybór kardynała Albino Lucianiego, patriarchy Wencji na papieża Jana Pawła I;

17 września 1978r. - kardynał Wojtyła w Mogile odprawił pontyfikalną mszę św. w intencji Jana Pawła I;

28 września 1978r. - około g. 23.00 - nagła śmierć papieża Jana Pawła I;

1 października 1978r. - kardynał Wojtyła odprawia w bazylice Mariackiej w Krakowie mszę św. żałobną za zmarłego Jana Pawła I;

3 października 1978r. - wylot z Warszawy kardynała Wojtyły do Rzymu na pogrzeb Jana Pawła I oraz na swoje ostatnie konklawe;

8 października 1978r. - w polskim kościele pod wezwaniem św. Stanisława w Rzymie odbyła się msza św. w intencji zmarłego Jana Pawła I, celebrował kardynał Wyszyński a homilię wygłosił kardynał Wojtyła;

16 października 1978r. - godz.16.30 - głosowanie siódme i ósme odbywającego się od 15 października konklawe; ok.godz. 17.15 wybór Kardynała Wojtyły na papieża Jana Pawła II; został wybrany  w ósmym głosowaniu uzyskując 99 głosów na 111 możliwych; Kardynał Wojtyła przyjmując urząd najwyższego arcypasterza Kościoła rzymskokatolickiego rzekł do obecnych na konklawe: " Jako posłuszny syn Kościoła, jako człowiek żywej  wiary, choć świadom swojej nigodności, z szacunku dla Was, Umiłowani Elektorowie, wybór przyjmuję. a wybieram sobie imię mojego Porzedniaka, Jana Pawła, raz dlatego, że zachowuję głęboki szacunek dla Jana XXIII i Pawła VI, oraz dlatego, że  zostało nie wykonane dzieło mojego Poprzednika, który zostawił światu uśmiech i wielkie nadzieje. To dziedzictwo nadziei podejmuję pod nazwą Jana Pawła II;

16 paźdzernika 1978r. - godz. 18.18 - biały dym nad Kaplicą Sekstyńską obwieszcza światu wybór kolejnego papieża: 265 papieżem zostaje wybrany Karol Wojtyła, który przybrał imie Jan Paweł II;

16 października 1978r. - godz. 18.44 - w loggi bazyliki kardynał Pericle Felici wypowiada zwyczajową formułę: "Annunito vobis gaudium magnum - Habemus Papam: Eminentissimum ac Reverentissimum Dominum, Dominum Carolum Sanctae Romanae Ecclesiae Cardinalem Wojtyla qui sibi nomen imposuit Joannnem Paulum Secundum " / Zwiastuję Wam radość wielką - mamy Papieża: Najdostojniejszego i Najprzewielebniejszego Pana Świętego Kościoła Rzymskiego, Kardynała Karola Wojtyłę, który przybrał sobie imię Jan Paweł II/;

16 października 1978r. - godz. 19.20 - pierwsze ukazanie się Jana Pawła II w loggi bazyliki i pierwsze słowa do zebranych na Placu św. Piotra : " Sia lodato Gesu Cristo - Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus !!!, krótka oracja i pierwsze błogosławieństwo nowego Papieża " Urbi et Orbi";

22 pażdziernika 1978r. - uroczysta inauguracja pontyfikatu, podczas której papież Polak mówi: " Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi !";

 

Opracowano na podstawie książki: " Karol Wojtyła. Z Wadowic w świat. Historia szczególnego powołania." Adam Bujak, Michał Rożek, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2005

 

  

Karol Józef Wojtyła - rozszerzona biografia  

Karol Józef Wojtyła urodził się 18 maja 1920 roku w Wadowicach. Był drugim synem Karola Wojtyły seniora i Emilii z Kaczorowskich. Ochrzczony 20 czerwca 1920 roku, rodzicami chrzestnymi byli Józef Kuśmierczyk i Maria Wiadrowska. Rodzina zamieszkiwała w Wadowicach w kamienicy przy ul. Kościelnej 7. Rodzina Wojtyłów żyła skromnie, utrzymując się z pensji ojca, który był urzędnikiem wojskowym, pełniący służbę najpierw w cesarskiej królewskiej armii austriackiej, a po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 12 pułku piechoty Wojska Polskiego, stacjonującym w Wadowicach. W 1928 roku przeszedł na emeryturę. Matka pracowała dorywczo jako szwaczka i zajmowała się dziećmi. Brat Edmund, zwany w domu Mundkiem, starszy od Karola o 14 lat, pobierał nauki w wadowickim gimnazjum, a później studiował medycynę w Krakowie.
Gdy Karol ukończył 6 lat, rozpoczął naukę w czteroletniej szkole powszechnej. Był chłopcem wesołym, utalentowanym i jak większość rówieśników - każdą wolną chwilę lubił spędzać na powietrzu. Latem grał w piłkę nożną. Od małego kochał też Lolek sporty zimowe. Grywał w hokeja, lubił jeździć na sankach nieco później zaczął jeździć na nartach. Byty to właściwie wędrówki po okolicy na deskach, wzdłuż rzeki Skawy lub po pobliskich pagórkach.
Na beztroskę dzieciństwa rzucała cień choroba matki. Była kobietą niedomagającą i słabą. I choć opieka nad młodszym synem sprawiała jej wiele trudności, wiązała z nim ogromne nadzieje. "Mój Lolek zostanie wielkim człowiekiem" - mawiała. 13 kwietnia 1929 r. Emilię zabrano do szpitala. Lolek był wówczas w szkole, a gdy wrócił do domu, sąsiadka, a zarazem jego nauczycielka powiedziała: "Twoja matka umarła". Miała 45 lat. W świadectwie zgonu jako przyczynę śmierci podano "zapalenie serca i nerek". Po latach Karol napisze wzruszającą strofę: "Nad Twoją białą mogiłą, o matko, zgasłe Kochanie - za całą synowską miłość modlitwa: Daj wieczne odpoczywanie". Dzień po pogrzebie Lolek wraz z bratem i ojcem udali się na pielgrzymkę do sanktuarium maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej.
Zarówno wówczas, jak i później było to dla niego miejsce szczególne. We wszystkich ważnych i trudnych momentach życia swojego i Kościoła udawał się tam, by w ciszy i spokoju oddawać się medytacji. Po śmierci matki po raz pierwszy właśnie nauczycielka zauważyła, że Lolek zamknął się w sobie, szukając ucieczki w książkach i modlitwie. Koledzy wspominają, że pytany o matkę, mówił: "Została wezwana przez Boga". Po śmierci matki bracia więcej czasu spędzali razem: grali w piłkę, chodzili w góry. Ale już trzy lata później wydarzyła się następna tragedia. W wieku zaledwie 26 lat Mundek zmarł nagle, gdyż jako lekarz szpitala w Bielsku zaraził się szkarlatyną od pacjentki. Był to dla Lolka ogromny wstrząs.
Ojciec ze wszystkich sił pragnął wynagrodzić mu to podwójne sieroctwo. Nie tylko prowadził dom, robił zakupy, gotował czy prał. Był też, a może przede wszystkim, największym przyjacielem chłopca. Starsi ludzie w Wadowicach wciąż pamiętają ojca i syna idących do szkoły, na obiad do jadłodajni "U Banasia", na niedzielną mszę.
Emerytowany porucznik-legionista, nazywany w mieście "Porucznikiem", obdarzony dobrą kondycją fizyczną, zaraził Lolka miłością do gór i aktywnego życia. Codziennie po kolacji wędrowali razem na krótsze spacery po okolicy, w niedziele zapuszczali się w dalsze rejony Beskidu Małego - na szczyty Leskowca, Madohory. Zdarzały się też wycieczki dalsze - w Tatry.
To ojciec wprowadzał przyszłego Papieża w bogaty świat górskiej przyrody - uczył rozpoznawać gatunki drzew i kwiatów, nazywał ptaki i chrząszcze. Śpiewał mu przy ognisku wojskowe i harcerskie pieśni, akompaniując sobie na gitarze. Lubili razem grywać w futbol - Lolek bronił silne strzały ojca. Bywało, że grali szmacianą piłką nawet w mieszkaniu.
Z biegiem lat wolnego czasu było coraz mniej, bo większość dnia ambitny i pracowity uczeń poświęcał nauce.
We wrześniu 1930 r. Karol zdał egzamin do męskiego Państwowego Gimnazjum Śląskiego im. Marcina Wadowity. Była to świetna szkoła z tradycjami, w której wykładali doskonali profesorowie. Oprócz gruntownego przygotowania merytorycznego potrafili wpoić młodzieży głęboką miłość do Ojczyzny. Z nauką Lolek nie miał żadnych trudności, zawsze był prymusem. Zawdzięczał to nie tylko wybitnym zdolnościom, szczególnie humanistycznym, ale i wytężonej pracy. Zawsze miał "monotonne" świadectwa, z góry na dół "bardzo dobrze"! - wspomina sąsiad z ławki, Antoni Bohdanowicz. Znany był z tego, że w miarę możliwości przygotowywał materiał również z wyprzedzeniem, na następne lekcje. Każdy przedmiot znał doskonale. Z arkuszy ocen wynika, że w klasie II i IV z języka polskiego i religii otrzymał ocenę "bardzo dobrą ze szczególnym zamiłowaniem". Nigdy też nie ściągał, było mu to zarówno niepotrzebne, jak też i wbrew jego zasadom. Był jednak koleżeński i powszechnie lubiany. Często i chętnie odrabiał z kolegami lekcje i służył pomocą. Karol wyróżniał się z grona rówieśników ogromną pobożnością. Codziennie w drodze do szkoły wstępował na moment do kościoła, modlił się też w ciągu dnia przed i po jedzeniu, a odrabiając lekcje, robił przerwę na modlitwę po przerobieniu każdego przedmiotu. Częściej niż inni przystępował do komunii, był prezesem Kółka Ministranckiego, a później sekretarzem Sodalicji Mariańskiej. Ale przede wszystkim potrafił - jak żaden chłopak w jego wieku - oderwać się całkowicie od rzeczywistości, oddając się modlitwie. Tę niezwykłą zdolność medytacji pamięta jego kolega z gimnazjum: "Lolek był niewątpliwie obdarzony charyzmą, ale my, jego rówieśnicy, nie rozumieliśmy tego wówczas".
Wielu sądziło, że Lolek zostanie księdzem. I zdawało się, że nic tego nie zmieni, gdy nagle na jego drodze stanął teatr. Stworzone przez nauczycieli języka polskiego Kółko Teatralne łączyło młodzież z gimnazjów męskiego im. Marcina Wadowity oraz żeńskiego - im. Michaliny Mościckiej. Na repertuar składały się głównie obowiązkowe, choć niełatwe lektury: "Kordian" Słowackiego, "Antygona" Sofoklesa, "Sobótka" Kochanowskiego, "Śluby panieńskie" oraz "Damy i huzary" Fredry, zaś widzami byli szkolni koledzy. Karol Wojtyła - wysoki, przystojny, obdarzony pięknym głosem i doskonałą pamięcią - grał prawie we wszystkich spektaklach główne role, a zdarzało się, że i podwójne. Lolek wyróżniał się też jako recytator. Halina Królikiewicz-Kwiatkowska, rówieśnica i artystyczna współtowarzyszka Lolka, pamięta jego występ na konkursie poetyckim: "Siedemnastoletni Karol Wojtyła w przepisowym mundurku, z lekko, jak zwykle, pochyloną głową, recytował ?Promethidiona? Norwida, ten arcytrudny filozoficzny utwór.
Teatr stal się prawdziwą pasją młodych aktorów. Jeździli do Krakowa na warsztatowe spektakle, przygotowywane przez słynnego aktora i reżysera, Juliusza Osterwę. Własne przedstawienia prezentowali nie tylko w szkołach, ale też w Domu Katolickim, Bibliotece Mieszczańskiej, na estradzie pobliskiego parku. Jeździli w teren - do Andrychowa, Kęt. Organizowali też regularne dyskusje o literaturze, zarówno polskiej, jak i obcej, na których analizowano najnowszą poezję. W każdym takim spotkaniu uczestniczył Karol Wojtyła. W tych latach (1934-38) po raz pierwszy zetknął się z późniejszym twórcą Teatru Rapsodycznego w Krakowie, dr. Mieczysławem Kotlarczykiem, z którym bardzo się zaprzyjaźnił.
14 maja 1938 r. osiemnastoletni Karol Wojtyła otrzymał celujące świadectwo maturalne i pożegnał wadowickie gimnazjum. W owym czasie taka matura upoważniała do podjęcia studiów na większości uczelni bez egzaminów wstępnych. Wielu zastanawiało się, jaki fakultet wybierze wszechstronnie utalentowany Lolek. Jedni wróżyli mu błyskotliwą karierę na deskach teatru, innym jawił się jako duchowny. Jednak początkujący poeta zaskoczył wszystkich, wstępując na polonistykę na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskego. W lipcu brał udział w stażu roboczym w Junackich Hufcach Pracy. Także i tu pracowity Lolek dostał odznakę za wydajność oraz wyróżnienie. We wrześniu 1938 r. wziął udział w ćwiczeniach wojskowych Legii Akademickiej, a od października rozpoczął studencki żywot w Krakowie.
Już 15 października 1938 roku odbył się wieczór literacki najmłodszej -jak głosił anons - krakowskięj grupy literackiej, pt. "Drogą Topolowy Most". Wystąpili na nim m.in. Jerzy Kałamacki, Jerzy Bober, Tadeusz Kwiatkowski, Karol Wojtyła, Halina Królikiewiczówna i Krystyna Hojdysówna. Utalentowany student wkrótce zapisał się na dodatkowe zajęcia "żywego słowa" w Konfraterni Teatralnej, która miała kształcić przyszłych adeptów sztuki aktorskiej. Karol zaczynał sam pisać poezje. Nauka nie sprawiała mu najmniejszych trudnością doskonale przygotowany wyróżniał się spośród studentów. Otrzymywał najlepsze noty.
Na pierwszym roku studiów Karol zamieszkał z ojcem w rodzinnym domu matki przy ulicy Tynieckiej 10 w dzielnicy Krakowa - Dębnikach. Pewnego mroźnego okupacyjnego dnia ojciec Karola nieoczekiwanie zachorował. Syn troskliwie opiekował się chorym, jednak dolegliwości nie ustępowały. Po kilku dniach Karol poszedł po południu do apteki po lekarstwa. Kiedy przyszedł do domu okazało się że ojciec już nie żyje. Był mroźny dzień 18 lutego 1941 roku. Karol Wojtyła, 21-letni chłopak z Wadowic, został zupełnie sam na świecie. Przez całą noc czuwał wraz z przyjacielem Juliuszem Kydryńskim przy zwłokach ojca. Być może była to noc przełomowa w jego życiu - z długiej rozmowy przyjaciół o życiu i śmierci narodziła się myśl o kapłaństwie. Jednak zanim do tego doszło, trzeba było jakoś przetrwać trudne czasy. Trwała wojna i pani Kydryńska zadecydowała, że Karol zamieszka z jej rodziną przy ul. Felicjanek. Od dawna już był tu traktowany jak członek rodziny, gospodyni uważała go wręcz za swoje czwarte dziecko. Dzięki domowej atmosferze udało się Karolowi przetrwać najtrudniejsze chwile po śmierci ojca. Pozbawieni możliwości studiowania, Karol i Juliusz zatrudnili się w zakładach chemicznych Solvay w Borku Fałęckim. W ten sposób, dzięki życzliwości prezesa tej fabryki, uniknęli, podobnie jak wielu młodych inteligentów, wywózki na roboty do Niemiec. Pracowali w należącym do zakładu pobliskim kamieniołomie w Zakrzówku, za Dębnikami. Każdego dnia wczesnym rankiem przyjaciele wychodzili do pracy. Dawnym zwyczajem Karol po drodze wstępował do pobliskiego kościoła Sióstr Felicjanek, gdzie odbywała się ciągła adoracja Najświętszego Sakramentu. Obaj mieli uszyte przez starą krawcową państwa Kydryńskłch plecaki, w których przynosili, jakże wszystkim potrzebny do życia, deputat z fabryki: kaszę, groch, mąkę. Praca ich była bardzo ciężka i wyczerpująca. Od ósmej do szesnastej ?w najcięższe zimy wojenne, gdy mróz dochodził do 30 stopni, rozbijaliśmy młotami wapienne złomy i ładowaliśmy tę tłuczkę widłami na wózki wąskotorowej kolejki, dowożące je do fabryki" - wspominał Juliusz Kydryński. Karol został wkrótce pomocnikiem strzałowego. Przykładał się do pracy ale często jednak nie dawał rady. Był bardzo lubiany - za delikatność, skromność i takt - dlatego też wielu robotników pomagało mu w najcięższych pracach. Po dwóch latach ciężkiej pracy w kamieniołomach obaj przyjaciele zostali przeniesieni do działu oczyszczalni wody w Solvayu, gdzie było tylko nieco lżej. Do obowiązków Wojtyty należało m.in. noszenie wiader z wodą wapienną przez długi, ponad stumetrowy dziedziniec zakładu. Ponadto przenosił worki z odczynnikami chemicznymi. Doświadczenie z Solvaya - co podkreślał już jako Papież - pozwoliło mu zrozumieć życie i kłopoty robotników i znaleźć z nimi wspólny język. A także pojąć szczególną wartość pracy. Równocześnie Karol zaangażował się mocno w działalność podziemnej organizacji ?Unia", związanej ze środowiskiem katolickim Krakowa. ?Unia" starała się chronić Żydów przed wywózką na śmierć, wynajdowała im schronienia i aryjskie papiery. Żydzi nie zapomnieli Karolowi Wojtyle tej działalności i po latach dr Joseph Lichten w imieniu żydowskiej organizacji dziękował za nią Papieżowi.
Popołudniami każdą wolną chwilę Karol i Juliusz poświęcali działalności literackiej i artystycznej. Kulturalne życie Krakowa zeszło do podziemia, nie straciło jednak wiele ze swej dawnej intensywności. Niemałe zasługi miało w tym właśnie środowisko młodych krakowskich polonistów. W ich prywatnych domach odbywały się koncerty, deklamacje poezji, wykłady i zażarte dyskusje o literaturze, a także nauczanie języków obcych. Karol Wojtyła poświęcał się przede wszystkim teatrowi. Początkowo czytał wraz z przyjaciółmi - Tadeuszem Kwiatkowskim, Danutą Michalowską i Tadeuszem Kudlińskim - fragmenty arcydzieł polskiego dramatu. Z czasem, za namową wpierającego ich wysiłki wybitnego reżysera Juliusza Osterwy, zaczęli wystawiać tajne spektakle.
Niestrudzony Karol znajdował jeszcze czas na własny rozwój. Dużo pisał. Z tego okresu pochodzą jego dramaty biblijno-historyczne ?Hiob" i ?Jeremiasz", pełne wiary w odzyskanie wolności. Ponadto ciągle uczył się z zapałem. Prowadził z przyjaciółmi długie dysputy filozoficzne i religijne. Studiował dzieła filozofów, czytał poetów - Miłosza, Przybosia, Peipera... zawsze coś, bez przerwy. Najbliżsi przyjaciele pamiętają go, chodzącego po pokoju z podręcznikiem do francuskiego i uparcie powtarzającego słówka.
Przez cały ten czas młody Karol Wojtyła prowadził regularną korespondencję ze swoim polonistą z wadowickiego gimnazjum, dr. Mieczysławem Kotlarczykiem, z którym stworzyli niegdyś prężną grupę teatralną. W listach marzyli o swoim nowym teatrze i jego artystycznym profilu. Szczególnie pasjonowała ich idea teatru słowa. Po aresztowaniu i wywiezieniu do obozu starszego brata, Kotlarczyk postanowił przenieść się do Krakowa. Z pomocą przyjaciół udało mu się otrzymać pracę konduktora tramwajowego. A Karol, po blisko siedmiu miesiącach gościny w domu Kydryńskich, powrócił do skromnego domu na Tynieckiej 10, gdzie zamieszkał z rodziną Kotlarczyków. Osobowość i przyjaźń starszego o 12 lat Kotlarczyka wypełniły pustkę po utracie ojca.
Mieszkanie mieściło się na bardzo niskim parterze i z tego powodu nazwano je ?katakumbami". Właściwie od razu zaczęły się tam odbywać próby teatralne, a wkrótce powstał Teatr Rapsodyczny. Od l listopada 1941 roku - kiedy to odbyło się pierwsze przedstawienie Teatru Rapsodycznego - do końca okupacji aktorom udało się wystawić ?ku pokrzepieniu serc" ?Króla-Ducha", ?Beniowskiego", ?Samuela Zborowskiego" Słowackiego, ?Pana Tadeusza", ?Hymny" Kasprowicza, poezje Norwida i Wyspiańskiego. Konspiracyjne spektakle odbywały się w mieszkaniach zaprzyjaźnionych osób. Oprawę plastyczną stanowił jakiś symboliczny element, np. maska pośmiertna Słowackiego, zaś muzyczną - fortepian, najczęściej z utworami Chopina.
Teatr Rapsodyczny tworzyło tylko pięć osób: Mieczysław Kotlarczyk byt dyrektorem artystycznym i reżyserem, Karol Wojtyła, Danuta Michałowską, Krystyna Ostaszewska i Halina Królikiewiczówna - aktorami. Jak zwykle Karol wyróżniał się wśród przyjaciół recytacją. ?Zapowiada się nadzwyczajny aktor" - powiedział o nim kiedyś Juliusz Osterwa, stały bywalec tajnych widowisk.
Na jednej z prób teatralnych w 1942 roku Karol niespodziewanie oświadczył przyjaciołom, że zamierza studiować teologię. Był to dla wszystkich ogromny szok. W nocy Tadeusz Kudliński przeprowadził z nim wielogodzinną rozmowę, w której usiłował namówić Wojtyłę, by jednak pozostał w teatrze. Nadaremnie. Podobno udało mu się jedynie odwieść Karola od wstąpienia do zakonu o niezwykle surowej regule. Mieczysław Kotlarczyk długo nie mógł się pogodzić z decyzją swojego młodego przyjaciela. Przekonywał Karola o jego niezwykłym talencie aktorskim, snuł wizje wspaniałej kariery teatralnej. Karol - nie chcąc sprawić przykrości przyjaciołom, a zapewne też nie mogąc od razu porzucić swej wielkiej pasji - nie zrezygnował z udziału w przygotowanych już przedstawieniach. Ostatnim jego przedstawieniem był ?Samuel Zborowski", grany w połowie 1943 roku.
Nie przerywając pracy fizycznej w Solvayu, Karol Wojtyła wstąpił do tajnego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Krakowie i jednocześnie rozpoczął studia konspiracyjne na Wydziale Teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. 29 lutego 1944 roku potrąciła go niemiecka ciężarówka wojskowa. Upadł i nieprzytomny leżał na ulicy. Z tramwaju zobaczyła go Józefina Florek, wysiadła, zatrzymała samochód, w którym jechał niemiecki oficer. Ten obmył Karolowi zakrwawioną głowę wodą z przydrożnego rowu i odwiózł do szpitala przy ulicy Kopernika. Stwierdzono wstrząs mózgu i zatrzymano Karola na oddziale do 12 marca. Po wyjściu ze szpitala napisał do swej wybawczyni list z podziękowaniem. Papież, zapytany po latach, czy łączy w jakiś sposób ten wypadek z zamachem na swoje życie w 1981 roku przyznał: ?Tak, w obu przypadkach czuwała nade mną Opatrzność".
Potem, gdy w ?czarną niedzielę" 6 sierpnia tego samego roku Niemcy aresztowali w Krakowie siedem tysięcy mężczyzn, Wojtyle ledwo udało się wymknąć. Wówczas zaniepokojony tą sytuacją arcybiskup krakowski kardynał Adam Sapieha wydał polecenie, by Wojtyła wraz z kilkoma innymi alumnami zamieszkał w pałacu biskupim.
Karol przestał chodzić do pracy. W związku z tym musiał uciekać się do znajomości i szukać protekcji, by nie ścigano go za samowolne opuszczenie Solvaya. Dopiero koniec wojny pozwolił klerykom wyjść z ukrycia i, po odremontowaniu wspólnymi siłami budynku seminarium przy ul. Podwale, rozpocząć normalne, jawne studia. Korzystając z opieki kardynała Sapiehy, młody kleryk Wojtyła studiował teologię w tajnym seminarium duchownym. Studenci mieszkali poza Krakowem i posiadali fałszywe zaświadczenia, że są ?parafialnymi sekretarzami". Zajęcia odbywały się w zakonspirowanych prywatnych mieszkaniach na indywidualnych spotkaniach z wykładowcami. Taka ostrożność była konieczna, gdyż odkrycie przez Niemców groziło natychmiastowym wywozem do obozu lub rozstrzelaniem.
Jako kleryk i kandydat na kapłana, Wojtyła otrzymał pozwolenie na pełnienie niektórych posług duszpasterskich, jak np. udzielanie chrztu, namaszczanie chorych czy też prowadzenie niektórych nabożeństw. Nie mógł jednak - ze względu na konspirację - nosić sutanny. Wkrótce został zaproszony wraz z innym seminarzystą, Franciszkiem Koniecznym, do codziennego porannego asystowania do mszy celebrowanej przez Sapiehę w jego prywatnej kaplicy. Trwało to przez dwa lata. Po mszy obaj klerycy zawsze jedli z arcybiskupem śniadanie.
Późną jesienią 1944 roku Karol przyjmuje z rąk Sapiehy tonsurę, czyli poddaje się podstrzyżynom i od tej pory nosi niewielki wygolony krążek na ciemieniu. Była to część ceremonii przyjęcia do stanu duchownego, którą zniósł dopiero papież Paweł VI w 1973 roku.
Wojna się skończyła. Seminarium wychodzi z ukrycia i przenosi się do budynków, w których mieściło się przed wojną. Jest znów częścią Wydziału Teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tam Karol Wojtyła kończy trzeci i czwarty rok studiów teologicznych. Zagłębiony w studiach nad św. Janem od Krzyża, sam uczy się hiszpańskiego, by móc czytać dzieła teologiczne i poezje swego mistrza w oryginale. W tym czasie debiutuje jako poeta na łamach miesięcznika karmelitów ?Głos Karmelu" poematem ?Pieśń o Bogu ukrytym". Jednak nie podpisuje go nawet pseudonimem, postanawia bowiem naprawdę sięgnąć po pióro dopiero, kiedy ukończy seminarium. Jak zawsze otrzymuje najlepsze noty. Na 26 zdanych egzaminów, z 19 otrzymał najwyższą ocenę ?celujący", z sześciu ?bardzo dobry", jedynie z psychologii - ?dobry". Dowcipni koledzy, wyśmiewający jego pracowitość i zaangażowanie duchowe, przyczepiają mu któregoś razu na drzwiach pokoju karteczkę ?Karol Wojtyła, przyszły święty".
Od kwietnia 1945 r. do sierpnia 1946 r. pracuje na uczelni jako asystent - prowadzi seminaria z historii dogmatu. Wojtyła nie angażuje się w zażarte dysputy polityczne, od których aż kipiało każde spotkanie akademików. Uważa, że - jak powiedział swojemu bliskiemu przyjacielowi z tamtych lat - należy przede wszystkim pamiętać, że się jest ?Polakiem, chrześcijaninem, człowiekiem". Gdy dowiaduje się, że w Czernej karmelici ponownie otworzyli nowicjat, postanawia zwrócić się o przyjęcie do zakonu. Tu jednak pojawiają się kłopoty. Wprawdzie nowy opat zna Wojtyłę i jest mu przychylny, ale zgodę na wstąpienie do klasztoru musi wydać arcybiskup Sapieha, który stanowczo się temu sprzeciwia.
1 listopada 1946 roku Książę Metropolita kardynał Sapieha osobiście wyświęca Karola Wojtyłę na księdza. W Dzień Zaduszny świeżo upieczony ksiądz odprawił mszę prymicyjną w Krypcie św. Leonarda na Wawelu. W tym doniosłym wydarzeniu towarzyszył mu jako ?manuductor" czyli ?prowadzący za rękę" ksiądz Kazimierz Figlewicz, któremu jeszcze w Wadowicach ministrant Lolek służył do mszy. Zgodnie z przywilejem nadanym przez papieża Benedykta XV, kapłanowi wolno tego dnia odprawić trzykrotnie ofiarę. Pierwszą Wojtyła odprawił za dusze rodziców i brata, drugą za wszystkich zmarłych, trzecią - w intencji wyznaczonej przez Ojca Świętego.
4 listopada odprawił z kolei mszę inauguracyjną, na którą przybyli koledzy z Teatru Rapsodycznego oraz robotnicy z fabryki ?Solvay", którzy podarowali mu z tej okazji nową sutannę. Na skromnym przyjęciu po mszy Wojtyła rozdał karty, na których wypisał słowa z Ewangelii św. Łukasza: ?Fecit mihi magna" - ?Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmogący". Następnie udał się do Wadowic, by tam, w swoim kościele parafialnym, odprawić kolejną uroczystą mszę. Ponieważ jego dawne mieszkanie zajmował już ktoś inny, na uroczyste śniadanie po mszy ksiądz Karol zaprosił do zaprzyjaźnionej rodziny państwa Szkockich. 11 listopada udziela pierwszego chrztu. W księdze parafialnej kościoła św. Anny napisano, że córkę państwa Kwiatkowskich ochrzcił ?Carolus Wojtyła Neopresbyter".
Cztery dni później 26-letni ksiądz Karol wraz z zaprzyjaźnionym klerykiem Stanisławem Starowieyskim jedzie pociągiem do Paryża, by stamtąd udać się wprost do Rzymu. Rozpoczyna się pierwsza zagraniczna podróż przyszłego Papieża: półtoraroczne studia w Rzymie. Młody ksiądz znajduje się w zupełnie innym świecie. ?Żywo mam w pamięci moje pierwsze spotkanie z Wiecznym Miastem - mówił wkrótce po swoim wyborze na Tron Piotrowy. - Było to późną jesienią 1946 roku, gdy po święceniach kapłańskich przyjechałem tu, aby kontynuować studia. Przybywając, niosłem w sobie obraz Rzymu, ten z historii, z literatury i z całej tradycji chrześcijańskiej. Przez wiele dni przemierzałem to miasto, liczące wtedy około miliona mieszkańców, i nie mogłem w pełni znaleźć obrazu tego Rzymu, jaki przywiozłem ze sobą. Powoli, powoli odnalazłem go. Doszło do tego zwłaszcza po zwiedzeniu katakumb - Rzymu początków chrześcijaństwa, Rzymu Apostołów, Rzymu Męczenników, Rzymu, który leży u początków Kościoła, a równocześnie tej wielkiej kultury, jaką dziedziczymy" Młody ksiądz każdą wolną od nauki chwilę poświęca na zwiedzanie miasta i okolic. Pod koniec pobytu zna każdą ważniejszą budowlę czy muzeum. Odwiedza też, wraz ze Starowieyskim, wszystkie włoskie sanktuaria, począwszy od Asyżu, poprzez Monte Cassino benedyktynów, Sienę św. Katarzyny Capri, Neapol, Wenecję. Wiosną 1947 roku udają się obydwaj do San Giovanni Rotondo niedaleko Neapolu, gdzie uczestniczą w mszy odprawianej przez kapucyna Ojca Pio, słynnnego stygmatyka. Wojtyle udaje się dotrwać w kolejce do spowiedzi u Ojca Pio. Niektórzy świadkowie twierdzą, że ten, wysłuchawszy go, klęknął przed nim i przepowiedział, że zostanie powołany na Tron Piotrowy i przeżyje zamach na swoje życie. Karol Wojtyła nie omieszkał też odwiedzić jaskini w niedalekim od Rzymu Subiaco, gdzie piętnaście wieków wcześniej miał medytować przez trzy lata św. Benedykt z Nursji. Założyciel zakonu benedyktynów jest jedną z najbardziej czczonych przez Niego postaci z historii Kościoła.
Wychowany w duchu patriotycznym, z zapałem tropi też najdrobniejsze ślady obecności polskich duchownych. Odkrywa klasztor Montorella, założony na górze Guadagnolo przez polskich ojców zmartwychwstańców w 1857 roku. W Rzymie szczególnie przypada mu do serca barokowy kościół św. Andrzeja, w którym spoczywają szczątki św. Stanisława Kostki, polskiego jezuity, zmarłego w Rzymie na malarię w drugiej połowie XVI wieku. Ksiądz Karol wstępuje tu po drodze na zajęcia na codzienną modlitwę. Większość polskich studentów kwateruje w Kolegium Polskim przy Piazza Remuria. Tam jednak miejsca zarezerwowane są dla studentów jezuickiego Gregorianum, zaś na życzenie Sapiehy Wojtyła ma studiować na dominikańskim, bardziej konserwatywnym, Angelicum. Założona w 1557 roku przez dominikanów uczelnia nosiła w czasach Wojtyły oficjalną nazwę Instituto Internazionale Angelicum. Obecnie przemianowano ją na Papieski Uniwersytet w Rzymie. Wszystkie budynki akademickie powstały w czasach Mussoliniego. Z okien sal wykładowych rozpościera się wspaniały widok na Forum Romanum oraz kościoły i pałace śródmieścia Rzymu. Dzięki zabiegom prymasa HLonda (poproszonego o to przez Sapiehę), goszczącego w owych dniach w Rzymie, Wojtyle udaje się zamieszkać w Kolegium Belgijskim przy Via del Quirinale 26. Ma przy tej okazji szansę spotkać się po raz pierwszy z prymasem i wspomina, że cechowała go ?wielka bezpośredniość i serdeczność". Wprawdzie warunki w budynku nie są najlepsze (nie ma łazienek ani pryszniców), zimą studenci marzną, a latem panują koszmarne upały, to jednak położenie ma idealne - pół godziny drogi do Angelicum. Kolegium Belgijskie liczy wtedy zaledwie 22 seminarzystów, głównie z USA i Belgii. Dzięki ciągłemu obcowaniu w międzynarodowym towarzystwie Wojtyła szlifuje swój francuski i z zapałem rzuca się w wir nauki angielskiego. Pomagają mu dwaj amerykańscy koledzy, którzy dla żartu uczą go też niecenzuralnych słów. Jeden z nich wspomina, że Wojtyła ?byt tak napalony" na naukę, że nawet podczas posiłków niemal podsłuchiwał rozmowy Amerykanów. Pamięta też, że polski ksiądz imponował kolegom sprawnością fizyczną, zwłaszcza świetną grą w siatkówkę.
Po zdaniu wszystkich egzaminów ?z najwyższą pochwałą" i otrzymaniu tytułu uprawniającego do nauczania w seminarium, Wojtyła rozpoczyna zasłużone wakacje. Ich program został zaplanowany przez arcybiskupa Sapiehę i obejmował pracę duszpasterską wśród skupisk polonijnych robotników we Francji, Holandii i Belgii. Wyprawę finansuje Sapieha. Wraz ze Stanisławom Starowieyskim Karol wyjeżdża do Marsylii. W porcie spotyka się z francuskim dominikaninem, ojcem Jacquesem Löwem, jednym z założycieli ruchu księży-robotników o nazwie ?Mission de France". Spotkanie robi na nim ogromne wrażenie. Wspomina potem w ?Tygodniku Powszechnym" historię gospodarza Robotniczej Misji św. Piotra i Pawła": ?O. Löw doszedł do wniosku, że biały habit niczego dzisiaj sam z siebie nie mówi. Postanowił więc upodobnić się do swoich owieczek. Żyjąc wśród robotników, postanowił stać się jednym z nich. Po niejakim czasie stał się także duszpasterzem swych kolegów i towarzyszy". Obserwując misję ojca Löwa, polski ksiądz przypomniał sobie swoich towarzyszy z czasów okupacji, którym wyjaśniał tajemnice Pisma Świętego w fabryce Solvay. W Paryżu Wojtyła poznaje robotniczą parafię na peryferiach, prowadzoną przez księdza Michonneau, który spisał swoje doświadczenia w książce ?Parafia wspólnoty misyjnej". W parafii belgijskiego ośrodka węglowego Charieroi Wojtyła zaprzyjaźnia się z polskimi górnikami, którzy na koniec kilkutygodniowego pobytu zgotowali mu ciepłe pożegnanie. Na koniec podróży odwiedza w Brukseli znajomego z Kolegium Belgijskiego ojca Marcela Uylenbroecka, który zapoznaje go z twórcą aktywnej w Belgii organizacji chrześcijańskiej Jeunesse Ouvriere Chrétienne.
W relacji z tej podróży w ?Tygodniku Powszechnym" Wojtyła dochodzi do wniosku, że same intelektualne wartości katolicyzmu nie są wystarczające, by zmienić społeczeństwo. Twierdzi, że należy tak przystosować liturgię, by była ona zrozumiała także dla niewykształconych mieszkańców robotniczych przedmieść. Zetknięcie Wojtyły z ruchem księży-robotników miało w dużej mierze określić jego wrażliwość społeczną, owocującą później w homiliach i encyklikach.
Po wakacjach studenci powracają na Angelicum pełni nowych wrażeń. W pierwszym tygodniu listopada Wojtyła zapisuje się na drugi, ostatni rok nauki. Program jest bardzo trudny, przeładowany filozofią mistyczną i obejmuje takie zagadnienia, jak: ?Mistyczne zjednoczenie z Bogiem", ?Doktryna świętego Tomasza o szczęściu", ?Psychologia religijna" czy metafizyka. Wigilię Bożego Narodzenia polscy studenci spędzają razem z kolegami z Kolegium Belgijskiego, śpiewając kolędy po angielsku, francusku, flamandzku i niemiecku. Wojtyła występuje też z recytacją fragmentu sztuki o bracie Albercie, autorstwa Adama Bunscha. Zachwyca słuchających swoją dykcją i głębokim barytonem. Jego profesorem i doradcą w pracy nad rozprawą doktorską ?Zagadnienia wiary u świętego Jana od Krzyża", którą właśnie zaczyna pisać, jest wybitny znawca teologu mistycznej Reginald Garrigou-Lagrange. Do dziś Papież uważa go za swego najlepszego nauczyciela. W swojej pięcioczęściowej pracy, zawartej na 280 stronach i napisanej w całości po łacinie, Wojtyła opisuje ?ekstatyczną mękę" duszy, poszukującej wiary, i jej ?mroczne noce" rozpaczy. Dochodzi do wniosku, że zdaniem św. Jana od Krzyża modlitwa i kontemplacja jako ?doświadczenia mistyczne" prowadzą do wiary i ?wewnętrznego zespolenia z Bogiem". Przyszły Papież dowodzi jednak, że musi to być wiara ?karmiona miłością i oświecona darami Ducha Świętego, szczególnie mądrością i rozumem". Ta niezwykle trudna rozprawa otrzymuje najwyższe noty. Ksiądz Wojtyła nie otrzymuje jednak tytułu doktora Świętej Teologii, gdyż według obowiązujących na uczelni przepisów warunkiem jego przyznania jest opublikowanie doktoratu drukiem. A ubogi ksiądz z Polski nie ma na to pieniędzy. Dopiero w połowie 1948 roku, już po powrocie do kraju, uzyskuje polski doktorat na podstawie pracy o wierze św. Jana od Krzyża.
?Czas mój mknie z ogromną szybkością. Nie wiem doprawdy, jakim sposobem skończyło się już nieomal półtora roku. Studia, spostrzeżenia, przemyślenia - to wszystko działa jak ostrogi na konia" - pisze ksiądz Karol z Rzymu do zaprzyjaźnionej Heleny Szkockiej. 15 czerwca 1948 roku wraca do Krakowa i ponawia prośbę o przyjęcie do zakonu. Arcybiskup Sapieha także i tym razem nie wyraża zgody Mówi: ?Sto razy dawałem pozwolenie kandydatom, którzy chcieli wstąpić do klasztoru. Tylko dwa razy się sprzeciwiłem. Raz nie dałem zezwolenia księdzu Kozłowskiemu, który jest również z Wadowic, a teraz po raz drugi mówię: nie". I wyznaje nalegającemu prowincjałowi, ojcu Leonardowi Kowalówce, że po wojnie brakuje księży i że ?potrzebujemy Wojtyły w diecezji". Po namyśle zaś dodaje: ?Kiedyś w przyszłości będzie go potrzebował cały Kościół".

 

KSIĄDZ KAROL WOJTYŁA - WIKARIUSZEM

Po powrocie z rzymskich studiów ksiądz Karol nie zdążył jeszcze na dobre odświeżyć kontaktów z przyjaciółmi, gdy przyszło polecenie kardynała Sapiechy - nowym zadaniem młodego księdza było objęcie posady wikarego w małej, galicyjskiej parafii Niegowić.
Zdaniem niektórych krakowskich przyjaciół arcybiskup Sapieha wysłał księdza Karola do Niegowici na wygnanie. Uważali oni, że z dala od skupisk inteligenckich i kontaktów intelektualnych świetnie zapowiadająca się kariera naukowa Wojtyły zostanie zniszczona. Sapieha miał jednak swoje, zupełnie inne, powody. Systematycznie realizował wobec swego ulubionego księdza dalekosiężny plan. Chciał, by po teoretycznych, oderwanych od realiów studiach w Rzymie jego pupil poznał rzeczywistość Kościoła na każdym poziomie i mógł rozwinąć swoje talenty duszpasterskie. Młody wikary oczywiście nie poskarżył się ani razu, ufając bezgranicznie swemu protektorowi i pamiętając, że w tej parafii rozpoczynało karierę wielu wybitnych duchownych. Z właściwym sobie entuzjazmem i energią zabrał się do pracy.
28-letni Karol Wojtyła pojawił się na wiejskiej drodze w gorący lipcowy dzień 1948 roku w zniszczonej sutannie, rozdeptanych butach i ze starą, wypchaną walizką, zawierającą cały jego dobytek. Ośmiokilometrowy dystans, dzielący wieś od stacji kolejowej w Klaju przebył piechotą. Dochodząc do Niegowici, ucałował ziemię. Zamieszkał w skromnym domku, zwanym wikarówką, w pobliżu drewnianego kościółka, otoczonego rosłymi brzozami. W sąsiednim pokoju mieszkał drugi wikariusz, ksiądz Kazimierz Ciuba. Obaj podlegali proboszczowi Kazimierzowi Buzale, którego bardzo cenił sam metropolita Sapieha. Do obowiązków wikarego należało nauczanie religii w czterech wioskach wokół Niegowici, odprawianie porannej mszy i służenie do mszy niedzielnej, udzielenie sakramentów, odwiedzanie chorych i chodzenie ?po kolędzie".
Młody ksiądz od razu narzucił sobie surowy rygor. Wstawał o piątej rano, odprawiał mszę, a potem konnym wózkiem lub piechotą udawał się w objazd parafii. Na wozie cały czas czytał, a idąc piechotą, modlił się lub medytował.
Wieczorami pisał. W tym czasie powstał jego artykuł o księżach-robotnikach, z którymi się zetknął we Francji. Pewnego wolnego dnia zawiózł go do Krakowa, do redakcji ?Tygodnika Powszechnego". Tekst uznano za bardzo interesujący i zamieszczono na pierwszej stronie. W Krakowie pojawił się w tym czasie jeszcze raz - przy okazji egzaminów na tytuł magistra teologii.
Większość czasu spędzał jednak wśród parafian. Wędrował do nich w deszczu i błocie, w zimową zawieję i w sierpniowy skwar. Amerykański biograf Papieża, Tad Szulc, tak odnotował Jego wyznania w rozmowie z przyjacielem seminaryjnym, księdzem Mieczysławem Malińskim: ?Idziesz w sutannie i w płaszczu, w komży, w birecie ścieżkami wydeptanymi w śniegu. Nazbiera ci się tego śniegu na sutannie, potem w mieszkaniu on stopnieje, a na polu, na mrozie znów zamarznie i tworzy ci się sztywny kalosz wokół nóg, który coraz bardziej ciąży i przeszkadza stawiać kroki. Pod wieczór człowiek ledwie włóczy nogami. AIe trzeba iść dalej bo wiesz, że na ciebie ludzie czekają, że czekają na to spotkanie cały rok." Poproszony o pomoc, nigdy jej nie odmawiał. Niektórzy pamiętają go, jak z radością kopał rowy czy młócił zboże. Pomagał dzieciom odrabiać lekcje. Kiedy jednej starszej wdowie ukradziono pościel, po prostu oddał jej swoją.
W czasie siedmiu miesięcy posługi w Niegowici Wojtyła udzielił 13 ślubów i ochrzcił 48 dzieci. Mleiscowi wspominają, że podobno księdzu Wojtyle raz zdarzyło się odmówię ochrzczenia jednego chłopca... Był to żydowski sierota, którego po śmierci matki w krakowskim getcie ukrywała u siebie przez czas wojny, a potem wychowywała jak własne dziecko jedna z parafianek. Wojtyła, wiedząc, że chłopiec ma rodzinę w Stanach Zjednoczonych, stwierdził, że ochrzczenie go byłoby nielojalne i że trzeba go odesłać do bliskich. I już w czerwcu sześciolatek płynął ?Batorym" do USA.
Ksiądz Karol szczególnie dużo czas spędzał z młodymi ludźmi. Zaraził ich swoją pasją teatralną i szybko stworzył amatorski zespół. W wiejskim domu parafialnym mieszkańcy obejrzeli dwa przedstawienia. Dwukrotnie zabrał grupę teatralną na spektakle do Krakowa. Organizował dla młodych wycieczki do lasu i po okolicy, grał z nimi w siatkówkę, wieczorami zaś siadał do wspólnego ogniska i trzymając się za ręce z wiejskimi chłopcami i dziewczętami, śpiewał wesołe piosenki i modlił się. W zimowe wieczory natomiast śpiewał z nimi kolędy. Pobierał też lekcje jazdy rowerem. Ale, podobno nie szło mu to najlepiej. Tłumaczył, że nie jest w stanie opanować tej sztuki, bowiem ?trudno mu utrzymać równowagę". Kiedyś, już jako Papież, otrzymał od polskich mistrzów kolarstwa Czesława Langa i Lecha Piaseckiego nowoczesny rower Colnago, ale nie wiadomo, czy zrobił z niego jakiś użytek.
Wraz z drugim wikarym założył kółko Żywego Różańca. Nie było to w owym czasie zachowanie częste u księży, toteż czujne władze szybko zwróciły na niego uwagę. Tajniacy usiłowali rozwiązać tamtejsze lokalne koło Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej i stworzyć w zamian komórkę komunistycznej organizacji - Związek Młodzieży Polskiej. Młodzież próbowano zmuszać do donoszenia na młodego księdza. W tym celu funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa uciekali się do szantażu, a nawet pobić. Wojtyła zwykł tłumaczyć w takich sytuacjach, że temu, co złe, należy przeciwstawiać dobro. Nigdy nie namawiał do oporu, a młodym chłopcom wręcz radził, by opowiadali agentom o tym, co dzieje się w parafii.
Z takim bagażem doświadczeń ksiądz Karol przybył w marcu 1949 roku do Krakowa. Zjawił się tutaj powołany przez swojego arcybiskupa na nową placówkę. Tym razem miał to być kościół św. Floriana, położony prawie w centrum miasta, na Kleparzu, jeden z pięciu najstarszych kościołów w mieście. Tu także szybko się okazało, że potrafi zdobyć zaufanie wśród młodzieży, choć w Krakowie - już akademickiej. Kardynał Sapieha intuicyjnie przeczuwał, że będzie to dla młodego wikarego najodpowie- dniejsze miejsce. Z jednej strony żywiołowa młodzież, otwarta na wszelkie nowe pomysły i idee, z drugiej - żywe środowisko intelektualne i kulturalne Krakowa. Zgodnie z przewidywaniami metropolity Karol Wojtyła perfekcyjnie połączył działalność duszpasterską i wychowawczą z twórczością literacką i filozoficzną.
Obowiązki podzielił z drugim wikarym, księdzem Czesławem Obtułowiczem, który miał zająć się młodzieżą ze szkół średnich. Wojtyle bowiem przypadło środowisko młodzieży akademickiej. Poza codzienną posługą duszpasterską ksiądz Karol z właściwą sobie energią poświęcił się pracy wśród studentów. Szybko nawiązał z nimi bliski kontakt, ujmując ich swoją młodością, taktem, pogodnym usposobieniem i - nie najczęstszym u księży - poczuciem humoru. Oszczędny w słowach, doskonale umiał słuchać, toteż młodzież powierzała mu swoje największe osobiste tajemnice. Prowadził wykłady, organizował w zakrystii dyskusje na najróżniejsze tematy, odwiedzał studentów w akademikach i prywatnych mieszkaniach, chodził z nimi do teatru i do kina, grywał w szachy. Jego rekolekcji adwentowych czy wielkopostnych słuchały w skupieniu tłumy dziewcząt i chłopców, wypełniające szczelnie cały kościół.
Wojtyła założył tu także mieszany chór gregoriański, który na początku maja 1951 roku wykonał w kościele św. Floriana w całości przepiękną mszę gregoriańską ?De Angelis". Prawie pół wieku później przyszły Papież przyzna, że jego najważniejszym odkryciem z tamtych lat była potęga młodości. W książce ?Przekroczyć próg nadziei" rozważa: ?Co to jest młodość? (...) To zarazem czas dany każdemu człowiekowi i równocześnie zadany mu przez Opatrzność. W tym czasie szuka on odpowiedzi na podstawowe pytania, jak młodzieniec z Ewangelii. Szuka nie tylko sensu życia, ale szuka konkretnego projektu, wedle którego to swoje życie ma zacząć budować. I to właśnie jest najistotniejszy rys młodości".
Sam będąc młodym uznał, że zwykła praca duszpasterska tu nie wystarczy, że młodzież potrzebuje go także poza kościołem. Wpadł więc na pomysł wspólnego wędrowania. Początkowo byty to wypady górskie w pobliskie Gorce i Beskidy, potem dalej - w Bieszczady, a później także na dłuższe spływy kajakowe po Pojezierzu Kaszubskim czy Mazurach. Wojtyła traktował te wyprawy jako doskonałą okazję do niczym nie skrępowanej pracy dydaktycznej. Zdawał sobie sprawę, że pobyt na łonie natury sprzyja pogłębieniu kontaktów, skupieniu i ułatwia wymianę myśli. Wkrótce środowisko skupione wokół niego, które zwykł określać swoją ?paczką", liczyło już mniej więcej 70 osób! (Z większością pozostaje do dziś w możliwie ścisłym kontakcie).
Ponieważ w tamtym czasie księża nie mogli zajmować się pracą z młodzieżą poza kościołem, ksiądz Karol podczas tych turystycznych wypraw nie nosił sutanny tylko ubierał się tak, jak jego podopieczni - w skromny, sportowy strój. Często była to po prostu koszulka gimnastyczna i krótkie spodenki. Dla niepoznaki, aby nie mieć problemów z milicją, młodzi przyjaciele zaczęli nazywać go ?Wujkiem". Milicja, która w tamtych czasach kontrolowała czasami kempingi, nie zwracała uwagi na tak ?zamaskowanego" przewodnika. Turystyczne eskapady grupy Wojtyły miały swój rytuał. Każdy dzień rozpoczynała msza, odprawiana na polowym ołtarzu, skleconym naprędce z najprzeróżniejszych elementów, np. kilku desek lub odwróconych kajaków, potem wyruszano w drogę. Wojtyła miał zawsze dodatkowy bagaż w postaci naczyń liturgicznych, które dzielnie dźwigał na plecach.
W czasie wędrówki, niezależnie na szlaku czy w kajaku, Wojtyła zazwyczaj prowadził z którymś z towarzyszy osobiste rozważania na jakiś szczególnie intrygujący temat. Bardzo często poruszanymi tematami były sprawy seksu i miłości. Wojtyła wyrobił sobie swój własny pogląd na ten temat, jeszcze na wiele lat przed soborową rewolucją. Zajmował się rzeczywistą rolą seksu w codziennym życiu i dostrzegał moralny aspekt stosunku mężczyzny do kobiety. Tłumaczył, że zanim para nawiąże intymny kontakt musi nauczyć się być razem: bycia cierpliwym, odpowiedzialnym, wyrozumiałym, dzielenia się z drugą osobą. ?Miłość to nie przygoda" - powtarzał. ?Ma smak całego człowieka. Ma jego ciężar gatunkowy. I ciężar całego losu. Nie może być chwilą. Dlatego odnajduje się w wymiarach Boga, bo tylko On jest wiecznością". Młody wikary zadziwiał młodych przyjaciół swą znajomością ludzkiej natury. Tłumaczył np. dziewczynom, że one mają szczególny dar kształtowania charakteru i postawy mężczyzn. Pewną studentkę, która nie była do końca pewna, czy wybrała odpowiedniego partnera, przekonywał: ?Czyż nie chciałabyś go wychować? Czyż nie chciałabyś wyprowadzić go na ludzi?" Uczestniczący w tamtych wyprawach Karol Tarnowski wspomina w historii Jana Pawła II autorstwa Carla Bernsteina i Marco Politiego: ?Pragnął nam pomóc w zrozumieniu, że współuczestnictwo w poczęciu dziecka jest w rzeczywistości uczestniczeniem w akcie stworzenia". Niektórzy ówcześni narzeczeni pamiętają, jak doradzał im kilkudniowe przerwy w spotkaniach dla umocnienia wewnętrznej dyscypliny. Przyznają jednak ze skruchą, że raczej rzadko korzystali z tych rad. I choć niektórzy z nich twierdzą, że trudno im pojąć sztywną postawę głowy Kościoła na temat antykoncepcji wśród małżeństw posiadających potomstwo, to jednak żadna z par wychowanych na jego nauce nie rozpadła się.
Z tego okresu pochodzi wspomnienie księdza Mieczysława Malińskiego z papieskiej biografii Tada Szlca. Dotyczy pewnej rozmowy księdza Malińskiego z przyszłym Papieżem, podczas której młody Wojtyła opisywał mu trudy duszpasterskiej posługi: ?Tu nawet nie chodzi o rekolekcje, ale o spowiadanie. To jest coś najtrudniejszego, a zarazem najważniejszego (...) Chodzi o kontakt z człowiekiem. (...) A więc nie można bawić się w dzięcioła, który odstukuje to z jednej, to z drugiej strony. Ani załatwić sprawy jakimś gładkim słowem. Ale trzeba nawiązać dialog. Potraktować poważnie i z sercem. Spowiedź to jest ukoronowanie naszej kapłańskiej działalności. Ukoronowanie również w tym sensie, że przed nami odkrywa się człowiek w swoim najgłębszym ?ja?".
Wiele interesujących kontaktów nawiązał Karol Wojtyła w tym czasie z krakowskimi intelektualistami i artystami. Szczególnie długo przetrwały znajomości z fizykami z Politechniki i wykładowcami Akademii Sztuk Pięknych, mieszczącej się nieopodal parafii. Tak rosło grono przyjaciół, dzięki którym młody, skromny ksiądz stał się znaną i coraz bardziej wpływową krakowską osobistością. Z tego też okresu pochodzą wiersze publikowane pod pseudonimem Andrzej Jawień i Stanisław Andrzej Gruda oraz dramat o bracie Albercie (Adamie Chmielowskim), wystawiany później jako ?Brat naszego Boga". Po dwuipółrocznej pracy wikarego u św. Floriana, w połowie 1951 roku nastąpiły wydarzenia, które pchnęły księdza Karola do zupełnie nowych zadań... Po powrocie z Rzymu i objęciu wikariatu w Niegowici, ksiądz Karol Wojtyła powrócił do pracy doktorskiej o św. Janie od Krzyża. Zatrudnił nawet syna miejscowego rolnika, aby za niewielką opłatą przepisał pracę na maszynie. Chłopak, Stanisław Wyporek, zadanie wykonał, choć z tekstu nie rozumiał ani słowa, bo była napisana najczystszą łaciną...
Ponieważ z powodu nie ukazania się drukiem napisanej na Angelicum rozprawy o św. Janie od Krzyża ksiądz Wojtyła wrócił do Krakowa bez oficjalnego tytułu doktorskiego, pół roku później zdawał egzamin na tytuł magistra Wydziału Teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Władze uczelni przychyliły się do jego prośby i uznały tajne seminarium z czasów okupacji oraz studia w Rzymie. Na egzaminie otrzymał najlepsze oceny z takich przedmiotów, jak filozofia chrześcijańska, studia nad Starym i Nowym Testamentem, podstawy teologii z liturgią, nauczanie, metodologia czy historia filozofii i otrzymał tytuł magistra.
Już miesiąc później, wiosną 1949 roku, władze wydziału przyznały mu tytuł doktora teologii na podstawie rozprawy o św. Janie od Krzyża. Znany autorytet w sprawach teologii moralnej, ksiądz Władysław Wicher, z uznaniem wypowiedział się o ?psychologicznym przeżywaniu wiary", ukazanym przez Wojtyłę. Zauważył jednak, iż praca jest tak drobiazgowa, że ?czytelnik gubi się w gąszczu detali". Jeszcze w tym samym roku, w nr. 35 ?Tygodnika Powszechnego" Wojtyła zamieścił artykuł, zatytułowany ?Apostoł". Wspominał w nim Jana Tyranowskiego, swojego pierwszego duchowego przewodnika, z którego inspiracji zainteresował się św. Janem od Krzyża.
23 lipca 1951 roku, w wieku 85 lat, umiera największy mistrz Wojtyły uwielbiany przez społeczność Krakowa, kardynał Adam Stefan Sapieha. Żegnały go wielotysięczne tłumy wiernych z całej Polski. Śmierć mistrza mocno wstrząsnęła Karolem. Po latach wspomina miłość, jaką darzyły krakowskiego metropolitę rzesze Polaków. Przypomina pamiętną scenę powitania księcia po przyznaniu mu kapelusza kardynalskiego w Rzymie, kiedy rozentuzjazmowani studenci wzięli na barki jego samochód i zanieśli, niczym w lektyce, do Kościoła Mariackiego. Papież określa tę chwilę jako ?wyraz uniesienia religijnego i patriotycznego, które ta kreacja kardynalska wzbudziła w społeczeństwie".
Miejsce opuszczone przez Sapiehę zajął biskup Eugeniusz Baziak. Książę metropolita tuż przed śmiercią polecił Wojtyłę swojemu następcy. Zgodnie z jego wolą biskup Baziak zarządził, by ksiądz Karol wziął urlop od rozlicznych duszpasterskich obowiązków i poświęcił się wyłącznie pisaniu pracy habilitacyjnej. Było to bardzo nie na rękę młodemu wikariuszowi, ale nie miał wyjścia. Na wszelki wypadek przełożony zapowiedział, że na każde nie związane ze studiami przedsięwzięcie Wojtyła musi mieć jego bezpośrednią zgodę. Pozwolił mu jedynie odprawiać mszę w kościele św. Katarzyny oraz utrzymywać kontakty z młodzieżą u św. Floriana. Ten dwuletni okres wykorzystywał Karol także na twórczość poetycką i intensywną naukę angielskiego. Chętnie chadzał na przedstawienia do Teatru Rapsodycznego. Za namową arcybiskupa Baziaka przeniósł się z plebanii św. Floriana do mieszkania księdza Ignacego Różyckiego, wybitnego teologa i profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pisywał też dość dużo do ?Tygodnika Powszechnego": artykuły publicystyczne i poezje. W latach 1952-53 umieścił tam między innymi dwa duże artykuły z dziedziny żywo interesującej Autora - chrześcijańskiej etyki seksualizmu (?Instynkt", ?Miłość i małżeństwo"), a ponadto ?Religijne doświadczenie czystości".
Oprócz publikacji na te tematy ksiądz Wojtyła wygłaszał też kazania oraz organizował dyskusje ze studentami. Mimo rozlicznych zajęć udało mu się dokończyć pracę habilitacyjną pod tytułem ?Ocena możliwości oparcia etyki chrześcijańskiej na założeniach systemu Maxa Schelera". Rada Wydziału Teologicznego Uniwersytetu przyjęła ją jednogłośnie 12 grudnia 1953 roku, jednak ks. dr Karol Wojtyła nie uzyskał habilitacji, gdyż nie wyraziło na to zgody Ministerstwo Oświaty któremu podlegały wszystkie wyższe uczelnie. Ministerstwo zaś w tych czasach nie miało najmniejszej ochoty przyznawać duchownym tytułów naukowych.
Ksiądz Wojtyła wrócił zatem do dawnych obowiązków, koncentrując się na pracy wychowawczej z młodzieżą. Kiedy w 1954 roku władze zamknęły wydział teologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, zaczął wykłady w seminariach w Katowicach, Częstochowie i Krakowie, a także na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i u Urszulanek w Krakowie. Ciągle podróżował.
W roku 1956 ksiądz Karol Wojtyła na dobre zadomowił się na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, ostatnim bastionie teologicznym na polskich uczelniach. Wykładał tu m. in. teologię moralną i etykę małżeńską. Pod koniec roku zaproponowano mu objęcie katedry etyki, co było dla 36-letniego kapłana dużym wyróżnieniem. Mieszkał jednak nadal w Krakowie, z którego dojeżdżał 12 godzin zdezelowanym pociągiem, nieustannie modląc się i czytając. Od razu zjednał sobie nie tylko kolegów wykładowców, ale i studentów. W wytartej sutannie, wyglądających spod niej spranych oliwkowych spodniach od dresu i rozdeptanych kompletnie butach nieokreślonej barwy wyróżniał się całkowitą niedbałością o wygląd. Jednak młodzież kochała ?swojego" profesora - wuja Karola. Na jego wykłady ciągnęły tłumy, oblepiając każdy wolny kawałek podłogi, liczni stali pod ścianami.
Był ich przyjacielem, powiernikiem, kompanem zabaw. Odwiedzał chorych, udzielał bezzwrotnych pożyczek pieniężnych. Chodził na wycieczki i pływał kajakiem. Studenci uznali, że profesor Wojtyła jako jedyny spośród kadry wykładowców KUL zasłużył na miano ?mądrego i świętego". W latach 1957 i 1958 Wojtyła kursował między swoją katedrą etyki a krakowskim kościołem Sióstr Felicjanek, w którym wygłaszał cykl wykładów na temat ?Współczesnej misji współczesnego lekarza". Szczególne miejsce poświęcił w nich stosunkowi do lekarzy dokonujących aborcji oraz współpracy Kościoła ze środowiskiem lekarskim. W tym samym czasie ogłasza esej na temat ?Dekretu Gracjana". XII-wieczny dekret zawierał prawa kościelne, zebrane przez Franciszka Gracjana, twórcę nauki o prawie kanonicznym. Choć Wojtyła w zasadzie nie posiadał w tej dziedzinie specjalnych kwalifikacji, jednak pracę bardzo wysoko oceniono zarówno w Polsce, jak i w Watykanie. Z tego też okresu pochodzą drukowane w ?Tygodniku Powszechnym" teksty: ?Katolicka etyka społeczna" i ?Dramat słowa i gestu", drukowany pod pseudonimem, a poświęcony Teatrowi Rapsodycznemu.

KSIĄDZ KAROL WOJTYŁA - BISKUPEM

Uroczystą sakrę biskupią Karol Wojtyła otrzymał 28 września 1958 roku, w święto św. Wacława,w katedrze wawelskiej. Za dewizę biskupią wybrał sobie słowa "Totus Tuus" (Cały Twój), wyrażające oddanie się Chrystusowi i zawierzenie Matce Bożej, a pochodzące z traktatu maryjnego św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. Od tej pory na każdym liście czy dokumencie który podpisywał swoim nazwiskiem, widnieją w prawym górnym rogu te słowa. Swój biskupi znak - krzyż z dużą literą M pod jego lewym ramieniem, przedstawił dopiero w połowie 1959 roku.
Karol Wojtyła został mianowany na biskupa tytularnego Ombrii, a co za tym idzie - biskupa pomocniczego Krakowa. Fakt ten mocno zaważył na karierze naukowej ks. doktora Wojtyły. Obciążony dodatkowymi zajęciami na poważnym stanowisku, pracy naukowej mógł poświęcać coraz mniej czasu. Mimo to w roku 1960 ukazuje się jedna z najważniejszych, a na pewno w swoim czasie najgłośniejsza praca Karola Wojtyły - "Miłość i odpowie- dzialność". Materiały do niej zbierał latami, głównie podczas wielogodzinnych rozmów z młodzieżą na wyprawach turystycznych. Najpierw jednak powstał na tej kanwie dramat "Przed sklepem jubilera", którego osnową były problemy małżeństw. Sztuka nosi podtytuł: "Medytacja o Sakramencie Małżeństwa".
Wydane w roku 1960 dojrzałe studium etyczne "Miłość i odpowiedzialność" okazało się więc rodzajem naukowego rozwinięcia dzieła literackiego. Objęło ono całokształt problematyki seksualnej i małżeńskiej w twórczości Wojtyły: problemów seksu, równouprawnienia płci w małżeństwie, anatomii, fizjologii i psychologii współżycia z analizą "krzywej podniecenia seksualnego" włącznie. Jak zaznacza autor we wstępie do drugiego wydania, książka powstała w oparciu o dwa źródła: doświadczenia pochodzące z pracy duszpasterskiej oraz Ewangelię a wraz z nią - naukę Kościoła. Studium składa się z pięciu części: "Osoba a popęd", "Osoba a miłość", "Osoba a czystość", "Sprawiedliwość wobec Stwórcy" oraz "Seksuologia a etyka". Szczególnie ostatni rozdział wywołał sensację zarówno w kręgach kościelnych, jak i wśród intelektualistów. Przyszły papież, analizując wskazania seksuologii, doszedł do wniosku, że są one możliwe do realizacji tylko w oparciu o etykę.
Zaraz po nominacji biskup Wojtyła napisał w liście do profesora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Vetulaniego: "Praca naukowa zbyt już opanowała moją świadomość. Inna rzecz, ile znajdzie się na nią miejsca w moim życiu. Jestem zdecydowany o nie walczyć. Biskupstwo jest bezcennym dziedzictwem nadprzyrodzonym po Apostołach, jednak i biskupi muszą żyć w epoce "naukowego światopoglądu"."
Na zajęcia ze studentami zupełnie zabrakło mu czasu. Dopiero w roku akademickim 1960/61 zatrudnił się na pół etatu na Katedrze Etyki KUL, by prowadzić przynajmniej kilka godzin zajęć tygodniowo. Z czasem spotkania przeniosły się do Krakowa - biskup Wojtyła zapraszał na nie studentów i wykładowców z KUL-u i UJ, potem już tylko wykładowców. Często chodził z nimi na spacery, dyskutując.
W ścisłym gronie współpracowników z Lublina wyjeżdżał też na narty. Towarzyszyli mu wówczas ks. Tadeusz Styczeń, księża profesorowie Stanisław Nagy, Ignacy Różycki, Marian Jaworski - właściwie cała katedra z wyjątkiem księdza Andrzeja Szóstka. "Jędruś, musisz się koniecznie nauczyć jeździć na nartach, bo nie możesz brać udziału w najważniejszych posiedzeniach katedry" - mawiał do kolegi ksiądz profesor Wojtyła. Podczas tych wypraw profesorowie wymieniali informacje o wydarzeniach z życia katedry i dyskutowali nad pracami z zeszytów "Roczników Filozoficznych KUL", których biskup Wojtyła byt redaktorem naukowym. Przede wszystkim jednak biskup Wojtyła rzucił się z zapałem w wir duszpasterskiej posługi. Nieustannie wizytował parafie, udzielał sakramentów, głosił homilie, prowadził rekolekcje, konferencje naukowe, brał udział w rozmaitych uroczystościach. Dzięki licznym kontaktom z kapłanami i świeckimi z całej archidiecezji doskonale orientował się w jej problemach.
W 1962 roku Wojtyła został krajowym duszpasterzem środowisk twórczych i inteligencji. Miał teraz ogląd całego polskiego Kościoła. W czerwcu tegoż roku umiera wielki protektor młodego biskupa, następca księcia kardynała Sapiehy, arcybiskup Eugeniusz Baziak. Jest to kolejny moment przełomowy w karierze Karola Wojtyły Już następnego dnia zostaje bowiem wybrany wikariuszem kapitulnym, mającym sprawować rządy nad archidiecezją krakowską do czasu mianowania nowego ordynariusza. Jednym z pierwszych doświadczeń na nowym stanowisku była potyczka z komunistycznymi władzami. Wizytując wiejską parafię w Maniowach, otrzymał wiadomość, że władze chcą odebrać budynek krakowskiego seminarium duchownego przy ul. Manifestu Lipcowego i przekazać go Wyższej Szkole Pedagogicznej. Nie zwlekając wiele, kazał kierowcy zawieźć się prosto do budynku Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Tam spotkał się z I sekretarzem Komitetu, Lucjanem Motyką, z którym - w drodze kompromisu - ustalili, że WSP dostanie trzecie piętro, a seminarium będzie zajmować resztę gmachu. Prawdopodobnie był to pierwszy w historii przypadek, kiedy to spotkanie komunistycznego kacyka z biskupem nastąpiło dlatego, że chciał tego biskup. Nie dość na tym: na początek roku akademickiego, l października 1962 roku, biskup Wojtyła poprowadził milczący marsz profesorów, wychowawców i alumnów do uratowanego budynku, po czym dokonał aktu oddania go w opiekę Matce Boskiej. Od tamtej pory akt oddania odnawia się w seminarium co roku.
Jesienią 1962 roku biskup Wojtyła wyjechał wraz z dziesięcioma polskimi biskupami do Rzymu na otwarcie pierwszej sesji Soboru Watykańskiego II. Wziął też udział w audiencji papieża Jana XXIII dla polskich biskupów. Delegacja polska była najliczniejszą zza żelaznej kurtyny, więc jej głosu słuchano wyjątkowo uważnie. Prace soborowe byty dla Karola Wojtyły doświadczeniem niezwykle ważnym, pokazały mu bowiem, że ostra krytyka Kościoła w świecie pochodzi przede wszystkim z jego środka, nie zaś - jak uczyło go doświadczenie z komunistycznej ojczyzny - z zewnątrz, od ideologicznego wroga. Dzięki ustosunkowanemu w kręgach watykańskich dawnemu koledze seminaryjnemu, ks. Andrzejowi Marii Deskurowi, szybko zawierał nowe znajomości spoza Polski. W tym czasie poznał m.in. amerykańskiego biskupa polskiego pochodzenia (jego rodzice wyemigrowali z Podhala) Jana Króla oraz rektora Kolegium Polskiego, Władysława Rubina. Obaj odegrali potem w życiu przyszłego papieża ważną rolę.
W grudniu 1963 roku, po zakończeniu drugiej sesji soboru, biskup Wojtyła spotkał się z rzymską polonią, po czym udał się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Wędrówka śladami Chrystusa i Apostołów zrobiła na nim duże wrażenie, czemu dał wyraz w szczegółowym liście do księży archidiecezji krakowskiej. "Czujemy że pracując nad odnową Kościoła po Soborze, musimy zwrócić się wprost do samego Chrystusa Pana, którego Kościół jest ciałem mistycznym. I stąd pragnienie widzenia tych miejsc, gdzie On narodził się, żył, nauczał i działał, wreszcie cierpiał, umarł na krzyżu, zmartwychwstał i w niebo wstąpił (...)".
Po powrocie do Krakowa znów zagrał władzy na nosie. Protestując przeciwko brakowi zgody na budowę kościoła w Nowej Hucie, przyjechał tam i w skromnej kaplicy, przy trzaskającym mrozie, odprawił pasterkę. Noworocznej homilii wysłuchało kilka tysięcy mieszkańców tego pokazowego robotniczego osiedla. 30 grudnia 1963 roku papież Paweł VI mianował biskupa Wojtyłe arcybiskupem metropolitą krakowskim. Oficjalnie nominację ogłoszono w styczniu 1964 roku. Ks. doc. dr Karol Wojtyła został ordynariuszem krakowskim. Nie obyto się to bez kłopotów. Kardynał Wyszyński nie miał bowiem ochoty, by metropolitą krakowskim został biskup Wojtyła. Dlatego też nazwiska Wojtyły długo nie było na liście kandydatów, którą Prymas przedstawiał komunistycznym władzom do akceptacji. Stanisław Stomma, poseł związanego z Kościołem koła Znak, zapytany przez ówczesnego marszałka sejmu, drugą - po Gomułce - postać w PZPR, Zenona Kliszkę, o najwłaściwszą kandydaturę, miał odrzec "stanowczo i kategorycznie, że najlepszym i jedynym kandydatem jest Wojtyła". Według Stommy Kliszko, do którego należały wszystkie sprawy dotyczące stosunków państwo-Kościół, przekonany, że naukowiec i filozof Wojtyła może być doskonałą z punktu widzenia władz przeciwwagą dla - jak to oceniała partia komunistyczna - rozpolitykowanego Prymasa. Wiedział też o niechęci Wyszyńskiego do Wojtyły, i w związku z tym spodziewał się, że kandydatura Wojtyły będzie mu przez kardynała Wyszyńskiego przedstawiona jako ostatnia. Postanowił więc "przeczekać i w ten sposób zmusić Wyszyńskiego" do jej wysunięcia.
Tak też się stało i biskup Wojtyła objął rządy w diecezji pamiętającej początki państwa polskiego, utworzonej w roku 1000 pod panowaniem Bolesława Chrobrego. Przed nim ten urząd piastowali m.in. tacy znakomici Polacy, jak św. Stanisław ze Szczepanowa, bt. Wincenty Kadłubek, Jan Puzyna, Adam Stefan Sapieha...
Liczne zajęcia duszpasterskie i zarządzanie diecezją dzielił Wojtyła z wyjazdami na kolejne sesje soboru. Po powrocie zawsze informował wiernych i księży o postępach prac w Watykanie. Obok duszpasterstwa w archidiecezji krakowski metropolita zaangażował się w obchody jubileuszu Tysiąclecia Chrztu Polski. Uczestniczył w uroczystościach i ceremoniach milenijnych m.in. w Gnieźnie, Poznaniu, Łomży, Warszawie, Gdańsku, Lublinie, Drohiczynie, Lubaczowie oraz w licznych parafiach własnej archidiecezji. Refleksje z obchodów Millenium zawarł potem w poemacie "Wigilia Wielkanocna 1966".
W zapełnionym po brzegi kalendarzu starał się znaleźć czas na wakacyjne wyjazdy w góry lub spływy kajakowe. Prawie zawsze udawało mu się odpocząć w gronie przyjaciół z dawnych lat. Każdej zimy wypuszczał się też na kilka choćby dni, by pojeździć na nartach.
Po zakończeniu trzeciej sesji soboru, w listopadzie 1964 roku, arcybiskup Wojtyła udał się z grupą polskich biskupów na Sycylię, a potem ponownie do Ziemi Świętej. Po powrocie do Rzymu został przyjęty na prywatnej audiencji przez papieża Pawła VI, któremu m.in, opowiadał o swojej pracy podczas okupacji w Solvayu. Papież przysłał mu potem w dowód uznania i sympatii paliusz specjalnie tkany pas z jagnięcej wełny, nakładany do stroju liturgicznego na ramiona i piersi.
Pierwsze miesiące 1965 roku wypełniła intensywna praca nad redakcją soborowej "Konstytucji o Kościele w świecie współczesnym", w której arcybiskup Wojtyła szczególną uwagę zwracał na rolę świeckich oraz na rolę Kościoła w tworzeniu dóbr kultury.
Ostatnia, czwarta sesja - to dyskusja o wolności religijnej w Kościele. Podczas niej polscy biskupi wystosowali listy do episkopatów krajów Europy z zaproszeniem do udziału w uroczystych obchodach Millenium.
Jeszcze przed zakończeniem soboru arcybiskup Wojtyła uwikłał się w kolejny ostry konflikt z władzą jako współautor słynnego listu do biskupów niemieckich. Dokument, którego treść konsultowano jeszcze w Rzymie z niemieckimi duchownymi, stanowi przypomnienie tragicznej historii stosunków między obydwoma krajami i wyraża współczucie dla cierpienia narodu niemieckiego. Do spółki z arcybiskupem Bolesławem Kominkiem i biskupem Jerzym Strobą. Wojtyła wystosował go w imieniu Episkopatu z datą 18 listopada 1965 roku. List kończy się słowami: "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". Pismo wywołało pełne nienawiści ataki władzy na Kościół i polskich biskupów. Dostało się też samemu Wojtyle. Najbardziej przykry musiał być dla niego protest sprokurowany przez władze, ale podpisany przez przez robotników z zakładów Solvay, w których pracował podczas wojny. Robotnicy oświadczyli w nim, że są "wstrząśnięci do głębi" apelem biskupów oraz że "biskupom polskim nikt nie udzielił mandatu do zajmowania stanowiska w sprawach oczywistych dla ogółu obywateli, a należących do kompetencji innych czynników". List kończył się wyrazami "głębokiego rozczarowania" wobec "nie obywatelskiego postępku" Wojtyły. Arcybiskup odpowiedział spokojnie, ale mocno: "Czytając z uwagą wasz list, muszę stwierdzić, że nie moglibyście go napisać, gdybyście rzetelnie zapoznali się z treścią przesłania biskupów polskich do biskupów niemieckich oraz z odpowiedzią biskupów niemieckich na ten list". Po latach okazało się, że Orędzie, będące wyrazem przekonania o potrzebie jedności Europy a jednocześnie obalające komunistyczny obraz dwóch wrogich sobie światów, stanowiło jeden z najistotniejszych elementów pojednania polsko-niemieckiego.
W październiku 1962 roku wraz z kardynałem Wyszyńskim i dziesiątką innych polskich biskupów Karol' Wojtyła znalazł się w polskiej delegacji na rozpoczęcie Soboru Watykańskiego II. O paszport ubiegało się jeszcze 15 innych biskupów, ale otrzymali odmowę od władz. Mimo to polska delegacja była i tak najliczniejsza spośród wszystkich z obozu komunistycznego.
6 października 1962 roku, po niespełna 15 latach od swoich studiów Karol Wojtyła znów znalazł się w Rzymie. Czekając na otwarcie Soboru, biskup Wojtyła z radością przemierza znane zakątki miasta. Znajduje też czas na krótkie wypady poza Rzym.
8 października polscy biskupi zostają przyjęci na audiencji przez papieża Jana XXIII. Szybko okazuje się, że sekretarzem prasowym soboru jest dawny kolega seminaryjny Wojtyły - Andrzej Maria Deskur. Przed rozpoczęciem obrad często dyskutują, spacerując po watykańskich ogrodach. Deskur przedstawia krakowskiemu biskupowi wiele osobistości z kurii oraz interesujących duchownych z całego świata. Młody polski delegat, dzięki biegłej znajomości włoskiego i nieco tylko słabszej niemieckiego, francuskiego i angielskiego, a także ujmującemu sposobowi bycia, szybko zyskuje wielu przyjaciół. Deskur wspomina, że jego popularność tak szybko rosła, iż kiedy sporządzano listy członków poszczególnych komisji tematycznych, każda "prosiła o niego". W tych dniach zawarł też Wojtyła znajomość z rektorem Kolegium Polskiego, prałatem Władysławem Rubinem.
Niezwykle uroczyste otwarcie Soboru Watykańskiego ma miejsce 11 października 1962 roku w Bazylice św. Piotra.
Dzień krakowskiego biskupa na Soborze rozpoczyna się o 6.45 mszą w Instytucie Polskim, a potem o godz. 9 w Bazylice św. Piotra mszą w intencji pomyślnych obrad. W przerwach delegaci spotykają się przy kawie i prowadzą luźne rozmowy. Karol Wojtyła często nie opuszcza swojego fotela, ale sporządza notatki, przygotowuje wystąpienia radiowe lub swoje wykłady, szkicuje nową książkę. Na bieżąco notuje refleksje w formie wierszy.
Z początku Soboru pochodzi jego utwór "Posadzka", powstały w chwili refleksji w owym szczególnym miejscu, jakim jest Bazylika św. Piotra, a nawiązujący do momentu święceń kapłańskich, podczas którego leży się na podłodze kościoła, dotykając czołem podłogi. To Ty, Piotrze. Chcesz być tutaj Posadzką, by po Tobie przechodzili... by szli tam, gdzie prowadzi ich stopy... Chcesz być Tym, który służy stopom - jak skała raciczkom owiec: Skala jest posadzką gigantycznej świątyni. Pastwiskiem jest Krzyż. Wspomina po latach ten moment: "Pisząc te słowa, myślałem zarówno o Piotrze, jak i o całej rzeczywistości kapłaństwa służebnego, starając się uwydatnić głębię znaczenia owej liturgicznej prostracji [upadku] (...), tak jak Piotr, przyjąć we własnym życiu krzyż Chrystusa i uczynić się "posadzką" dla braci".
Popołudnia spędza, studiując dokumenty soborowe, pisząc i spacerując po tarasie, z którego rozciąga się widok na imponującą kopułę Bazyliki.
Młody biskup z kraju, gdzie całą energię Kościoła pochłania problem przetrwania, jest nagle świadkiem kompletnie innych wydarzeń. Nie do pomyślenia w Polsce otwarte, zażarte dyskusje, pojedynki słowne, aplauzy lub pomruki niezadowolenia, zakulisowe manewry, sojusze i koalicje (na dodatek bez ogródek komentowane przez prasę) - działania, które można by nazwać kościelnym parlamentaryzmem - nagle otwierają nową perspektywę. Wolność soborowej dyskusji zdumiewa nie tylko nieopierzonego biskupa zza żelaznej kurtyny. Jest czymś zaskakującym dla wszystkich obserwatorów.
Już na wstępie pierwszy szok - odrzucenie przytłaczającą większością głosów 72 projektów dokumentów (tzw. schematów), przygotowanych wcześniej przez Kurię w Watykanie. Oznacza to pogrzebanie owoców czterech lat pracy. Papież ponagla, by podjąć prace od początku, w uznaniu faktu, że współczesne społeczeństwa nie są już uformowane wyłącznie z inspiracji chrześcijaństwa. "Wszyscy będziemy na tym Soborze nowicjuszami. Nie wątpię, że będzie nam towarzyszył Duch Święty. Zobaczymy, co z tego wyniknie" - miał powiedzieć Jan XXIII w przeddzień inauguracji.
Biskup Wojtyła jest głęboko przejęty historycznym znaczeniem odnowy Kościoła. Wyjeżdżając z Krakowa, mówił: "Na tę drogę, na ten wielki dziejowy gościniec (...) wchodzę z osobistym największym wzruszeniem, z wielkim wewnętrznym drżeniem serca".
Kiedy 7 listopada bliżej nieznany biskup z Polski występuje po raz pierwszy przed zgromadzeniem, zadziwia nie tylko głębią przemyśleń, ale też nienaganną wymową łacińską w przeciwieństwie do innych mówców, którzy najczęściej fatalnie kaleczą ten język. Zabiera głos na XIV i XXIV kongregacjach, poświęconych liturgii, źródłom objawienia oraz środkom przekazu. Jest - podobnie jak prymas Wyszyński - gorącym orędownikiem odnowy w Kościele. Szczególnie wyraźnie jego postępowość wychodzi w kwestiach sprawiedliwości społecznej oraz rozszerzenia udziału świeckich w życiu i działalności Kościoła.
Jako jedyny mówca w Bazylice każde swoje wystąpienie rozpoczyna słowami: "Szanowni ojcowie, bracia i siostry", podkreślając tym samym znaczenie obecności kobiet. Kilkakrotnie wygłasza w Radiu Watykańskim przemówienia, w których informuje słuchaczy o postępach prac oraz swoich osobistych przemyśleniach na temat soborowych przemian. Jego stanowisko, raz postępowe, w innych kwestiach bardzo konserwatywne, stawia go - jak mówił Jerzy Turowicz w "umiarkowanym centrum". Szczególnie nie akceptuje krytyki instytucji Kościoła. Jeden z amerykańskich filozofów, prof. George Hunston Williams z Uniwersytetu Hamrda, będący - jako protestancki pastor - oficjalnym obserwatorem Vaticanum II, określił go jako "postępowego konserwatystę".
Młody polski biskup jest bardzo zadowolony z pobytu w Rzymie, zarówno z bogactwa duchowego, jakie go wypełniało po Soborze, jak też z nowych, cennych przyjaźni. Tę ważną zmianę w swoim życiu postanowił zaakcentować, zdejmując okulary - od tej pory nie pokazuje się w nich w miejscach publicznych. Po zakończeniu prac Karol Wojtyła wyjeżdża z grupą polskich biskupów na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Jest to pierwsza wyprawa Karola Wojtyły poza granice Europy.
Do kraju powraca 17 grudnia i od razu bierze udział w poświęconej Soborowi konferencji w krakowskim seminarium duchownym. Podkreśla, że prasa bardzo dobrze informowała o jego przebiegu. Sam biskup Wojtyła, oprócz przemówień w Radiu Watykańskim, zawiera też swoje reportaże i refleksje w cyklu obszernych listów, które ukazują się na łamach "Tygodnika Powszechnego", oraz w rozprawie "U źródeł odnowy". Wykorzystuje każdą chwilę, by przybliżać prace soborowe wiernym w Polsce. Jeździ po swej archidiecezji, spotyka się z działaczami Klubów Inteligencji Katolickiej, duchowieństwem i wiernymi, relacjonując na wszelkie możliwe sposoby prace "wielkiego wydarzenia Kościoła." W Polsce niektórzy zaprzyjaźnieni z Wojtyła młodzi ludzie, podzielają entuzjazm wobec liberalnego powiewu i krytyczne sądy na temat hierarchii kościelnej, lecz on sam w gruncie rzeczy nigdy nie akceptuje tak radykalnego stanowiska. Dochodzi nawet w tej kwestii do konfliktu z zespołem "Tygodnika Powszechnego". Podczas spotkania z duchownymi w Kalwarii Zebrzydowskiej mówi jednemu z księży: "Kuria Rzymska nie rządzi biskupami. Rządzi nimi papież, który w zarządzie całego Kościoła posługuje się kurią".
Druga sesja Soboru odbywa się w rok po pierwszej. W tym czasie biskup Wojtyła zostaje arcybiskupem krakowskiej metropolii, umacniając swoją pozycję w Kościele. W tym też roku (3 czerwca 1963) umiera główny motor soborowych przemian, papież Jan XXIII. Jego miejsce zajmuje kardynał Mediolanu, Giovanni Battista Montini, czyli Paweł VI, który kontynuuje dzieło poprzednika. Udaje mu się jednak wyłączyć z porządku obrad kwestię kontroli urodzeń i celibatu, by pozostawić je do osobistej decyzji.
W diariuszu soborowym zachowało się kilka przemówień Karola Wojtyły, wygłoszonych na sesjach i liczne jego pisemne oświadczenia. Przemawiając w imieniu polskiego Episkopatu w debacie na temat wolności religijnej, głosił, że człowiek powinien mieć nie tylko możność stwierdzenia, że jest mądry, ale też, że jest odpowiedzialny: "Odpowiedzialność jest niejako szczytem i uzupełnieniem wolności".
Zabierając głos w dyskusji nad schematem XIII "O Kościele w świecie współczesnym" krakowski metropolita twierdzi, że lud Boży jest fundamentem wszystkich struktur Kościoła, w sposób wyjątkowy i niepowtarzalny uczestnicząc w misji powierzonej przez Chrystusa. Podkreśla z naciskiem, że "jeśli tekst ten ma być zwrócony do ludzi świeckich, to trzeba zrezygnować z postawy paternalistycznej, wszystkowiedzącej i trzeba podjąć trud nawiązania kontaktu ze świeckimi na zasadzie równego z równym". Jednocześnie zauważa, że wierni nie tylko nie są dla struktur Kościoła zagrożeniem, ale wręcz przeciwnie, dopełniają je i współtworzą. Przedstawia też swoją filozofię społeczną: opisuje świat nowej bliskości między narodami, będący jednocześnie światem zagrożeń i niebezpieczeństw dla jednostek; świat postępu i wygód, w którym niekiedy całe społeczeństwa cierpią głód.
Po tym przemówieniu zostaje członkiem pracującej nad tą konstytucją Centralnej Podkomisji. Znajduje się w gronie najwybitniejszych teologów świata, współtwórców szczytnej karty Waticanum II. Wkrótce staje się znaną i wpływową osobistością Soboru.
Ostatnia sesja Soboru to batalia o stosunek Kościoła do religii niechrześcijańskich, szczególnie judaizmu, którą arcybiskup Wojtyła wraz z kardynałami austriackim - Franzem Königiem i niemieckim - Augustinem Beą toczy ze skrajnymi konserwatystami, skupionymi wokół kardynała Ottavianiego. Batalię zwycięską, ukoronowaną zapisem w dokumencie "Nostra Aetate", który stwierdza, że "nie może być przypisana ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym" wina za ukrzyżowanie Chrystusa. Wojtyła jest też jednym z tych Ojców Soboru, którzy nie dopuścili do oficjalnego potępienia przez Vaticanum komunizmu jako ideologii. Wychodzi z założenia, że konflikty ideologiczne nie znikną poprzez takie akty potępienia, a sposobów ich rozwiązania należy szukać na nowo.
Po krótkich wakacjach, wypełnionych ponowną pielgrzymką do Ziemi Świętej, Wojtyła zostaje przyjęty na pierwszej prywatnej audiencji przez papieża Pawła VI. Audiencja ta dała początek ich długoletniej przyjaźni. Papież powołuje Synod Biskupów, wyznaczając na jego sekretarza generalnego biskupa Rubina. Dzięki znajomości z nim krakowski metropolita ma od tej chwili bezpośrednią łączność z samym "centrum dowodzenia"...

BISKUP KAROL WOJTYŁA - KARDYNAŁEM

Kardynalski biret z rąk papieża Pawła VI otrzymał w wieku 47 lat. Byt jednym z najmłodszych żyjących purpuratów. Jego nominacja wzbudziła zdziwienie w polskim Episkopacie, w którym było wielu starszych arcybiskupów. Oznaczała niewątpliwie, że Paweł VI darzy Karola Wojtyłę specjalnymi względami. Po nominacji Karol Wojtyła wygłosił słowa, które pokazują, jak wysoko stawiał sobie poprzeczkę: "Na drodze mego nowego powołania, w szczególny sposób sprawdzić się muszę i potwierdzić moją wartość: od tego zależy, czy wygram, czy przegram swoje życie".
Kardynalski ingres do archikatedry na Wawelu metropolita krakowski odbył 9 lipca 1967 roku. W Rzymie przydzielono mu tytularny kościółek Św. Cezarego Męczennika. Zaglądał do niego często z racji swoich licznych obowiązków w Rzymie. Był bowiem członkiem czterech ówczesnych kongregacji: ds. Duchowieństwa, Wychowania Katolickiego, Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów oraz Kościołów Wschodnich. Papież mianował go również konsultorem Watykańskiej Rady do spraw Świeckich.
W 1971 roku podczas Synodu Biskupów (ciała powołanego przez Pawła VI w 1969 roku do wprowadzania w życie postanowień Vaticanum II), kardynał Wojtyła bronił celibatu księży oraz wielokrotnie występował z tezą o obronie wolności sumienia i religii, jako nieodłącznym elemencie sprawiedliwości społecznej i politycznej. Kardynał Wojtyła coraz bardziej zacieśniał swoje stosunki z Pawłem VI. Przełomowym momentem ich głębokiej znajomości była praca nad encykliką "Humanae vitae" (O życiu człowieka).
Polski kardynał uważał, że stosowanie środków antykoncepcyjnych podważa godność aktu małżeństwa i samej kobiety, która staje się wyłącznie narzędziem zaspokajania pożądania mężczyzny. Powołał w Krakowie specjalną grupę świeckich i duchownych konsultantów, która dyskutowała problemy seksu, antykoncepcji i kontroli urodzeń. Raport z prac tej komisji otrzymał papież osobiście. Karol Wojtyła opowiadał się w nim za utrzymaniem zakazu antykoncepcji.
Wielu jednak biskupów nie uznawało kontroli urodzeń, a tym samym i antykoncepcji, za coś złego. Paweł VI, poddawany niesłychanej wprost presji zarówno ze strony zwolenników, jak i przeciwników antykoncepcji, miał nie lada orzech do zgryzienia. Ostatecznie jednak w lipcu 1968 roku opublikował encyklikę, zawierającą stanowisko grupy Wojtyły Ks. Andrzej Bardecki, wieloletni asystent kościelny "Tygodnika Powszechnego" twierdził nawet, że 60 procent tekstu "Humanae vitae" pochodzi bądź z opracowania krakowskiej komisji, bądź z prac samego Wojtyły, który po przeczytaniu publikacji, miał stwierdzić: "Pomogliśmy papieżowi". W 1976 roku Paweł VI zaprosił Karola Wojtyle do poprowadzenia wielkopostnych rekolekcji w Watykanie. Rekolekcje rozpoczęły się 2 marca 1976 roku w kaplicy św. Matyldy na II piętrze Pałacu Apostolskiego. Do przybyłych prefektów kongregacji, sekretarzy i zastępców, kardynałów oraz samego papieża Karol Wojtyła powiedział na początku: "W ciągu tych dni rekolekcyjnych w szczególny sposób otoczy nas modlitwa Kościoła w Polsce, od którego przynoszę tutaj wyrazy najgłębszej duchowej jedności, wspólnoty wiary nadziei i miłości, jakby wielki niewidzialny fundament, przez który stale się wiążemy z Piotrową Opoką".
Rozważania krakowskiego kardynała, zakończone rano 13 marca, zebrano i opublikowano potem w tomie "Znak sprzeciwu". Nie ograniczały się one jedynie do teologii i odrzucenia koncepcji śmierci Boga, modnej wówczas w filozoficznych i intelektualnych dyskusjach na świecie. Był to również manifest samego Wojtyły, przedstawiający jego poglądy na przyszłość świata zagrożonego marksizmem z jednej, a wybujałym kapitalizmem z drugiej strony.
Wrażenie, jakie zrobiły te rekolekcje i to nie tylko w Watykanie, sprawiło, że "New York Times" umieścił nazwisko Wojtyły na liście dziesiątki najbardziej praw dopodobnych kandydatów do papieskiego tronu. W Kościele zaś szczególnie zwrócono uwagę na jego głęboką wiarę i skromność.
Rozgłos sprawił, że zauważono też cały dorobek naukowy polskiego kardynała, a część Jego prac filozoficznych weszła wręcz do kanonu lektur z etyki. Za wkład w rozwój tej dziedziny filozofii chrześcijańskiej profesor Wojtyła został wyróżniony w czerwcu 1977 roku doktoratem honoris causa uniwersytetu im. Jana Gutenberga w Moguncji.
W Polsce jedną z pierwszych decyzji nowego kardynała było zarządzenie odbudowy katedry wawelskiej i odnowienia grobów pochowanych w niej królów i królowych. Upoważnił też naukowców do otwarcia trumny ze szczątkami żony Kazimierza Wielkiego, Elżbiety, i dokonania ekshumacji. W obecności kardynała otwarto też trumnę Kazimierza Wielkiego, w której obok doczesnych szczątków króla znaleziono berto, jabłko, żelazny miecz, nakrycie wyszywane srebrną nicią i złoty pierścień z turkusem. Krypty królewskie poddano szczegółowym badaniom mikrobiologicznym na specjalne życzenie Karola Wojtyły.
Niecodziennym wydarzeniem było odwiedzenie przez kardynała 28 lutego 1969 roku synagogi w żydowskiej dzielnicy Krakowa - Kazimierzu. Wraz z proboszczem pobliskiej parafii weszli do synagogi przy ul. Szerokiej zgodnie z żydowskim zwyczajem z nakrytymi głowami. Był piątek i liczni wierni modlili się właśnie w świątyni. Kardynał rozmawiał z członkami gminnej starszyzny, a potem wszedł do środka i przysłuchiwał się w skupieniu nabożeństwu. Dotychczas nikt w Polsce nie słyszał, by jakiś kardynał odwiedzał synagogę.
W swoim krakowskim minipapiestwie, składającym się z 329 parafii, pracował nieustannie. Jego kierowca z tamtych lat, Józef Mucha, wspomina: "Już o 5.30 rano był w kaplicy Około 7.00 szedł do kościoła Franciszkanów po drugiej stronie ulicy, gdzie ponownie się modlił. O 8.00 jadł śniadanie, po czym ponownie szedł do kaplicy Zamykał drzwi i modlił się, pracował i czytał do jedenastej". W kaplicy obok klęcznika ustawiono biureczko do pracy. Po godz. 11 kardynał przyjmował w swoim gabinecie. O 13.30 zjadał obiad, po którym ucinał sobie 10-minutową drzemkę w fotelu. Gdy zdarzyło mu się pospać nieco dłużej, zrywał się pełen wyrzutów: "O Boże, spałem pięć minut za długo".
Po południu dawnym zwyczajem zwykle wizytował parafie, sierocińce, klasztory Dzięki temu nigdy nie utracił kontaktu z rzeczywistymi problemami lokalnych społeczności. Pracował nawet w samochodzie, w którym zamontowano mu półkę na książki i lampkę, by mógł czytać także po zmroku.
Dużo uwagi poświęcał tworzeniu wydziału filozoficznego w powstałej z jego inicjatywy Papieskiej Akademii Teologicznej. Ksiądz Michał Heller, filozof, który współuczestniczył wraz z ks. Józefem Tischnerem i biskupem Tadeuszem Pieronkiem w tworzeniu akademii, wspomina, że kardynał podczas długich dyskusji "nigdy się nie spieszył. (...) Wyglądało na to, że zawsze ma czas".
Wieczory spędzał na dyskusjach przy kieliszku wina w towarzystwie przyjaciół - intelektualistów ze "Znaku" czy "Tygodnika Powszechnego", artystów, uczonych, pisarzy W jego pałacu biskupim bywali: historyk literatury polskiej Stanisław Pigoń, wybitny hematolog Julian Aleksandrowicz, fizyk Henryk Niewodniczański, historyk prawa Adam Yetulani.
Bywał też profesor Stefan Swieżawski, mediewista, przyjaciel Wojtyły z KUL-u. W 1974 roku z jego ust padły prorocze słowa "Będziesz papieżem".
W roku 1977 kardynał Wojtyła święcił swój wielki tryumf: po wielu latach oporu komunistycznych władz i udręki z biurokracją, udało się wybudować kościół w Nowej-Hucie-Bieńczycach, sztandarowym, ogromnym osiedlu klasy robotniczej.
Ale choć komunistyczne władze uznawały kardynała Wyszyńskiego za głównego przeciwnika w Kościele, to nie przestawały nękać na wszystkie sposoby także i Karola Wojtyłę. Odebrano mu paszport dyplomatyczny podsłuchiwano rozmowy, śledzono.
Kiedy w 1977 roku ksiądz Bardecki z "Tygodnika Powszechnego", bliski współpracownik kardynała, został dotkliwie pobity przez "nieznanych sprawców", Wojtyła rzekł: "Dostał za mnie. W oczach władz teraz ja jestem wrogiem numer jeden Polski Ludowej".
Kardynalskie przywileje nie zmieniły Go. Obszerne dwa pokoje metropolity urządzone byty niezwykle skromnie. W gabinecie stało biurko z obłażącym lakierem, łóżko w sypialni przykrywała wypłowiała kapa. Poza książkami jedynym dobytkiem krakowskiego księcia Kościoła były cztery czerwone i trzy czarne sutanny oraz trzy pary czarnych butów. A większość swoich dochodów rozdawał potrzebującym.

 

 

  KARDYNAŁ KAROL WOJTYŁA - PAPIEŻEM

29 września 1978 roku tuż po godz. 5 rano siostra Wincenta znalazła papieża Jana Pawła I martwego w jego sypialni. Po 33 dniach urzędowania zmarł - wedle oficjalnego komunikatu - na zawał serca. Polski kardynał Karol Wojtyła poleciał do Rzymu w towarzystwie prymasa Stefana Wyszyńskiego na pogrzeb i drugie tego roku konklawe.
Po pogrzebie, który odbyt się 4 października, nastąpił dziesięciodniowy, najkrótszy z możliwych, wymagany przepisami Konstytucji Apostolskiej okres, poprzedzający kolejne konklawe. Dla 111 kardynałów, mających wziąć udział w elekcji, był to czas przeglądu kandydatów, budowy sojuszy i poszukiwania większościowych koalicji. Przy okazji niezliczonych prywatnych obiadów w rezydencjach duchownych lub restauracjach, spacerach i spotkaniach, purpuraci na wszystkie sposoby rozważali każdą kandydaturę, tworząc podwaliny przyszłych wyborów.
Wojtyła każdą wolną chwilę spędzał na wypadach w okolice Rzymu, nie zaniedbując również nieoficjalnych spotkań. Któregoś dnia kardynał Franz König z Wiednia, wieloletni przyjaciel i główny motor kampanii na rzecz jego wyboru, zaprosił Go do ekskluzywnej restauracji, prowadzonej przez zakonnice z Azji i Afryki. W taksówce miał powiedzieć kierowcy: "Jedź ostrożnie. Wieziesz przyszłego papieża".
W piątek rano, 13 października, kardynałowie zebrali się, by losować cele obok Kaplicy Sykstyńskiej, w których mieli mieszkać podczas konklawe. Na ten czas zupełnego odosobnienia od świata zewnętrznego wolno im się kontaktować jedynie między sobą. Zabronione jest posiadanie radioodbiorników i radiotelefonów. Nawet okna w celach zabija się deskami i zaciemnia.
W dniu rozpoczęcia konklawe uczestnicy uroczyście przysięgają, że nie zdradzą żadnych informacji o przebiegu głosowania, a jeśli słowa nie dotrzymają, przyjmą "ciężkie kary wedle uznania przyszłego papieża". Dotyczy to także służby, kucharzy i pracowników technicznych. Ale chyba (na szczęście dla nas) kary nie są tak straszne, bo od czasu do czasu ktoś dyskretnie uchyla rąbka tajemnicy.
Karol Wojtyła wylosował celę nr 91. Żelazne łóżko, prosty stół i krzesło, miednica do mycia i dzbanek na wodę - to całe wyposażenie celi. Na dziesięciu książąt Kościoła, zwykle w podeszłym wieku, przypada jedna toaleta i łazienka, pod którą często trzeba czekać w kolejce. Ale i ona bywa wykorzystywana do agitacji przed głosowaniem.
W drodze na konklawe Wojtyła wstąpił do polikliniki Gemelli, gdzie odwiedził sparaliżowanego biskupa Deskura. Prosto stamtąd udał się do Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie dziekan Kolegium Kardynałów, Carlo Confalonieri, otworzył konklawe. Jak zawsze po mszy i uroczystej procesji kardynałowie odśpiewali Veni Creator Spiritus ("O Stworzycielu Duchu, przyjdź"), a następnie opuścili kaplicę, by zebrać się w niej ponownie następnego dnia.
Po porannej mszy w niedzielę 111 kardynałów zasiadło w krzesłach ustawionych bokiem do ołtarza i rozpoczęto się głosowanie. Ceremoniarz papieski wygłosił tradycyjną formułę, oznajmiającą początek konklawe, a najmłodszy wiekiem kardynał diakon zamknął drzwi kaplicy. Na konklawe składają się codziennie dwie sesje (poranna i popołudniowa), podczas których kardynałowie wygłaszają mowy i głosują. Na każdą sesję przypadają dwa głosowania. Napisawszy na kartce nazwisko kandydata, każdy elektor - wygłaszając formułę: "Wzywam Chrystusa, który będzie moim sędzią, że wybrałem tego, co do którego wierzę, iż powinien zostać wybrany zgodnie z wolą Boga" - wrzuca ją do urny Tę funkcję pełni złoty kielich. Następnie trzech kardynałów odczytuje każde nazwisko, a trzech innych ich nadzoruje.
Początkowo wśród kandydatów pojawiały się nazwiska wyłącznie włoskich faworytów, m. in. konserwatywnego kardynała Giuseppe Siriego z Genui (który trzykrotnie już przegrywał wybory - w 1958 r. z Janem XXIII, w 1963 z Pawłem VI oraz z Janem Pawłem I), Giovanniego Benelli z Florencji (uchodzącego za światłego liberała) oraz wpływowego przewodniczącego papieskiej Komisji do spraw Opieki Duszpasterskiej nad Emigrantami - Sebastiano Baggio.
Pierwszego dnia, po dwóch rannych i dwóch popołudniowych głosowaniach, nikt nie osiągnął wymaganej liczby dwóch trzecich głosów plus jednego (czyli 75). Kardynał Wojtyła dostał 5 głosów. Z komina w narożnym oknie Kaplicy Sykstyńskiej unosił się czarny dym, uzyskiwany ze spalania mokrej słomy.
W drodze na kolację arcybiskup Paryża, kardynał François Marty, miał stwierdzić, że "dzień został zmarnowany". Ale wieczorem arcybiskup Wiednia Franz König rozpoczyna kampanię na rzecz kandydata nie-Włocha. Żywo przekonuje za Wojtyłą. Podkreśla jego zalety: doświadczenie w pracy duszpasterskiej, w prowadzeniu parafii, diecezji i archidiecezji, kontynuatora linii Soboru Watykańskiego II, humanistyczny umysł, a także - co jest argumentem niebagatelnym - młody wiek i doskonałą kondycję fizyczną.
König w rozmowie z amerykańskim biografem Papieża, Tadem Szulcem, wspomina: "Przed poprzednim konklawe otrzymywałem listy od wiernych z Włoch, którzy prosili: "Głosujcie na nie-Włocha, ponieważ w naszym kraju panuje taki bałagan, że papież nie-Włoch bardzo by nam się przydał". To był bardzo ciekawy argument".
Po porannej sesji w poniedziałek już wiadomo, że Włosi blokują się nawzajem i nie mają szans. W szóstym głosowaniu rośnie liczba głosów na Wojtyłę. Podczas obiadu krakowski kardynał jest skupiony. Po południu odwiedza prymasa Wyszyńskiego w jego celi. Jest niespokojny i przybity. Wyszyński podczas niedzielnych rozmów z przyjaciółmi sugerował, że on sam byłby najlepszym kandydatem spoza Włoch, choć podkreślał, iż nie powinno się naruszać wielowiekowej tradycji. Teraz jednak, trzymając w ramionach rozdartego duchowo rodaka, naciska: "Jeśli cię wybiorą, musisz przyjąć. Dla Polski."
Sesja popołudniowa wyłania czterech kandydatów: Wojtyłę, który wielu wydaje się zbyt młody, Königa, który odmawia, rówieśnika Wojtyły - kardynała Eduardo Francisco Pironio z Argentyny i 69-letniego Johannesa Willebrandsa z Holandii.
Po siódmym głosowaniu Wojtyła prowadzi, jednak brakuje mu wymaganej większości. Wtedy do ofensywy włącza się kardynał John Król z Filadelfii, któremu udaje się przekonać do Wojtyły Amerykanów, i niemiecki teolog Joseph Ratzinger, który namawia swoich - dotąd niechętnych - rodaków.
Udaje się też pozyskać głosy purpuratów z Ameryki Łacińskiej i Afryki. Ale prawdziwym przełomem okazuje się oświadczenie kardynała Sebastiana Baggio, który opowiada się otwarcie za Wojtyłą. W ślad za nim idzie wielu Włochów.
Przed godziną 17 sekretarz stanu i kamerling Jean Villot zarządza ósmą kolejkę. Napięcie wśród zgromadzonych pod freskiem Michała Anioła "Stworzenie świata" sięga szczytu. Köenig wspominał, że "kiedy liczba głosów oddanych na niego osiągnęła połowe wymaganych, Wojtyła odrzucił pióro i wyprostował się na krześle. Był czerwony na twarzy. A potem ujął głowę w dłonie...
Wyglądało, że jest całkowicie oszołomiony. Potem padła ostateczna liczba głosów...". Kiedy kardynał Wojtyła słyszy, że głosowało na niego 94 kardynałów, zaczyna coś szybko pisać. Potem słucha lekko zmieszany łacińskiego zapytania kardynała Villota: "Czy zgadzasz się?" i po chwili odpowiada, już odprężony: "W posłuszeństwie wiary wobec Chrystusa, mojego Pana, zawierzając Matce Chrystusa i Kościoła - świadom wszelkich trudności - przyjmuję". To oświadczenie przygotował po rozmowie z Wyszyńskim.
Następnie w hołdzie dla swych poprzedników przybiera imię Jan Paweł II i udaje się za odpowiedzialnym za organizację wyborów Cesare Tassim do białego pokoiku, gdzie przebiera się w papieskie szaty (przygotowane w trzech rozmiarach). Wysportowany mierzący blisko 180 cm wzrostu taternik przywdziewa największe. Po powrocie do kaplicy przyjmuje od kardynałów przysięgę wierności. Każdy podchodzi i pada na kolana. Gdy przychodzi kolej na Wyszyńskiego, Papież wstaje, obejmuje i przytula go do siebie. Kardynałowie intonują "Te Deum laudamus" ("Ciebie Boga wysławiamy").
W tym czasie z pieca na tyłach Kaplicy Sykstyńskiej bucha biały dym, a na Placu Św. Piotra wśród czekających w napięciu wiernych podnosi się radosna wrzawa. O godzinie 18. 44 na plac wkracza Gwardia Szwajcarska, a na centralnym balkonie wychodzącym na plac, pojawia się kardynał Pericle Felici i woła: "Oznajmiam wam radosną nowinę. Habemus Papam! - mamy papieża!". A gdy 200-tysięczny tłum przycicha, dodaje: "Carolum Sanctae Romanae Ecclesiae Cardinalem Wojtyła... Ioannem Paulum Secundum!" Na placu zapada cisza. Później w zdumionym tłumie pojawiają się szepty: "Czy to Murzyn?". Ktoś mówi: "To Polak!" W końcu nowy papież pojawia się w oknie, w czerwonym ornacie, z paliuszem na piersiach i uśmiechem na twarzy. Mówi po włosku z nienagannym akcentem:

"...Najwybitniejsi kardynałowie powołali nowego biskupa Rzymu. Powołali go z dalekiego kraju, z dalekiego, ale jednocześnie jakże bliskiego poprzez komunię w chrześcijańskiej wierze i tradycji (...). Nie wiem, czy będę umiał dobrze wysłowić się w waszym... naszym języku włoskim. Gdybym się pomylił, "poprawujcie" mnie".
Następnie po raz pierwszy błogosławi Urbi et Orbi (miastu i światu). W tym samym czasie kapelan i sekretarz Karola Wojtyły, ksiądz Stanisław Dziwisz, dyskretnie udaje się do Kolegium Polskiego na Piazza Remuria, skąd zabiera jego walizeczkę i przenosi ją do Pałacu Apostolskiego, gdzie nowy papież spędzi swoją pierwszą noc.

TYTUŁY PAPIESKIE
Każdy papież jest ponadto Biskupem Rzymu, Namiestnikiem Jezusa Chrystusa, Następcą Księcia Apostołów, Najwyższym Kapłanem Kościoła Powszechnego, Patriarchą Zachodu, Prymasem Włoch, Arcybiskupem i Metropolitą Rzymskiej Prowincji Kościelnej, Suwerennym Władcą Państwa Watykańskiego i Sługą Sług Bożych.